Były chęci, była ambicja, była wola walki, były próby wejścia na wyższy poziom. Ale nie było najważniejszego: umiejętności. A kiedy brakuje umiejętności, nie sposób wyczarować wynik i przerwać fatalną passę porażek. Niepowodzenie z Żakiem było numer 8. Zespół z Koszalina, który był absolutnie do pokonania, odniósł zasłużone zwycięstwo, staczając Przemyskie Niedźwiadki na krawędź przepaści. Niestety, w takiej dyspozycji i w takim personalnym kształcie ekipa Daniela Puchalskiego do tej ligi nie pasuje.
Tak w tej lidze funkcjonować się nie da. Kolosalne braki kadrowe, niestety, mają wpływ na całokształt. Przemyślanie w domowym meczu nie są w stanie w całości wypełnić meczowego protokołu koszykarzami, bo ich po prostu nie ma! Żak wpisał 11 nazwisk. W ledwie 10-osobowej kadrze na mecz na przełamanie znalazł się Bruno Chalicki, który nie powinien siedzieć na ławce w pierwszym zespole, a grać przez wiele minut w drugiej ekipie na poziomie II ligi. Znalazł się Wiktor Majka, który nie trenuje regularnie z pierwszym zespołem, bo pracuje. Dostał 39 sekund. Mark Mboya Kotieno zagrał ponad 8 minut i skończył spotkanie z 5 przewinieniami. Po 5 minutach gry parkiet z kolejną kontuzją (tym razem palca dłoni) musiał opuścić Rafał Serwański. A że zagrać wciąż nie mogli Kacper Majka i Maciej Puchalski, przemyślanie wyglądali jak strzęp drużyny. Warto dodać, że w rozgrywanym w tym samym czasie meczu II-ligowych rezerw Niedźwiadków w Częstochowie, przemyślan było… siedmiu.
Od samego początku gospodarze zostali ustawieni w roli zespołu goniącego. I trudno powiedzieć, czy sami są temu winni, czy wpłynął na to rywal. Po 4 minutach było 4:12 po udanej penetracji Szymona Pawlaka. W I kwarcie zespół z Koszalina trafił cztery „trójki”, czyli dwie mniej niż Przemyskie Niedźwiadki w całym meczu. To był jeden z elementów, które dawały ekipie Rafała Knapa przewagę. Drugi, przerażający w swojej istocie, podarowali im gospodarze. Na własnych koszach na 30 wykonywanych rzutów wolnych trafili 17. To daje nieco ponad 50-procentową skuteczność. Bez komentarza.
Ale Żak wcale nie imponował. Popełniał wiele błędów w defensywie. Podobnie zresztą jak Niedźwiadki. W ataku wcale lepiej nie było. Koszalinianie prezentowali toporny basket, więc mimo wielu minusów, gospodarze byli w stanie toczyć wyrównany bój.
Presja w IV kwarcie wygrała. Bo presję Przemyskie Niedźwiadki same sobie narzuciły nie w tym spotkaniu, a wcześniej. Z presją wyniku nie byli w stanie rywalizować. Bo rywal wcale nie był na tyle mocny, aby skonsumować kolejne pomyłki gospodarzy. W kolejnej nerwowej końcówce, do której sami gracze beniaminka doprowadzili, zabrakło wszystkiego po trochę. Może szczęścia, może jednego „korzystniejszego” gwizdka arbitrów. Zabrakło jednak przede wszystkim umiejętności. Na 38 s przed końcem przegrywali 82:83 po punktach z linii rzutów wolnych CJ Wilsona, ale Żak w kolejnej akcji wyprowadził Macieja Szewczyka na czystą pozycję. Ten zza linii 6,75 m zdobył swoje pierwsze punkty w tym spotkaniu. Na moment szczęśliwie odpowiedział mu Szymon Janczak (85:86), ale na więcej gospodarzy nie było stać. Wynik ustalił Wiktor Rajewicz.
Sędziowali: Robert Mordal (Lublin), Mateusz Wawrzyński (Kraków), Robert Rydz (Lublin). Widzów: 500.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze