Do absurdalnej sytuacji dochodzi w podprzemyskich Kuńkowcach, gdzie mieszkaniec Przemyśla kupił budynek po byłej szkole podstawowej. Jego zdaniem spełnił wszystkie wymagane prawem warunki najpierw do prowadzenia działalności gospodarczej, a potem przekształcenia pomieszczeń na mieszkania. Ale zapisy polskiego prawa są tak przedziwne, że obecnie może – jak podkreśla – płacić podatki i sprzątać oraz kosić trawę.
Pan Włodzimierz Ferenc w 2013 r. – jako osoba prowadząca działalność gospodarczą – kupił od gminy wiejskiej Przemyśl niewielki budynek po byłej szkole podstawowej w Kuńkowcach pod Przemyślem. Oczywiście z zamiarem jego wyremontowania i prowadzenia zarobkowej działalności gospodarczej. Z pożytkiem zarówno dla siebie, jak i gminy Przemyśl. Budynek ów przed II wojną światową także pełnił funkcję mieszkalną, będąc jednocześnie karczmą[paywall]. Po wojnie był użytkowany jako biuro PGR-u, a następnie jako szkoła.
7 października 2014 r. złożył w urzędzie gminy wszystkie wymagane prawem dokumenty, aby uzyskać warunki zabudowy dla tzw. zmiany sposobu użytkowania budynku z oświatowej na mieszkalną. – Uiściłem wszystkie niezbędne opłaty, kupiłem niezbędne mapy w Starostwie Powiatowym w Przemyślu i jak każdy obywatel oczekiwałem pozytywnej decyzji w mojej nieskomplikowanej sprawie. Czyli orzeczenia, że pośród innych budynków mieszkalnych we wsi Kuńkowce, także i mój bezsprzecznie uznany zostanie za budynek mieszkalny – opowiada. – Niestety, w maju 2015 roku Urząd Gminy w Przemyślu zawiesił postępowanie, uzasadniając to tym, że właściciele działki sąsiedniej, którzy zmarli kilka lat wcześniej, nie odebrali powiadomień o moim zamierzeniu inwestycyjnym – dodał.
Polskie prawo stanowi bowiem, że właściciele działek, posesji bezpośrednio sąsiadujących z tą, której chce się zmienić sposób użytkowania, muszą zostać powiadomieni, bo mogą wnosić jakieś zastrzeżenia. Tyle że jak mieli odebrać taką informację, skoro... zmarli! Tego nie wiadomo – dodaje.
Minęło 5 lat od „zawieszenia”, a W. Ferenc nadal nie może władać swoją nieruchomością w sposób zamierzony. – Płacę ogromne podatki od nieruchomości (to ok. 5 tys. zł rocznie – przyp. aut.), która nie jest ani mieszkaniem, ani magazynem, ani garażem, ani stodołą. Okazuje się, że w świetle polskiego prawa jest nie wiadomo czym. Od dłuższego czasu zastanawiam się, czy to normalne, że właściciele i spadkobiercy sąsiednich nieruchomości, zabudowanych i funkcjonujących podobnie, mają większe prawa do tej nieruchomości ode mnie jako właściciela? Bo na to mi wygląda! Jakiż to istotny interes prawny właścicieli działek sąsiednich, również mieszkalnych, ma wpływ na zmianę sposobu użytkowania mojej nieruchomości z oświatowej na mieszkalną? Płacę podatki jak od działalności gospodarczej za tę nieruchomość, chociaż żadnej działalności zarobkowej nie mogę tam prowadzić. Zamieszkać też nie mogę, bo to nie jest, w świetle prawa, budynek mieszkalny. Jedyne, co mogę zrobić, to płacić podatki i sprzątać oraz kosić trawę – powiedział z goryczą pan Włodzimierz.
Adwokat, z którym rozmawiał o tej kuriozalnej sprawie, zasugerował, aby to on, a nie urząd przeprowadził postępowanie spadkowe w sądzie. Bo jeśli znajdą się spadkobiercy działki, której właściciele zmarli przez kilku lat, otrzymają wspomniane powiadomienie o zmianie sposobu użytkowania i nie zgłoszą żadnych uwag, to pan Włodzimierz będzie mógł wreszcie korzystać ze... swojej własności. – Wie pan co... Koszt takiego postępowania to kilka tysięcy złotych. Już się orientowałem. Pytam, dlaczego zrobić mam to ja, a nie urząd, który upiera się, że to jest dla niego bardzo ważne? Logicznie pojmując, co mnie obchodzą sprawy spadkowe sąsiadów? – zastanawia się.
Na początku 2017 r. złożył skargę na opieszałość Urzędu Gminy Przemyśl do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Przemyślu. Niestety postanowieniem z 5 maja 2017 r. SKO skargę odrzuciło. Poszperał trochę w internecie. Znalazł ciekawe i logiczne wyjaśnienia sprawy podobnej do jego.
Otóż okazuje się, że sąsiad nie zawsze jest stroną postępowania. – Jak podkreślił między innymi Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie w wyroku z 18 grudnia 2013 r. o interesie prawnym właścicieli działki leżącej w sąsiedztwie działki, której dotyczy postępowanie, o wydaniu warunków zabudowy decyduje nie charakter tego sąsiedztwa – czy to bezpośredni, czy to pośredni – ale zasięg oddziaływania danej inwestycji na nieruchomości sąsiednie oraz stopień jej uciążliwości dla tych nieruchomości. Podobne stanowisko w tej kwestii zajął Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie w wyroku z 30 października 2013 roku – wyliczył. Co to może oznaczać? Ano m.in. to, że jeśli inwestycja nie będzie wadzić sąsiadom (a zamieszkanie w budynku chyba tym nie jest), nie mogą protestować przeciwko zmianie sposobu użytkowania.
Cóż z tego. Prawo jest prawem. Nawet jeśli jest bardzo kulawe. – Jak obywatel, który spełnił wszelkie wymagane prawem warunki do wydania decyzji o warunkach zabudowy dla mojej nieruchomości we wsi Kuńkowce 159a, zażądałem pisemnych wyjaśnień na temat działań podjętych przez Urząd Gminy Przemyśl przez ostatnie lata w mojej sprawie, poza niczym nieuzasadnionym zawieszeniem sprawy z niezrozumiałych dla mnie przyczyn. Nie odpuszczę tej absurdalnej sprawy – zapewnił W. Ferenc.
Wójt gminy Przemyśl Andrzej Huk potwierdził, że W. Ferenc wystąpił z wnioskiem o wydanie warunków zabudowy na zmianę sposobu użytkowania budynku dawnej szkoły o funkcji oświatowej na funkcję mieszkalną w Kuńkowcach. Potwierdził również, że po rozpoczęciu stosownej procedury i wysłaniu zawiadomień o wszczęciu postępowania administracyjnego do właścicieli działek sąsiadujących z nieruchomością wnioskodawcy okazało się, że właściciele jednej z działek (będącej stronami) nie żyją.
– Jako urząd zwróciliśmy się więc do Sądu Rejonowego w Przemyślu oraz Centrum Personalizacji Dokumentów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Wydział Udostępnienia Danych w Warszawie o dane osobowe zmarłych właścicieli sąsiadujących działek. Niestety, nie udało się uzyskać żadnych informacji na ten temat. W ten sposób ze strony urzędu zostały wyczerpane możliwości rozwiązania sprawy – stwierdził wójt A. Huk.
To oznaczało, że W. Ferenc sam powinien znaleźć spadkobierców owej działki. Został więc wezwany przez urząd gminy do „przedłożenia postanowienia sądowego o nabyciu spadku po zmarłych posiadaczach sąsiedniej działki”.
– Niestety, nie przedłożył takowego postanowienia sądowego, w związku z czym zawiesiliśmy postępowanie. Takie działanie jest zgodne z procedurą. Wobec oddalenia przez SKO zażalenia tego pana na naszą decyzję, nie podjęliśmy żadnych dalszych kroków w tej sprawie. Posiłkując się opinią naszego radcy prawnego, Urząd Gminy Przemyśl nie ma interesu prawnego w ustaleniu spadkobierców wspomnianej wcześniej działki. Działając zgodnie z tym założeniem, podobne sprawy są załatwiane właśnie w taki sposób przez samorządy. Zazwyczaj strony wnioskujące w takich sytuacjach wykazują inicjatywę, która pozwala im na pozytywne sfinalizowanie sprawy – podsumował wójt A. Huk.

fot.Mariusz Godos
Budynek po byłej szkole w Kuńkowcach jest ładny i zadbany. Wyremontował go nowy właściciel.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Ekspres Reporterow rozwiąże problem,warto spróbować
Z papieru toaletowego obsranego pisowskim g....m!
chwała bogu , że nie kupiłem a już miałem zamiar, a tak bezpiecznie siedze sobie na 500+ ( 5 dzieci), zona będzie miała ematyturke, spacerki, lody, wiadomo ...." sie należy", cenię spokój wiecie... pozdrawiam wszystkich pracujących, bez was było by ciężko żyć :)
Myślę że nie zrozumieją. Coraz wiecej socjalistow
Państwo z dykty i papieru .
Ekspres Reporterow rozwiąże problem,warto spróbować
Z papieru toaletowego obsranego pisowskim g....m!