Reklama

35. rocznica stanu wojennego. "Nie mogliśmy się poddać"

12/12/2016 19:00

– Umrzesz, umrzesz... – takie słowa po odebraniu telefonu słyszał Zygmunt Majgier. Przeszukania, aresztowania, pogróżki i grzywny były codziennością aż do 1989 r.


fot.Paweł Bugira
– Nie żałuję niczego – mówi Zygmunt Majgier. Po latach za swoją działalność otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności, przyznany na wniosek IPN.

Zygmunt Majgier był jednym z pierwszych, którzy w Przemyślu zaangażowali się w tworzenie związków zawodowych. Sam stanął na czele „Solidarności” w Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, gdzie na przełomie lat 70. i 80. pracował.

13 grudnia 1981 r. była mroźna niedziela. Jak co tydzień pan Zygmunt wraz z żoną wybrał się do kościoła. O wprowadzonym stanie wojennym nic jeszcze nie słyszał. Dowiedział się od ludzi, których spotkał pod kościołem. – Po mszy szybko udałem się na Kamienny Most, gdzie znajdowała się siedziba „Solidarności”. Było tam już kilka osób – wspomina.

Reklama

Zastali widok jak po wybuchu. Wywrócone meble, porozrzucane papiery, nawet gniazdka były wyrwane ze ścian[paywall]. – Uzgodniliśmy, że te dokumenty, których nie zabrała esbecja, wyniesiemy do kościoła Franciszkanów. Dowiadywaliśmy się, kto został internowany. Zastanawialiśmy się, co robić. Podjęliśmy decyzję, że wypuścimy ulotki nawołujące do strajku. Jego forma miała zależeć od decyzji związku w poszczególnych zakładach – mówi.

 

Przesłuchania w nocy

22 grudnia został zabrany z pracy przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i osadzony w areszcie SB przy ul. Dworskiego. – Przesiedziałem tam cały dzień i całą noc. W nocy prokurator wziął mnie na przesłuchanie i powiedział, że grozi mi trzy lata więzienia.  Ponieważ go znałem, bo mieszkał w tym samym bloku, powiedział do mnie: do niczego się nie przyznawaj. Nic mi wtedy nie zrobili, ale od tego czasu byłem zatrzymywany regularnie po kilka razy w roku. Trwało to aż do 1989 roku – opowiada.

Reklama

Z. Majgier angażował się w działalność opozycyjną z pełną mocą. Współorganizował obchody zakazanych wówczas świąt narodowych. – Trzeciego maja zawsze składaliśmy kwiaty przy kamieniu na zamku. Ledwo odeszliśmy, kwiaty natychmiast znikały. Utrudniali, jak mogli. Nieraz byłem zatrzymywany – mówi. 

Jeździł z paczkami do internowanych do Łupkowa i Uherzec Mineralnych. Zajmował się kolportażem ulotek, broszur i różnych pism podziemnych. Ryzykował bardzo, bo gdyby cokolwiek znaleziono, groziło to konfiskatą samochodu. A już wtedy pracował jako taksówkarz.

Reklama

 

My cię wykończymy

Szykany spotykały go non stop. Częste rewizje w domu i samochodzie. Pewnego razu ktoś na drzwiach mieszkania narysował szubienicę. Z. Majgier narobił szumu, zaczął wołać ludzi z ulicy i im ten rysunek pokazywać. – Na drugi dzień wezwała mnie esbecja. Powiedziałem: jeśli to nie wy, to szukajcie winnego – wspomina. Nękano też jego żonę, funkcjonariusze odwiedzali ją w sklepie, w którym wówczas pracowała.

– Umrzesz, umrzesz... – nieraz słyszeli w słuchawce telefonu. – Ty skur..., jak będziesz dalej działał, to my cię wykończymy – wspomina jedno z zatrzymań pan Zygmunt.

Reklama

Gdy po latach zobaczył swoją teczkę, okazało się, że miał 30 tzw. opiekunów. – Koledzy, którzy ze mną pracowali, donosili na mnie. Mieli za to płacone – mówi. Nawet niektórzy z działaczy „Solidarności” okazali się tajnymi agentami. Szpiedzy byli także w sąsiedztwie. – W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że mamy podsłuch w mieszkaniu. Przekonaliśmy się o tym wtedy, gdy wiozłem książki do Brzozowa na Dni Kultury Chrześcijańskiej.

Później gadaliśmy różne głupoty, a oni to wszystko sprawdzali – dodaje żona pana Zygmunta.

Reklama

Majgierowie nie mają wątpliwości, że stała za tym mieszkająca piętro wyżej sąsiadka, a podsłuch był wpuszczany przy rurze z kaloryfera.

 

Wielu zwątpiło

Milicjanci wpadali do domu i wywracali wszystko. Sprawdzali mieszkanie, piwnicę, garaż. – Dostaliśmy informację, że będziemy mieć rewizję i zdążyłem wynieść wszystko. Później już nic w domu nie trzymałem – opowiada Z. Majgier.

Jeden z pracowników usłyszał, że albo przyczyni się do zwolnienia Majgiera, albo sam zostanie zwolniony. – Powiedział mi o tym. Wiedział, że oprócz pracy w spółdzielni jeżdżę na taksówce. Odszedłem za porozumieniem stron – wspomina.

– Wielu kolegów zwątpiło. Był taki moment, że chciałem wyjechać za granicę. Powiedzieli mi nawet: wyjechałbyś, mielibyśmy z tobą spokój. Wielu tak zrobiło i dobrze na tym wyszli. Nie pojechaliśmy, bo żona nie chciała. I nie żałuję, dobrze, że tak zdecydowała – podsumowuje Z. Majgier.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    hrycajko - niezalogowany 2016-12-12 20:37:46

    >była mroźna niedziela. Jak co tydzień pan Zygmunt wraz z żoną wybrał się do kościoła. O wprowadzonym stanie wojennym nic jeszcze nie słyszał.<No to niezły działacz był. Od północy poprzedniego dnia rozpierducha w kraju, radio i TV od kilkunastu godzin nawija w kółko to samo, kumpli mu pozamykali a on nic nie wie i na spacer sobie idzie w niedzielę.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    julo - niezalogowany 2016-12-12 22:47:11

    jak nie sluchal radia i telewizji to posluchal pod kosciolem co mowili hahaha

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    dd - niezalogowany 2016-12-13 08:25:37

    szok, coraz wiecej opozycjonistówz Przemysla i widze ze walczyli dzielnie z systemem,ale jak bylo to pamietam

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama