Wigilijna wieczerza. Świąteczny nastrój, choinka. Rodzina przy stole, na którym, oprócz potraw, jest biały opłatek z delikatnym rysunkiem. Symbol braterstwa, miłości, pokoju i pojednania. Łamiemy się nim, składając życzenia i w takim momencie nie myślimy o tym, skąd się wziął. Trafił do nas przyniesiony przez kościelnego albo został kupiony w sklepie z dewocjonaliami. Ale kto go wyprodukował?
Dzięki życzliwości sióstr ze zgromadzenia felicjanek nasi czytelnicy mogli się dowiedzieć, jak powstają opłatki, a warto wiedzieć, że w Przemyślu funkcjonuje jedna z większych w regionie wytwórnia opłatków. Właśnie w Domu[paywall] Prowincjalnym Sióstr Felicjanek.
Siostra Gabriela prowadzi do opłatkarni, która mieści się w parterowym budynku. Pierwsze wrażenie to sterylność. Długie pomieszczenie bardziej przypomina małą halę produkcyjną niż pomieszczenia klasztorne. Równy rząd maszyn do wypieku, lśniące stoły ze stali nierdzewnej, pod ścianą pulpit sterowniczy.
Po drugiej stronie specjalne regały wypełnione arkuszami jeszcze niepociętych opłatków. Na ścianie, na półeczce figurka. Przy jednym ze stanowisk siedzi siostra Donata, która zajmuje się tym już od dwunastu lat i zna wszystkie sekrety wypieku opłatków. Najważniejsze jest ciasto. Mąka pszeniczna, najwyższej jakości, bez żadnych polepszaczy i woda, też jak najbardziej czysta.
O proporcjach siostry nie mówią, podobnie, jak dobra gospodyni nie zdradza tajemnic swojej kuchni. Tylko tyle, że ciasto ma mieć konsystencję taką jak na naleśniki.

fot.Jacek Szwic
O to, by maszyny lśniły, dba siostra Zyta.
Siostra Donata drewnianą łychą nabiera z miedniczki ciasto i wprawnym ruchem rozprowadza je na dolnej płycie maszyny. Następnie dociska ciasto górną płytą, na której wygrawerowany jest rysunek, jaki odciśnie się na opłatku. Wtedy nożem zbiera nadmiar ciasta wyciekający spod płyt. Mija trochę więcej niż minuta i siostra podnosi płytę, zdejmuje biały arkusz dziewięciu opłatków, długimi nożycami obcina brzegi i odkłada arkusz do stojaka. Czas wypieku jest bardzo ważny, gdyż wystarczy przetrzymać ciasto w maszynie pół minuty dłużej i opłatek zżółknie i będzie się kruszył.
– Bardzo lubię tę pracę, bo wiem, że ludzie, dzieląc się opłatkiem, są szczęśliwi – mówi siostra Donata i nalewa na płytę następną porcję ciasta. Przy sąsiednim stanowisku krząta się siostra Zyta (pięćdziesiąt lat w zakonnym habicie). Pędzelkami i szczotką czyści maszynę do wypieku, tak żeby nie została żadna okruszyna. Na tym jednak nie kończy się cykl produkcyjny. Teraz stojaki z arkuszami opłatków trafiają do dużej stalowej komory, gdzie w odpowiedniej temperaturze i wilgotności nabierają połysku i spoistości. Potem siostry nożycami tną arkusze na pojedyncze opłatki i pakują je w banderolki albo koperty. W opłatki felicjanek zaopatrują się nie tylko parafie z całego regionu, ale również polskie parafie rozsiane po całym świecie. Jakoś nikt nie pokusił się o buchalterię i same siostry nie wiedzą, ile opłatków wypiekają. Na pewno bardzo dużo, bo zaczynają zaraz po nowym roku, a kończą w dzień wigilii.
Warto też wiedzieć, że nazwa opłatek wywodzi się od grackiego słowa „oblata”. Tak nazywano chleb ofiarny, który podczas spotkań kapłan rozdawał pierwszym chrześcijanom. Pierwsze polskie źródłowe wzmianki o zwyczaju łamania się opłatkiem sięgają końca XVIII wieku, jednak tradycja ta może być starsza, a sama forma, jaką ma dzisiejszy opłatek, pojawiła się na świecie prawdopodobnie już w XVI wieku. Zatem już od ponad pięciuset lat raz w roku na stole wigilijnym pojawia się opłatek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze