W sobotę, 18 listopada, pogoda nie zachęcała do wyjścia z domu. Rano było cztery kreski powyżej zera i padało, ale już przed godziną ósmą obok stadionu w Grochowcach zaczęli gromadzić się strażacy z miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej. Chwilę później dotarli ich koledzy z OSP Pikulice. Potem dojeżdżały bojowe wozy z dalszych miejscowości gminy Przemyśl, przyjechali koledzy ze Stowarzyszenia „linia 102”, jest wójt Gminy Przemyśl Andrzej Huk, doszło też kilku mieszkańców Grochowiec uzbrojonych w siekierki. Razem zebrało się ponad pięćdziesiąt osób.
Podczas pięciominutowej odprawy Michał Głocki, prezes OSP Pikulice, który w sobotę wszystkim dowodził, przypomniał, że dzisiejszym celem jest Fort V i ze względu na trudne warunki trzeba zachować zasady bezpieczeństwa. Szczególnie przy piłach i rębaku. Wyznaczył kolejność w kolumnie i padła komenda – do wozów! Wtedy widać było strażacką sprawność, żadnego zamieszania, a przecież nie był to wyjazd do pożaru.
Kolumna wozów strażackich z włączonymi kogutami i kilka cywilnych aut przejechało przez wioskę. Problemy zaczęły się przy podjeździe na Fort V. Nawet wozy bojowe miały problemy z pokonaniem błotnistego odcinka drogi fortecznej. Dziedziniec fortu zarośnięty krzakami i młodymi drzewkami przypominał dżunglę, przez którą trudno się przebić. Zadanie brzmiało: oczyścić dojazd i dziedziniec fortu.
Strażacy odpalili piły. Jedną, drugą, trzecią aż w wilgotnym powietrzu zrobiło się siwo od spalin. Warkot zwielokrotniony przez ścianę koszar wypełnił cały dziedziniec. Do tego zaczął pracować rębak, który pochłaniał znoszone przez strażaków gałęzie, rozdrabniał je i wypluwał, robiąc przy tym niesamowity hałas.
Często się zdarza, że ludzie, którzy jadą na Kalwarię albo do Arłamowa, pytają o forty, bo coś słyszeli o Twierdzy Przemyśl – opowiada Michał Głocki.
– Pokazywaliśmy i drogę, ale do fortu nie mogli dotrzeć, bo był zupełnie zarośnięty. Wstyd. Tutaj w Pikulicach i Grochowcach mamy tylko dwa zabytki: kościół i ten fort. Z miejscowymi strażakami wpadliśmy na pomysł, żeby fort oczyścić z krzaków, a jednocześnie zmobilizować społeczność do wspólnego działania. Chwyciło. Siedem ochotniczych straży z terenu gminy potwierdziło swój udział. Wójt wziął patronat i obiecał wsparcie w niezbędnych procedurach administracyjnych.
W dzisiejszych działaniach udział biorą Ochotnicze Straże Pożarne z Pikulic, Grochowiec, Witoszyniec, Nehrybki, Ujkowic, Ostrowa i Kupiatycz. Są też mieszkańcy Pikulic i Grochowiec. Nawet uczniowie ze szkoły podstawowej przyszli nam pomagać. Kiedyś pomagaliśmy oczyścić linię sto dwa, a teraz koledzy z tego stowarzyszenia odwdzięczają się nam – Głocki kończy, bo musi dopilnować, żeby wszystko grało.
Szkoda, że nie było drona, bo z góry wyglądałoby to jak mrowisko. Strażacy krzątali się w gęstwinie krzaków. Jedni cięli krzaki, inni ciągnęli gałęzie, ale tak jak w mrowisku praca była zorganizowana i nikt sobie nie przeszkadzał. Trochę przestało padać, ale wszechobecne błoto nie ułatwiało pracy. Po godzinie pracy krzaków ubyło na tyle, że już widać było tych, co pracują trzydzieści metrów dalej. Teraz pod piły poszły młode drzewa samosiejki, które uniemożliwiały dojazd do fortu. Tymczasem wyznaczeni do ekipy gospodarczej rozpalili ognisko i przygotowywali kiełbasę na grilla, bo na jedenastą wyznaczona była przerwa na śniadanie i kawę przywiezioną w termosach. Potem znowu strażacy wzięli się za trochę już przetrzebioną dżunglę.
– Inicjatywa oczyszczenia tego fortu wyszła od strażaków z Pikulic i Grochowiec. To jedna z takich oddolnych inicjatyw, jakie powstały na terenie gminy. Cieszę się, że ludzie, którzy mieszkają w najbliższej okolicy, zauważyli problem polegający na szybko postępującej dewastacji tego fortu i chcą przywrócić dostępność do tego zabytku. Nikt tego im nie narzucił, nikt nie zdecydował odgórnie, to wyszło od nich. To dobrze, że troszczą się o swój teren, o swoją małą ojczyznę i chcą ją pokazać innym. Urząd gminy wziął na siebie formalności. Pani konserwator ucieszyła się z inicjatywy strażaków i wydała pozwolenie na oczyszczenie fortu z krzaków i młodych drzew, z wyjątkiem starodrzewia. Wiadomo, że taka akcja wymaga kosztów, a ponieważ jednym z zadań urzędu gminy jest wspomaganie jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych, znaczną ich część wzięliśmy na siebie. Na przykład wydatki na paliwo czy sprawy amortyzacyjne – podsumowuje Andrzej Huk, wójt gminy Przemyśl.
Dochodziła czternasta, kiedy Głocki ogłosił zakończenie akcji. Strażacy zbierali sprzęt, oskrobywali buty z błota i z satysfakcją patrzyli na odsłonięte mury fortu. Siekierezada zakończyła się w „grzybku” koło stadionu, gdzie na wszystkich czekała grochówka przygotowana przez żony strażaków, które z tego powodu powinno się również doliczyć do uczestników akcji.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Jacek Szwic naucz się wywoływać Raw bo to co ro robisz to za każdym razem tragedia!
Wyjaśnienie! Nie odpowiadam za jakość zdjęć poddanych obróbce w redakcji. Jacek Szwic
Gratuluję pomysłu i dobrej realizacji. Super strażacy.
brawo!
Jacek Szwic naucz się wywoływać Raw bo to co ro robisz to za każdym razem tragedia!
Wyjaśnienie! Nie odpowiadam za jakość zdjęć poddanych obróbce w redakcji. Jacek Szwic