– Umrzesz, umrzesz... – takie słowa po odebraniu telefonu słyszał Zygmunt Majgier. Przeszukania, aresztowania, pogróżki i grzywny były codziennością aż do 1989 r.

fot.Paweł Bugira
– Nie żałuję niczego – mówi Zygmunt Majgier. Po latach za swoją działalność otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności, przyznany na wniosek IPN.
Zygmunt Majgier był jednym z pierwszych, którzy w Przemyślu zaangażowali się w tworzenie związków zawodowych. Sam stanął na czele „Solidarności” w Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie na przełomie lat 70. i 80. pracował.
13 grudnia 1981 r. była mroźna niedziela. Jak co tydzień pan Zygmunt wraz z żoną wybrał się do kościoła. O wprowadzonym stanie wojennym nic jeszcze nie słyszał. Dowiedział się od ludzi, których spotkał pod kościołem. – Po mszy szybko udałem się na Kamienny Most, gdzie znajdowała się siedziba „Solidarności”. Było tam już kilka osób – wspomina.
Zastali widok jak po wybuchu. Wywrócone meble, porozrzucane papiery, nawet gniazdka były wyrwane ze ścian[paywall]. – Uzgodniliśmy, że te dokumenty, których nie zabrała esbecja, wyniesiemy do kościoła Franciszkanów. Dowiadywaliśmy się, kto został internowany. Zastanawialiśmy się, co robić. Podjęliśmy decyzję, że wypuścimy ulotki nawołujące do strajku. Jego forma miała zależeć od decyzji związku w poszczególnych zakładach – mówi.
22 grudnia został zabrany z pracy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i osadzony w areszcie SB przy ul. Dworskiego. – Przesiedziałem tam cały dzień i całą noc. W nocy prokurator wziął mnie na przesłuchanie i powiedział, że grozi mi trzy lata więzienia. Ponieważ go znałem, bo mieszkał w tym samym bloku, powiedział do mnie: do niczego się nie przyznawaj. Nic mi wtedy nie zrobili, ale od tego czasu byłem zatrzymywany regularnie po kilka razy w roku. Trwało to aż do 1989 roku – opowiada.
Z. Majgier angażował się w działalność opozycyjną z pełną mocą. Współorganizował obchody zakazanych wówczas świąt narodowych. – Trzeciego maja zawsze składaliśmy kwiaty przy kamieniu na zamku. Ledwo odeszliśmy, kwiaty natychmiast znikały. Utrudniali, jak mogli. Nieraz byłem zatrzymywany – mówi.
Jeździł z paczkami do internowanych do Łupkowa i Uherzec Mineralnych. Zajmował się kolportażem ulotek, broszur i różnych pism podziemnych. Ryzykował bardzo, bo gdyby cokolwiek znaleziono, groziło to konfiskatą samochodu. A już wtedy pracował jako taksówkarz.
Szykany spotykały go non stop. Częste rewizje w domu i samochodzie. Pewnego razu ktoś na drzwiach mieszkania narysował szubienicę. Z. Majgier narobił szumu, zaczął wołać ludzi z ulicy i im ten rysunek pokazywać. – Na drugi dzień wezwała mnie esbecja. Powiedziałem: jeśli to nie wy, to szukajcie winnego – wspomina. Nękano też jego żonę, funkcjonariusze odwiedzali ją w sklepie, w którym wówczas pracowała.
– Umrzesz, umrzesz... – nieraz słyszeli w słuchawce telefonu. – Ty skur..., jak będziesz dalej działał, to my cię wykończymy – wspomina jedno z zatrzymań pan Zygmunt.
Gdy po latach zobaczył swoją teczkę, okazało się, że miał 30 tzw. opiekunów. – Koledzy, którzy ze mną pracowali, donosili na mnie. Mieli za to płacone – mówi. Nawet niektórzy z działaczy „Solidarności” okazali się tajnymi agentami. Szpiedzy byli także w sąsiedztwie. – W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że mamy podsłuch w mieszkaniu. Przekonaliśmy się o tym wtedy, gdy wiozłem książki do Brzozowa na Dni Kultury Chrześcijańskiej.
Później gadaliśmy różne głupoty, a oni to wszystko sprawdzali – dodaje żona pana Zygmunta.
Majgierowie nie mają wątpliwości, że stała za tym mieszkająca piętro wyżej sąsiadka, a podsłuch był wpuszczany przy rurze z kaloryfera.
Milicjanci wpadali do domu i wywracali wszystko. Sprawdzali mieszkanie, piwnicę, garaż. – Dostaliśmy informację, że będziemy mieć rewizję i zdążyłem wynieść wszystko. Później już nic w domu nie trzymałem – opowiada Z. Majgier.
Jeden z pracowników usłyszał, że albo przyczyni się do zwolnienia Majgiera, albo sam zostanie zwolniony. – Powiedział mi o tym. Wiedział, że oprócz pracy w spółdzielni jeżdżę na taksówce. Odszedłem za porozumieniem stron – wspomina.
– Wielu kolegów zwątpiło. Był taki moment, że chciałem wyjechać za granicę. Powiedzieli mi nawet: wyjechałbyś, mielibyśmy z tobą spokój. Wielu tak zrobiło i dobrze na tym wyszli. Nie pojechaliśmy, bo żona nie chciała. I nie żałuję, dobrze, że tak zdecydowała – podsumowuje Z. Majgier.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.>była mroźna niedziela. Jak co tydzień pan Zygmunt wraz z żoną wybrał się do kościoła. O wprowadzonym stanie wojennym nic jeszcze nie słyszał.<No to niezły działacz był. Od północy poprzedniego dnia rozpierducha w kraju, radio i TV od kilkunastu godzin nawija w kółko to samo, kumpli mu pozamykali a on nic nie wie i na spacer sobie idzie w niedzielę.
jak nie sluchal radia i telewizji to posluchal pod kosciolem co mowili hahaha
szok, coraz wiecej opozycjonistówz Przemysla i widze ze walczyli dzielnie z systemem,ale jak bylo to pamietam
Tak, telewizja w tamtym czasie nadawała non stop. Na pewno
do czytający - tak jest TV nadawała non stop !!!! non stop jeden i ten sam komunikat o wprowadzeniu stanu wojennego i nic więcej , wojsko z bronią zostało wyprowadzone na ulice miasta łącznie z czołgami ,telefony zostały wyłączone ,na poczcie nie można było nadać telegramu do innego miasta by się cokolwiek dowiedzieć
Tak byli zakonspirowani,że sami przed soba się ukrywali.Teraz mamy za to dużo działaczy nawet tych co byli jeszcze dziecmi np.jeden taki z Przeworska.Wystarczy popatrzec na date urodzenia.Pewnie Komuna gnebiła go za to,ze po piwnicac h pladrował słoiki .
Jest to całkiem możliwe . Jeżeli rano nie włączał tv , radia , nigdzie nie dzwonił/ zakładając ,że miał telefon/ , to skąd mógł wiedzieć ? Owszem , wówczas wiele mówiono , że coś się w Polsce musi zdarzyć , ale nikt - bo skąd - nie wiedział co i kiedy .
jaka opozycja takie restrykcje...jeden z opozycjonistow spal do poludnia ....i tez go nie chcieli internowac...teraz to sami opozycjonisci moga sie udzielac ,ktorzy rzeczywiscie zostali pokrzywdzeni w stanie wojennym ...wypowiedz Pani Kempy...
Przecież w Przemyślu są ludzie którzy pracowali w SM i doskonale pamiętają tamte czasy, pamiętają Zygmunta jakim był pracownikiem do 1980 r i jego karierę związkową. Zadam tylko pytanie Zygmuntowi, czy Ty jako robotnik jesteś zadowolony ze zmian które nastąpiły? Ile postulatów zostało spełnionych? Kiedyś jako ślusarz otrzymałeś mieszkanie z SM co powiesz dzisiejszym młodym ludziom bez pracy i zmuszonych do emigracji zarobkowej? Czy wówczas ,w 1980 r zdawałeś sobie sprawę z tego jakie będą realia życia w kapitalizmie dla takich jak Ty robotników?
Przecież był członkiem PZPR jak pracował w Polnej.
Znam Pana Zygmunta i wiem , że to jest bardzo porządny człowiek , a Wasze złośliwości są niepotrzebne.
Nie zadawałbym tych pytań gdybym nie znał Zygmunta. I nie traktuj tego w kategorii złośliwości. Nie zarzucam Mu żadnych niegodziwości, Ciekawi mnie jak ocenia minione lata po 89r. Mam tylko nadzieję że nie tak jak bufon Wałęsa.
>była mroźna niedziela. Jak co tydzień pan Zygmunt wraz z żoną wybrał się do kościoła. O wprowadzonym stanie wojennym nic jeszcze nie słyszał.<No to niezły działacz był. Od północy poprzedniego dnia rozpierducha w kraju, radio i TV od kilkunastu godzin nawija w kółko to samo, kumpli mu pozamykali a on nic nie wie i na spacer sobie idzie w niedzielę.
jak nie sluchal radia i telewizji to posluchal pod kosciolem co mowili hahaha
szok, coraz wiecej opozycjonistówz Przemysla i widze ze walczyli dzielnie z systemem,ale jak bylo to pamietam