Często się mówi, że motocykl zabytkowy ma duszę. Oni w tę duszę starają się tchnąć nowe życie. Spędzają całe godziny, dnie i tygodnie nad ich restauracją, a później te maszyny stają się ich przyjaciółmi. – Każdy zna swój motocykl i jest w stanie naprawić go w drodze – mówią.
Z ich pasji wziął się klub, który nazwali Czarna Brygada. Nazwa wzięła się od 10. Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka, a przede wszystkim do opowieści o odwadze motocyklistów wchodzących w skład brygady. Jeździli oni na motocyklach Sokół 1000. Takich maszyn w całej brygadzie było 250, a motocykliści charakteryzowali się długimi, czarnymi płaszczami. Stąd wziął się ich przydomek Czarna Brygada. – Chcieliśmy, żeby nazwa klubu odnosiła się i do historii, i do regionu, i do motocykli – opowiada Ryszard Krawczyk.
Paręnaście lat temu takie motocykle stały zapomniane w szopach w niejednym gospodarstwie. Trzeba było trochę popytać i znaleźć je za rozsądne pieniądze. Obecnie często są importowane z zagranicy. – Ja mam Junaka, który przez lata stał w kurniku, więc na początku trzeba go było dobrze umyć. Nie był jednak jeszcze tak skorodowany, żeby nie dało się go odratować – wspomina R. Krawczyk. Najstarszy model w jego posiadaniu to Harley Dawidson z 1928 r. Nie jest on jednak dopuszczony do ruchu po drogach publicznych. Poza tym do najstarszych egzemplarzy w klubie należą dwa motocykle Indian z 1940 r. i 1948 r.
Często motocykle można było znaleźć w punktach skupu złomu. Teraz już rzadziej. – Kolega znalazł tak silnik z Sokoła 1000, innym razem AWO Simsona bez silnika i bez kół – opowiada Ryszard. Koła z motocykli najczęściej trafiały do wózków, a silniki były rozbierane, jeśli się popsuły, a jakaś część nadawała się do innego pojazdu.
Ale to nie koniec ciekawych historii odkrywczych.[paywall] Stare motocykle znajdowano również… w studni. – W czasie wojny wojsko, czy to nasze, czy wrogie, rekwirowało każdy pojazd. Jedynym sposobem było schowanie go albo rozebranie. Historie zdarzały się bardzo różne, trafiało się, że motocykle były zamurowane między ścianami albo zakopywane w ziemi. Nam się jednak nie zdarzyło nic takiego odkryć – opowiadają cykliści z Czarnej Brygady.
Zabytkowe motocykle dają ich posiadaczom satysfakcję z jazdy sprzętem odrestaurowanym własnymi rękami. Spełnienie można czuć również dlatego, że przywróciło się mu życie. – Poza tym ten motocykl jest prawdziwy, nie ma w nim żadnych dodatkowych wspomagających systemów. To kierowca jest odpowiedzialny za wszystko – zauważają.
Młodsi pasjonaci dwóch kółek na ogół już nie wiedzą, jak poskładać silnik ze starego „rupiecia”, a w przypadku nowych bez mechanika się nie obejdzie. Ale zainteresowanie motocykle Czarnej Brygady wywołują i u młodszych, i u starszych. Ci pierwsi patrzą z zaciekawieniem, co można wydobyć z leciwego jednośladu. A starszym nieraz się nawet łezka w oku zakręci, gdy wspominają, jakie przygody na takich maszynach przeżyli.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze