To, że kolej i wszystko, co z nią związane, może być wspaniałym źródłem inspiracji, odkrył już w dzieciństwie. Fascynacja koleją żelazną oraz zapomnianymi, nieczynnymi dziś liniami kolejowymi pochłonęły go tak bardzo, że postanowił zagarnąć nieco tego świata dla siebie, z aptekarską precyzją odtwarzając go w miniaturze. Miłośnik modelarstwa kolejowego Rafał Bednarz od 1,5 roku buduje makietę dworca, która stanowić będzie zlepek obiektów kolejowych z całej Polski. A kolejowe modele tworzy w domowym zaciszu od 15 lat.
Modelarstwo kolejowe to próba wiernego odtworzenia konkretnych miejsc na kolejowym szlaku w miniaturze. Zakres trudności jest ogromny. Liczy się każdy detal, każdy szczegół. Zadanie wymaga precyzji i skupienia.
– Staram się skupiać na tym, co było częścią infrastruktury kolejowej, a co obecnie już nie istnieje. To swego rodzaju podróż sentymentalna po różnych miejscach w Polsce. I nie mówię tylko o podróżach realnych, choć jestem wielkim pasjonatem przemierzania zapomnianych i nieczynnych linii kolejowych. Obecnie wiele informacji pozyskuję drogą elektroniczną, zdobywając zdjęcia dawnych obiektów kolejowych, a także dzwoniąc do określonych miejsc i pytając o ich historię. Staram się skupiać na detalach architektonicznych: wymiarach obiektu, okresie, w jakim został zbudowany oraz tym, kto go budował – miniaturzysta przybliża kulisy swojej pracy.
– Dla mnie w każdym obiekcie kolejowym kryje się jakieś piękno, ale najpiękniejsze są te budowane z czerwonej cegły niemieckiej firmy Lenz&Co. Takie budowano gównie: na Pomorzu, Kaszubach, w rejonie Warmii i Mazur. Wiele z nich zostało rozebranych, warto je więc zachować w miniaturze – przekonuje pasjonat.
Zbudowanie małego obiektu o rozmiarach 8 do 10 cm w podstawie i podobnej wysokości, przy założeniu, że wszystko wykonujemy ręcznie, zajmuje panu Rafałowi od kilkudziesięciu do kilkuset godzin.
Swoje modle tworzy w skali 1:87. Na tyle dużej, by zawrzeć wszystkie szczegóły i jednocześnie na tyle małej, by wszystkie elementy zmieścić na niewielkiej przestrzeni.
Małymi kroczkami zmierza obecnie do stworzenia pokaźnych rozmiarów makiety dworca, zawierającej zlepek obiektów kolejowych z różnych regionów Polski. Przedsięwzięcie jest niezwykle pracochłonne, ale cel warty jest realizacji – przekonuje pan Rafał.
– Jestem parę kroków przed półmetkiem, sporo pracy nadal przede mną. Rok, może dwa, a może nawet trzy – snuje plany. Na swojej kolejowej makiecie chce umieścić m.in. „Stację Nienacko” (nazwa wzięła się od zabawnej, językowej wpadki, która zrodziła się w czasie jednej z podróży z synem). Będą też elementy infrastruktury kolejowej z Podkarpacia. Jeden jest już gotowy – to służąca do napełniania parowozów wodą wieża ciśnień w Kańczudze, obiekt z czasów trakcji parowej. Pan Rafał wszystkie detale – słupy telegraficzne, szyny, ściany, okna, semafory – stara się tworzyć z materiałów własnych.
– Materiały modelarskie są szalenie drogie. Pozyskanie ich stanowiłoby ogromny wydatek, ale mam własny patent. Wykorzystuję rurki do napoi, wykałaczki, patyczki do szaszłyków, a do odtwarzania zieleni opiłki drewna różnego granulatu, które potem przesiewam, nasączam, gotuję, zalewam barwnikami roślinnymi. Dają wspaniałe efekty, nierzadko lepsze niż materiały fabryczne. Poza tym stworzenie czegoś samemu od podstaw to wielka frajda – podkreśla.
Pan Rafał do pracy używa podwójnego szkła powiększającego i niewielkich narzędzi. Marzy mu się własna przestrzeń do tworzenia swoich miniatur. I taką planuje w domu, do którego z rodziną za jakiś czas się przeprowadzi. To będzie połączenie pracowni z ekspozycją realizowanej obecnie makiety. Spełnienie marzeń, bo na razie większość modeli zalega w pudłach.
Wielkim guru w kwestiach modelarstwa artystycznego jest dla pana Rafała nieżyjący już Jerzy Korczak-Ziółkowski, który wychodził z założenia, że prawdziwe modelarstwo musi być dziełem artystycznym.
– To wspaniała postać, sercem i talentem oddana kolei – podkreśla miniaturzysta. I dodaje, że marzy mu się, by kolejową pasję modelarską zaszczepić w dzieciach, które błyskawicznie wychwytują detale odbiegające od oryginału. Takie manualne zajęcie, uczące skupienia i precyzji, mogłoby być jego zdaniem świetnym uzupełnieniem wirtualnego świata, który dziś tak mocno pochłania młodzież.
– Córka, syn i żona są pierwszymi cenzorami moich prac. Ich spojrzenie jest krytyczne, ale nie w sposób bolesny – śmieje się R. Bednarz.
Modelarstwo kolejowe jest dla niego odskocznią od codzienności, choć i w pracy wykorzystuje precyzyjne oko, bo z zawodu jest elektronikiem.
– Jest w tym pewien rodzaj tęsknoty za podróżami koleją po polskich szlakach, dziś często zapomnianych... Jakaś nostalgia i romantyzm. Odwiedzam wirtualnie różne stacje, na których dotąd nie byłem i... podróżuję – śmieje się R. Bednarz – a potem tworzę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze