Reklama

– Żegluję tylko po wodach polarnych – rozmowa z Arturem Krukiem, przemyślaninem na stałe mieszkającym w Nowym Jorku, jachtowym sternikiem morskim, alpinistą, przyjacielem kapitana Henryka Jaskuły

26/09/2024 17:57

Rozmawia Artur Wilgucki.

Dlaczego postawiłeś butelkę piwa na postumencie kapitana Henryka Jaskuły? Straż  miejska nie dała ci mandatu za profanację?
– To nie piwo, ale stylizowany znicz. Więc spokojnie. Zapalę go również na nagrobku kapitana.

Co to za piwo?
– Cape Horn Beer. Tłumacząc na polski: Przylądek Horn. Produkowane w Ushuaia, mieście najdalej wysuniętym na południe Argentyny. Z tego miejsca wyruszają wszystkie jednostki w kierunku Kanału Beagle, Przylądka Horn, na Antarktydę, Falklandy. Gdy trafiałem w te okolice, kupowałem kapitanowi na spotkanie w Przemyślu.

Reklama

Ma jakieś wyjątkowe walory?
– Nie, jest najzwyklejsze, ale tylko tam można je nabyć w wersji oryginalnej.    
       
Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z żeglarstwem?
– Po siódmej klasie szkoły podstawowej. Na obozie żeglarskim w Turawie kolo koło Opola zdałem egzamin na patent żeglarski.

Do której chodziłeś podstawówki?
– Do „czternastki”.  
 
Jak doszło do Twojego spotkania z kapitanem Henrykiem Jaskułą?
–- Dawno temu. Na początku szkoły średniej, czyli w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Jako siedemnastolatek uczestniczyłem w pierwszym swoim rejsie morskim na Darze Przemyśla po Bałtyku. Kapitanem był Henryk Jaskuła. Potem były jeszcze dwa, może trzy rejsy z kapitanem. Minęło tyle lat. Nie pamiętam. Książeczka żeglarska gdzieś mi zginęła. Kapitan podczas rejsu mówił: mamy po dwadzieścia lat. Ty masz dwadzieścia lat, ja mam dwadzieścia lat… razy trzy. Z czasem nasza przyjaźń się pogłębiała.

Reklama

Użyłeś słowa przyjaźń. Kapitan Jaskuła nie należał do ludzi, którzy łatwo się zaprzyjaźniali. Był samotnikiem. Ostrożnie dobierał znajomych.
– Kapitan miał listę osób –- jak to on mówił –- akredytowanych. Miałem szczęście na niej być. Gdy ktoś dzwonił do niego bez akredytacji, nie odbierał. Utrzymywałem stały kontakt z kapitanem. Odwiedzałem go, będąc w Przemyślu. Po wyjeździe w 1989 do Nowego Jorku rozmawialiśmy telefonicznie.

O czym?
– Najczęściej o żeglarstwie i alpinizmie. W 2000 kapitan został zaproszony jako gość honorowy na dziesiątą rocznicę Polskiego Klubu Żeglarskiego w Nowym Jorku i mieszkał przez chwilę u mnie.

Reklama

Jakim kapitanem podczas rejsu był Henryk Jaskuła?
– Wiedział, co robi. Wiedział, czego chce. Zawsze panował nad sytuacją.

Czyli czuliście się z nim bezpiecznie na morzu?  
– Wiesz, byłem dzieciakiem. Jak się ma siedemnaście lat, to się nie myśli o niebezpieczeństwie. Wtedy, traktowałem żeglarstwo z ułańską fantazją: jesteśmy, dotarliśmy, byłem tam.      

W pewnym momencie pogniewałeś się na żeglarstwo.
– Po zatonięciu Daru Przemyśla w 1987. Podczas studiów pochłonął mnie  alpinizm. Stopnie wspinaczkowe zrobiłem na skałkach pod Jelenią Górą. Wspinałem się w Tatrach, Alpach, Himalajach. W roku 2004 na krótko wróciłem do żeglarstwa. Na polskim jachcie Zjawa 4 uczestniczyłem w rejsie z Buenos Aires do Ushuaia. Opłynęliśmy Przylądek Horn. Wtedy kapitan Jaskuła dał mi namiary do swojej siostry w Buenos Aires, żebym się z nią skontaktował. Potem znowu zostawiłem żeglarstwo dla gór. W 2015 wróciłem do niego na dobre. Ale teraz żegluję  tylko po wodach polarnych.

Reklama

Dlaczego?
– Bo tam mi się podoba…  

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/09/2024 17:57
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama