14 listopada ubiegłego roku, na przemyskim cmentarzu, wybitny polski aktor Jan Nowicki żegnał swojego przyjaciela Krzysztofa Dominiaka słowami z wiersza ks. Jana Twardowskiego „spieszmy się kochać, bo ludzie tak szybko odchodzą”. Rzeczywiście nagła śmierć Krzysztofa była zaskoczeniem dla wielu przemyślan, którzy licznie uczestniczyli w Jego ostatniej drodze. Bo Krzysztofa było widać wszędzie w Przemyślu. Nie usiedział w domu, gdy w mieście nad Sanem coś się działo. Szczególnie gdy to dotyczyło kultury i sportu.
Gdy pracował w Wojewódzkim Domu Kultury i odpowiadał za organizację imprez tam przeprowadzanych, On jako pierwszy przyjmował gości z zewnątrz, był ich przewodnikiem po Przemyślu, ambasadorem miasta. To między innymi za Jego sprawą, w różnych audycjach radiowych i telewizyjnych, zwłaszcza tych wspomnieniowych, aktorzy, politycy, sportowcy z zachwytem mówili o pięknym położeniu miasta i atmosferze w nim panującej. Czuć i widać to ze zdjęć, jakie wiszą na ścianach pizzerii „Dominikańskiej” na początku ulicy Franciszkańskiej, jaką z żoną założyli w 1978 roku, gdzie pierwszej degustacji dokonała i atest smaku wydała Agnieszka Osiecka.
Tam też jest sport i zdjęcia Krzysztofa z wielkimi polskiego sportu, w tym z takimi tuzami jak mistrzowie olimpijscy Jerzy Kulej czy Władysław Kozakiewicz.
Sport był czymś szczególnym w życiu Krzysztofa. Był Jego wielką pasją, zwłaszcza piłka nożna, od której w Witoni k. Łodzi, gdzie się urodził, zaczynał się Jego kontakt ze sportem. Później praca zawodowa nie pozwoliła mu na oddanie się na serio tej dyscyplinie, ale „balona” pokopać lubił jak nikt inny. A że to jest gra zespołowa, namawiał kolegów, by i oni oderwali się od swoich codziennych obowiązków. Dlatego dla nich, a i dla siebie, zakładał drużyny, które rozgrywały prawdziwe mecze. Z Publikatorem, Przemyślakiem, Old Boys jeździli na mecze, byli zapraszani i sami zapraszali.
Organizował memoriały odchodzących z tego świata kolegów z drużyn, w których grał – Jurka Tchórzewskiego, Jerzego Antosyka, Krzyśka Czopika.

Rok temu nikomu by do głowy nie przyszło, że można zorganizować memoriał im. Krzysztofa Dominiaka. Benefis – tak, posumowanie dorobku – tak. Ale memoriał – jaki memoriał? Przecież w Przemyślu nie mogłaby się odbyć żadna impreza sportowo-rekreacyjna bez Jego czynnego udziału. Jego aktywność była szczególna podczas imprez organizowanych przez naszą redakcję i Fundację przy niej działającą „Podaruj Dzieciom Radość”, której głównym celem jest pomoc dzieciom z rodzin niezamożnych.
W ubiegłym roku koledzy, z którymi kopał przez lata „balona” zorganizowali Mu benefis na kameralnym boisku w podprzemyskich Krównikach. On sam zaprosił tych z Witoni i tych z którymi kopał piłkę w hali i na zielonej murawie. Podczas tego ostatniego meczu koledzy z drużyny pozwolili Mu trochę pograć i wyznaczyli do strzelania rzutu karnego. On sam mówił, że to nie jest rozstanie z piłką, że to jest tylko zwolnienie obrotów. A benefis to fajna rzecz. Dają ci puchary, klepią po ramieniu, zróbcie mi benefis bis, mówił, żartując do kolegów.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Szkoda ze mnie nie bedzie.