Co działo się z 2-letnią Mają Sosą ze Skopowa w gminie Krzywcza między 31 stycznia a 2 lutego br.? Czy możliwe jest, aby jej obojczyk... złamał się sam? Bo jakież inne wnioski można wyciągnąć z faktu, że 31 stycznia br. lekarze z przemyskiego szpitala nie zdiagnozowali złamania, a 2 lutego br. lekarze z rzeszowskiego szpitala już tak?
Pod koniec stycznia br. w Skopowie w gminie Krzywcza najmłodsi z tej miejscowości wystawiali przedstawienie. Jak to często bywa, każdy chciał zaprezentować się jak najlepiej i stać w pierwszym rzędzie. A w takich sytuacjach nietrudno o „kolizję”. I do takiej doszło. Jedno dziecko zupełnie nieświadomie popchnęło inne, co zakończyło się upadkiem tego drugiego. Maluch upadł bezwładnie, na bark. Była to 2-letnia Maja Sosa[paywall].
– Był ostatni dzień stycznia. Do nikogo nie mieliśmy podczas przedstawienia pretensji, bo przecież takie rzeczy wśród dzieci zdarzają się bardzo często. Po przyjściu do domu córeczka jednak rozpłakała się, mówiąc, że boli ją całe ramię i nie może oddychać. Ja byłem w pracy, ale żona nie czekała ani chwili. Wsiadły w samochód i pojechały na SOR szpitala w Przemyślu na Monte Cassino. Tam przyjmował lekarz z Ukrainy. Żona opowiedziała, jak wyglądało całe zdarzenie. Wydawało się jej, że lekarz nie bardzo rozumie, co do niego mówi. Tłumaczyć próbowała pielęgniarka, ale nie wiemy, czy z odpowiednim skutkiem – opowiada ojciec dziewczynki, Mateusz Sosa. – Żona powiedziała, że Maja upadła na bark, a zlecone zostało badanie rentgenowskie klatki piersiowej. Co ma piernik do wiatraka? Córce zrobili także inne badania, były konsultacje z innymi lekarzami na oddziale chirurgii dziecięcej. Z jakim efektem? Ano takim, że Maję wypisano do domu – dodał M. Sosa.
Kiedy nazajutrz, 1 lutego br., Maja obudziła się, nie była już w stanie podnieść ręki. – Cały czas płakała, mówiąc, że bardzo ją boli. W piątek, 2 lutego, nic się nie zmieniło, więc razem z żoną zdecydowaliśmy się pojechać do szpitala przy ulicy Lwowskiej w Rzeszowie. Raz jeszcze opowiedzieliśmy, jak wyglądała sytuacja z upadkiem córki, przekazałem także wypis ze szpitala w Przemyślu. Lekarze natychmiast zlecili rentgen barku i okazało się, że Maja ma złamany obojczyk. Odpowiednio małą opatrzyli, zapisali lekarstwa i wróciliśmy do domu. Z każdym dniem było coraz lepiej. 29 lutego mamy jechać do kontroli – wyjaśnił pan Mateusz.
– Nie możemy zrozumieć, jak można wysłać do domu dzieciątko ze złamanym obojczykiem?! Często czytamy o tym, co się dzieje w szpitalu na Monte Cassino, ale dzieliliśmy to przez pół. Teraz doświadczyliśmy tego na własnej skórze. Takie pomyłki są na porządku dziennym. To woła o pomstę do nieba. Uważamy, że trzeba o tym mówić, aby ktoś wreszcie się zreflektował, poszedł po rozum do głowy i zmienił tę chorą sytuację – podsumowali rodzice 2-letniej Mai.
Zapytaliśmy dyrekcję placówki, dlaczego przemyscy lekarze nie zdiagnozowali u dziewczynki złamania obojczyka 31 stycznia br., a dwa dni później, 2 lutego br., zostało ono zdiagnozowane w innym szpitalu?
„Pacjentka po przebadaniu na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym została skierowana na oddział chirurgiczny dla dzieci. Tam lekarz dyżurny skierował pacjentkę na zdjęcie RTG klatki piersiowej i obojczyka. Prześwietlenie nie wykazało cech złamania obojczyka, co potwierdza zdjęcie i jego opis. Zdjęcie zostało przekazane lekarzowi kierującemu. Nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co się stało po wyjściu ze szpitala po kilkudziesięciu godzinach, kiedy to pacjentka znalazła się w innym szpitalu. Nadmieniamy również, że do tej pory nie wpłynęła żadna oficjalna skarga do szpitala w tej sprawie” – tak brzmi oficjalne stanowisko lecznicy na Monte Cassino.
Wypadałoby pozostawić tę sprawę bez jakiegokolwiek komentarza, ale na usta ciśnie się jedno pytanie: co takiego się wydarzyło w ciągu 2 dni, że obojczyk, który nie był złamany, nagle się złamał? Może to jakieś czary-mary?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Brawo Przemyśl. Brawo lekari z Monte. Róbcie tak dalej, a będziecie musieli wyjechać z braku pacjentów. Brawo!
Niedawno lekarze wypuścili pacjenta ze szpitala w stanie skrajnym. Kiedy znalazł się on w innym szpitalu, lekarz na jego widok prawie się rozpłakał i stwierdził, że mimo tylu lat doświadczenia nigdy nie spotkał się z takim przypadkiem, by pacjenta w stanie prawie agonalnym, przy hemoglobinie = 4, wypuścić ze szpitala nie podejmując żadnych kroków. Rodzina pacjenta zamierza zaskarżyć szpital. Myślę, że wkrótce będzie o tym głośno a winni tak skandalicznych zaniedbań zostaną pozbawieni prawa wykonywania zawodu lekarza.
A nie wiecie dlaczego lekarze na Monte nie umieją leczyć ludzi ??Przecież to proste, zobaczcie pod jakim patronem jest szpital i same wnioski się nasuwają. Przecież nie są ważne umiejętności lekarzy, tylko modlitwa i ksiądz się liczy. A jak ktoś zejdzie to znaczy że nie umiał się modlić . Tam na górce w dalszym ciągu nie wiedzą że oni są do pomocy a nie bogami.
Na akademiach medycznych tak strofują studentów;"ucz się bo będziesz w Przemyślu leczył"...
Coś mi się wydaję, że to totalna ..., no cóż.... ale jak się coś dzieje to wszyscy do szpitala. A nic się pozytywnego nie dzieję?
Lekarze z Ukrainy w końcu. Na maturze zdawali WOS, a teraz "leczą"...
W październiku w tym samym szpitalu pseudo-lekarz SYLWESTER GRABAS u mojej córki stwierdził skręcenie, oczywiście po wcześniejszym RTG. Po strasznych cierpieniach córki i powtórnych badaniach u innego lekarza okazało się ZŁAMANIEM !!!Ponoć to nie była już pierwsza pomyłka pana SYLWESTRA GRABASA
Podejrzewam że Pani wielce uczona doktor Skiba pewnie maczala w tym palce.. Bo to rzecznik pierd.... Nie nawidze jej... Krzywdzi ludzi i daje błędne diagnozy
Popieram.... dla ww "lekarza" wszystko jest "stluczeniem" badz "skreceniem"... kilka lat temu niefortunnie upadlam (zima, posluzgnelam sie). Wg niego moja dlon byla "stluczona". Wedlug innego lekarza (pojechalam na IP jeszcze przy Szpitalu Wojskowym) zerwane wiazadlo w kciuku i naruszone w palcu srodkowym. Skonczylo sie na gipsie. Niestety na Monte dobrych lekarzy, ktorzy POMOGA lub ROBIA CO MOGA mozna policzyc na palcach jednej reki.
Kiedyś był serial "Daleko od noszy" - scenariusz sprawdza się teraz na Monte. Kto w końcu leczy w tym szpitalu? Kim są ci ludzie którzy świadczą nam "opiekę medyczną" skoro na porządku dziennym dzieje się totalna nieudolność? Jak to możliwe że w Rzeszowie lekarze potrafią leczyć a u nas nie?! Na ten szpital przydałaby sie jakas kontrol z ministerstwa czy coś bo to jest skandal jakie tam rzeczy wyrabiają.
Monte Carlo kto przeżył ten dużo może opowiedzieć .Mojemu Ojcu tak złożyli ręke ,że teraz ma dwa łokcie . Jak w Rzeszowie zobaczyli to jeden drugiemu pokazywał . Powiedzieli ,że jakby wcześniej przyjechał to by jeszcze się dało złamać i powtórnie złożyć
i.m so glad that I,m not sick!---bardzo, bardzo jestem zadowolony ze nic mi nie dolega!
Właśnie nie z Ukrainy z Polski ci z Ukrainy robią kariery w dużych miastach wiem bo mieszkam w Krakowie i w mojej przychodni pracuje jeden ukr i wszyscy łażą do niego ...
Kilka lat w stecz.syn złamał łokieć i ;lekarz ;założył gips na inną rękę.
Ale założył! Nieważne gdzie.
W TAKIM KRAJU JAK POLSKA TO NIC NOWEGO.TU BY£ BURDEL JEST I ZOSTANIE.NIC NIKT NIE DBA O NIKOGO.LUDZIE UMIERAJA I TYLE.ZADEN KTOS KTO BY TO BY£ MA WSZYSTKO W DUPIE!!!! SZPITAL NA S£OWACKIEGO ZAMKNELI A LUDZIE TERAZ CIERPIA.BO MONTE CASINO TO JEST BURDEL NIE SZPITAL.DYREKTOR DOSTA£ KASE I PRZYBY£ ZE STOLICY I JEST TU CAREM.TAKICH TO MA SZUBIENICE.DOBRZE ZE """"BOG"" JEDT I WSXYSTKICH ROZLICZY.NO I OK.KAXDY ZAP£ACI ZA SWOJE WYSKOKI.PRZED TYM NAJWYZSZYM.WTEDY BEDZIE ZA POZNO.LUDZIE OPAMIETAJCIE SIE.RADZE WAM....PO DOBROCI....
Mnie to Wielce Szanowny Pan Doktor na SOR-ze zdiagnozował zapalenie oskrzeli i przepisał mi... syrop z cebuli. Taki ci to z niego był ZNACHOR. Innych leków nie znał chyba, bo nic więcej nie przepisał. Osiem godzin wyjęte z życia.
bardzo dobre leczenie zapalenia oskrzeli, tanie i skuteczne
I znowu Rzeszów górą.
Brawo Przemyśl. Brawo lekari z Monte. Róbcie tak dalej, a będziecie musieli wyjechać z braku pacjentów. Brawo!
Niedawno lekarze wypuścili pacjenta ze szpitala w stanie skrajnym. Kiedy znalazł się on w innym szpitalu, lekarz na jego widok prawie się rozpłakał i stwierdził, że mimo tylu lat doświadczenia nigdy nie spotkał się z takim przypadkiem, by pacjenta w stanie prawie agonalnym, przy hemoglobinie = 4, wypuścić ze szpitala nie podejmując żadnych kroków. Rodzina pacjenta zamierza zaskarżyć szpital. Myślę, że wkrótce będzie o tym głośno a winni tak skandalicznych zaniedbań zostaną pozbawieni prawa wykonywania zawodu lekarza.