Reklama

Znowu coś palą tuż za granicą. Śmierdzi? Będzie śmierdzieć...

W ciągu kilku ostatnich lat kilkukrotnie publikowaliśmy materiały dotyczące palenia tuż za wschodnią granicą bliżej niezidentyfikowanych odpadów oraz uciążliwości, które z tego powodu dotykają mieszkańców m.in.: Medyki, Siedlisk, Rożubowic, Jaskmanic czy Stanisławczyka. Wygląda na to, że sprawa jest nie do rozwiązania.

We wspomnianych materiałach opisaliśmy problemy mieszkańców powyższych, ale i kilku innych miejscowości na terenie gminy Medyka i gminy wiejskiej Przemyśl, związane z uporczywym dymem „napływającym” z ukraińskiej strony. Wczesną wiosną oraz we wrześniu i październiku skarżyli się na uciążliwy fetor unoszący się w powietrzu. Z ich przypuszczeń wynikało, że dym jest najprawdopodobniej efektem palenia plastiku, gumy bądź chemikaliów i powoduje dolegliwości zdrowotne: powtarzające się bóle głowy, przewlekły kaszel, pieczenie krtani i niekontrolowane łzawienie oczu[paywall].

Problem został zgłoszony do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Inspektorzy delegatury WIOŚ odwiedzili pięć przygranicznych miejscowości: Malhowice, Stanisławczyk, Rożubowice, Jaksmanice i Siedliska. W punkcie pomiarowym w Jaksmanicach wyczuwalny był zapach spalenizny, badanie wykazało także obecność substancji odorowych w powietrzu. Widoczne były opary unoszące się nad gruntem po ukraińskiej stronie granicy. W punkcie pomiarowym w Rożubowicach stwierdzono obecność gęstego, białego dymu o drażniącym zapachu. Badanie wykazało obecność substancji zanieczyszczających w powietrzu. Kontrolerzy stwierdzili, że najbardziej prawdopodobnym źródłem transgranicznych zanieczyszczeń powietrza atmosferycznego, przemieszczających się w kierunku strony polskiej, jest niekontrolowane spalanie materii organicznej przy ograniczonej podaży tlenu. Skanowanie powietrza wykryło również obecność amoniaku, benzenu i toluenu w powietrzu. Mieszkańcy zwrócili się z prośbą o interwencję do wójta gminy Przemyśl, Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Przemyślu, wojewody podkarpackiego, konsula generalnego RP we Lwowie, Izby Administracji Skarbowej w Rzeszowie oraz ówczesnej premier rządu Beaty Szydło.

Reklama

Interwencje przyniosły częściowy efekt, po stronie ukraińskiej na pewien czas zaprzestano palenia odpadów. Problem jednak powrócił. Jest wrzesień...

Wiele kontroli

Problememem zainteresowaliśmy wiceminister w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej Annę Schmidt. Posłanka PiS z Jarosławia zajęła się sprawą, kierując do ministra środowiska Michała Wosia poselską interpelację. Poprosiła w niej o odpowiedź na trzy konkretne pytania: czy znany jest wyżej opisany problem zanieczyszczania środowiska na granicy polsko-ukraińskiej, czy ministerstwo podejmowało w przeszłości interwencję w tej sprawie i jakie działania zamierza podjąć resort środowiska, aby pomóc mieszkańcom gmin Przemyśl i Medyka w likwidacji tego zagrażającego zdrowiu problemu.

Reklama

Odpowiedział jej minister klimatu Michał Kurtyka.

– Bezpośrednio do ministerstwa nie wpływały informacje o tym problemie. Ale problem znany jest Głównemu Inspektorowi Ochrony Środowiska. Poinformowały go o tym służby Podkarpackiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska. Między innymi o tym, że w latach 2015 – 2018 cyklicznie we wrześniu i październiku wpływały wnioski od mieszkańców z prośbami o interwencję w sprawie uciążliwych zapachów. Inspektorzy przemyskiej delegatury WIOŚ wielokrotnie wyjeżdżali z interwencjami. W ich trakcie kilkukrotnie stwierdzili występowanie nieprzyjemnych zapachów, ale nie zidentyfikowali przyczyn zanieczyszczenia powietrza – wyjaśnił M. Kurtyka. – Najbardziej prawdopodobnym źródłem transgranicznych zanieczyszczeń powietrza, przepływających na polskie rejony z terenu Ukrainy, było niekontrolowane spalanie materii organicznej – dodał.

Reklama

W piśmie wymienił wszystkie przeprowadzone kontrole w kilku miejscowościach na terenie gmin Przemyśl i Medyka. Badania przeprowadzone m.in.: spektrometrem ruchliwości jonów, spektrometrem podczerwieni RapidPlus, spektrometrem masowym czy detektorem fotojonizacyjym. Nie zawsze urządzenia te wykazały jakiekolwiek odstępstwa od przyjętych norm.

Nie ma parafowanej umowy

– Wojewoda podkarpacki zwrócił się do konsula generalnego Polski we Lwowie z tym problemem, nie ma bowiem w tak zwanej sferze prawno-traktatowej między rządem Polski i Ukrainy dwustronnych umów o współpracy w tym zakresie. Organy Inspekcji Ochrony Środowiska nie mają na razie informacji na temat działań podejmowanych przez pana konsula. Dodam tylko, że te same organy nie posiadają uprawnień, umożliwiających kontrole na terenie obcego państwa – podsumował minister klimatu M. Kurtyka.

Wygląda na to, że sprawa jest nie do rozwiązania. Chyba że zaangażuje się w nią strona ukraińska, solidnie oraz uczciwie ją badając i karząc ewentualnych sprawców poważnego zanieczyszczenia środowiska i zagrożenia dla zdrowia mieszkańców terenów przygranicznych zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej. Na razie mamy wrzesień. Znowu zaczyna śmierdzieć, o czym poinformowali nas mieszkańcy gminy Medyka.
mars
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama