Zaczęło się od tego, że mieszkańcy ulicy Zielonej w Horyńcu-Zdroju upomnieli się o nieremontowany od ponad 10 lat dojazd do własnych posesji. Wiele lat temu wydzielono odcinek na drogę z prywatnej działki, który teraz wymaga naprawy. Kwestia tylko, kto ma się tym zająć: właściciel drogi, mieszkańcy czy gmina?
Sprawę ulicy Zielonej komentuje zastępca wójta gminy Janusz Wużyński:
– Przede wszystkim to spór sąsiedzki. To nie jest teren gminy, działki są prywatne. Co prawda w okresie zimowym odśnieżamy ulicę Zieloną. Gmina niewiele może jednak zrobić, poza próbami doprowadzenia do porozumienia pomiędzy sąsiadami: panem Łuczyszynem i panem Drapałą. Jedyna rzecz to przejęcie tej drogi, ale na to musi się zgodzić właściciel, który ma prawo nią zarządzać. Roszczenia w sprawie utrzymania drogi mieszkańcy muszą kierować do właściciela. Nie jest to sprawa przyjemna, ponieważ pan Łuczyszyn jest naszym pracownikiem, ale podkreślam – to jest spór sąsiedzki.
Z prawnego punku widzenia nie mamy do czynienia z drogą, tylko nieruchomością obarczoną służebnością na rzecz mieszkańców, zatem jest dojazdem do domów. Z tego wynika, że według prawa obowiązek utrzymania nieruchomości obarczonych służebnością należy do osób korzystających z niej.
– Uważam, że bezpodstawne roszczenie o nieodpłatne przekazanie działki spowoduje dla mnie dodatkowe koszty wynikające chociażby ze zmiany stawki podatku. Ponadto śmiesznym jest żądanie nieodpłatnego przekazania na rzecz gminy lub mieszkańców działki, kiedy żaden z właścicieli nie zaproponował przekazania choćby 1 metra swojej działki dla polepszenia dojazdu – komentuje Maciej Łuczyszyn.
– Gdybym wiedział, że tak się to skończy – rozebraniem garażu i zagrodzeniem wjazdu – to bym nie zaczynał – podsumowuje Krzysztof Drapała. – My dostosowaliśmy się do jego roszczeń, a drogi jak nie było, tak nadal nie ma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze