„Ziemia o ludzkiej twarzy” nie jest typowym przewodnikiem turystycznym. Jest raczej reportażem, opowieścią o ludziach. Jego autor Artur Zygmuntowicz przemierzał Polskę Wschodnią na rowerze po to właśnie, aby spotkać ludzi.
Artur Zygmuntowicz mieszka we Wrocławiu. Pracuje w dużej firmie farmaceutycznej, a pisanie nie jest jego głównym źródłem dochodu. Książka powstała z zupełnie innych pobudek. – Musiała powstać, ponieważ na półkach księgarskich nie było pozycji tego rodzaju. Kilkanaście miesięcy temu, szukając prezentu dla znajomych na rocznicę ślubu, chciałem im pokazać Polskę Wschodnią. W jednej z księgarni sieciowych sięgnąłem po kilka takich książek. One wszystkie są identyczne, nie ma tam[paywall] czynnika ludzkiego, który jest dla mnie najbardziej istotny. Ktoś to musiał zrobić. W związku z tym ja, Artur Zygmuntowicz, usiadłem, napisałem, zostało to wydane i się sprzedało – opowiadał podczas spotkania autorskiego zorganizowanego w przemyskim „Belferku”.
A sprzedało się bardzo dobrze, bo w 2 tygodnie rozeszło się 2 tysiące egzemplarzy.
Jak zaznaczył autor, spotykane w na ogół w przewodnikach stwierdzenie, że na Wschodzie ludzie się gościnni i otwarci jest tak samo precyzyjne jak to, że Albert Einstein był łebskim facetem.
Kanwą jego reportażu są ludzie mieszkający w Polsce Wschodniej. A. Zygmuntowicz wyruszył z bieszczadzkiej Zatwarnicy, a swoją trasę zakończył w Gabowych Grądach pod Augustowem. Tą kilkusetkilometrową podróż przebył w maju 2015 r. Na środek transportu wybrał rower, bo, jak tłumaczy, rower, w przeciwieństwie do samochodu czy pociągu, skraca dystans do człowieka. A jemu właśnie o spotkanie z drugim człowiekiem chodziło.
A. Zygmuntowicz pochodzi z Białegostoku. Mieszkał m.in. w Warszawie i Łodzi, obecnie mieszka i pracuje we Wrocławiu. – Wiem, że Wschód jest inny. Ciekawszy, bardziej oryginalny i uważam, że lepszy – mówił.
Ludzi nie tylko gościnnych, ale i ciekawych spotkał wielu. Jak sam przyznał, materiału do reportażu miał nadmiar. – W niektórych miejscowościach losowałem z kapelusza z kim się spotkać – przyznał.
Na kartach Ziemi o ludzkiej twarzy znajdujemy kilka twarzy z Przemyśla. Jest właściciel Pizzerii Galicyjskiej Krzysztof Dominiak, duet Fidelis, czyli Teresa Kuczera-Król i Jan Nowakowski oraz były sędzia piłkarski, a obecnie właściciel hotelu Albatros Zygmunt Ziober. Podążając dalej na północ, trafił do Horyńca-Zdroju, a tam polecono mu spotkanie z „największym jajcarzem w mieście”. Chodziło oczywiście o Leszka Kłysewicza, słynącego z rzeźbienia w ptasich jajach. Pan Leszek swoją pasję wykonuje od ponad 40 lat.
O szczegółach tych i innych spotkań można przeczytać w Ziemi o ludzkiej twarzy. Szlakiem romantyków i pozytywistów wydanej nakładem częstochowskiego wydawnictwa Promatek.
Podczas przemyskiego wieczorku autorskiego, opowiadania autora uzupełnił występ duetu Fidelis oraz degustacja pizzy po przemysku z Pizzerii Galicyjskiej. Wśród zaproszonych gości byli m.in. czołowie piłkarze reprezentacji Polski w kadrze Kazimierza Górskiego: Grzegorz Lato i Jan Domarski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Fajny pomysłGratulujemy