Wywiad z Leszkiem Matysiakiem. Na co dzień jest pracownikiem technicznym w jednej ze spółek miejskich. Niedawno obchodził jubileusz 40-lecia pracy twórczej. Leszek Matysiak jest Pprezesem Klubu Plastyka, działającego przy Centrum Kulturalnym w Przemyślu. Zajmuje się rysunkiem i grafiką, maluje i rzeźbi. Na swoim koncie ma wiele prac docenionych w kraju i poza nim.
Kiedy narodziła się Pana miłość do sztuki?
– Pierwsze próby plastyczne podjąłem jako mały szkrab. Rysowałem mamie po książkach (czego nie lubiła), na ścianach i kartkach papieru. Szczególnie jako chłopiec lubiłem rysować i malować pociągi oraz samochody. Z biegiem lat moje prace stawały się coraz bardziej dojrzałe. Rysowałem nawet rysunki satyryczne czy plastyczne paszkwile.
Czy posiada Pan wykształcenie plastyczne?
– Nie. Jestem amatorem, samoukiem. Uczyłem się sam z książek i niekiedy obserwowałem innych. Rozwijałem się bez profesjonalnej ręki, prowadziła mnie pasja i chęć tworzenia.
Czy według Pana istnieje natchnienie?
– Oczywiście. Bez niego nie da się pracować twórczo. Nie można tworzyć bez weny. Osobiście nie lubię tworzyć pod przymusem, pod naciskiem terminu czy tematu. Wtedy traci się przyjemność działania i przychodzi zniechęcenie. A to artystom nigdy nie służy.

Jednym z częstych motywów prac Matysiaka są obiekty sakralne.
Co czuje Pan rozpoczynając pracę nad nowym pomysłem?
– Ten etap zwykle poprzedzają prace wstępne – na przykład sporządzanie szkiców, robienie zdjęć, gdy nie ma czasu na szkicowanie. Niewątpliwie jest to przyjemny i ekscytujący moment dla artysty. Pojawiają się pewne wizje projektu, które w trakcie pracy ulegają niekiedy modyfikacjom. Bywa, że w połowie przerywam działania nad danym obrazem czy grafiką, by po pewnym czasie do niej wrócić i doprowadzić do finiszu.
Skąd czerpie Pan inspiracje i pomysły?
– Często jest to potrzeba chwili. Bywa, że podejmowany temat związany jest z konkursem. Czasem wystarczy przysłowiowy rzut oka czy spojrzenie na fotografię. Na ideę wpływ ma również nastrój, często pomysły przychodzą mi do głowy, gdy robię coś całkiem zwyczajnego.
Pana ulubione techniki to.
– Ołówek, rzeźba, ale i grafika. Lubię tworzyć światłem i cieniem w ulubionych sepiach i fioletach.
Czego istotnego o sobie dowiedział się Pan dzięki sztuce?
– Przede wszystkich tego, że kocham sztukę i nie wyobrażam sobie bez niej życia. Bez tworzenia ono byłoby po prostu smutne, gorsze i nie miałoby smaku. Realizując się twórczo ciągle się uczę, ciągle poszukuję, ciągle stawiam sobie nowe wyzwania. Obecnie jednym z nich ma być rzeźbienie w kamieniu.
Co jest najczęstszym tematem Pańskich prac?
– Rysuję i maluję pejzaże, martwą naturę, architekturę, obiekty sakralne, portrety. W głowie świta mi stworzenie cyklu portretów moich znajomych i przyjaciół, ludzi z mojego otoczenia.
Pewne miejsce w Pana twórczości zajmuje Przemyśl...
– Bardzo podoba mi się to miasto, jego architektura, zabytki i ciekawe zaułki, które tworzą klimat jakiego nie można spotkać w innych rejonach naszego kraju. Mam do niego olbrzymi sentyment.
Czy warto mieć w życiu jakąś pasję?
– Oczywiście. Ona daje radość i powoduje nasz rozwój. Pozwala piękniej patrzeć na świat wokół nas i mieć większą motywację do działania i tworzenia, co powoduje lepsze samopoczucie i chęć do życia.

fot.Paweł Bugira
Leszek Matysiak w środku, przy swoich rzeźbach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze