Nie wygląda to dobrze. Zarówno Tech-Project Futsal Team Jarosław, jak i JKS Jarosław poniosły kolejne porażki rozgrywkach i obie muszą się przygotować na walkę o pozostanie w 2. Polskiej Lidze Futsalu. Jeśli ten niebezpieczny „porażkowy” trend się utrzyma, łatwo nie będzie.
Jeszcze kilka tygodni temu parkiet hali sportowej przy ul. Misiągiewicza w Przeworsku był sprzymierzeńcem zespołu Tech-Project Futsal Team Jarosław. Niestety, do czasu. W ostatni weekend stycznia br. odczarowali go futsaliści Futsal Clubu Tarnów, wygrywając po szalonym meczu, w którym padło aż 15 bramek. W pierwszy weekend lutego br. to samo uczynili zawodnicy FC Sport Południe Łańcut, z tym, że ich wygrana była znacznie pewniejsza.
A początek spotkania był znakomity w wykonaniu podopiecznych Michała Bloka. Po 15 sekundach gry wyszli na prowadzenie. Piłkę do siatki – po strzale z rzutu wolnego Władysława Walihury i niepewnej interwencji bramkarza – wpakował Przemysław Rembisz. Kilka chwil później 14. bramkę w sezonie zdobył Bartłomiej Fitowski i wydawało się, że lepszej sytuacji na kontrolę spotkania jarosławianie nie mogli sobie wymarzyć. Ale w futsalu potrzebna jest jeszcze maksymalna koncentracja. Moment nieuwagi, nieco lekceważącego podejścia do rywala, może kosztować bardzo wiele. I to spotkało futsalistów Tech-Projectu Futsal Team. W ciągu kilku minut z całej przewagi zostało wspomnienie. Kiedy na 3:2 trafił bardzo skuteczny w ostatnim czasie Miłosz Gierczak, wydawało się, że gospodarze się ocknęli. Nic z tych rzeczy. Prawdę powiedziawszy, to był ostatni fragment solidnego, uważnego i skutecznego futsalu. Potem było już tylko gorzej. Do końca I połowy jarosławianie stracili aż cztery bramki!
W II połowie nic na parkiecie się nie zmieniło. Owszem, miejscowi może i mieli optyczną przewagę, ale można było odnieść wrażenie, że pozwolili im na to łańcucianie. To oni pokazali, w jak skuteczny sposób się bronić i jak posiadać kontrolę nad przebiegiem gry, będąc rzadziej przy piłce. Ich wygrana była zdecydowana i w pełni zasłużona.
Podobne błędy w Busku-Zdroju popełnili futsaliści JKS Jarosław. Przegrali – wydawałoby się – wygrany mecz. Ale to jest właśnie piękno tej dyscypliny sportu. Tutaj często decydują nie minuty, a sekundy. Pierwsze 20 minut było bardzo wyrównane. Padła w nich tylko jedna bramka. Przez pierwszych 5 minut II połowy gospodarze za bardzo nie wiedzieli, co się dzieje na placu gry. Jarosławianie grali kapitalnie. Rozsądnie i brutalnie skutecznie. W ciągu... trzech minut strzelili cztery gole! Rozpoczął Radosław Roga, zakończył Eryk Kiełbasa, który dołączył do zespołu po ubiegłosezonowych występach w Texom Eurobusie Przemyśl w FOGO Futsal Ekstraklasie. W 26. min było 1:4 i konia z rzędem temu, kto mógł przypuszczać, że scenariusz tej potyczki gotowy jest dopiero w połowie. Mimo głębi składu JKS-u (gospodarze dysponowali ledwie siedmioma zawodnikami w polu), mimo dzierżeniu w dłoniach niemal wszystkich atutów, zespół Roberta Kurosza tego meczu nie wygrał. Ba, nie zdołał wywieźć z Buska-Zdroju choćby punktu. W 34. min Maciej Pokora wyrównał na 4:4 i niezwykle ambitni, waleczni gospodarze poszli za ciosem. W odstępie kilkudziesięciu sekund Karol Piechota trafił dwukrotnie i sprawił, że komplet punktów pozostał przy BSF-ie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze