Reklama

7-latek ze zmiażdżoną stopą. Krok od tragedii

– Mój synek ma zmiażdżoną stopę. Całe szczęście, że kierowca samochodu jechał powoli, bo nie wiadomo, co by było, gdyby jechał szybciej. Zachował się jednak wspaniale i nie mam do niego żadnych pretensji. Mam za to, i to ogromne, do przewoźnika, który odwozi i przywozi nasze dzieci ze szkoły. Jak można było wykazać się tak skrajną nieodpowiedzialnością, nie wiem – mówi mieszkaniec Gajów w gminie Stubno Tomasz Rebuś.

Kilka miesięcy temu władze gminy Stubno ogłosiły przetarg na świadczenie usług przewozowych, związanych z dowożeniem uczniów z terenu gminy do szkół. Konkretnie dwóch – w Stubnie i Kalnikowie. Musiały, bo wcześniejszy przewoźnik się wycofał, a gminny gimbus... się zepsuł[paywall].

– Służył nam przez wiele lat, ale wszystko ma swój kres. Kiedy był sprawny, nie mieliśmy żadnych problemów. Dzieci były zawsze przywożone i odwożone na czas. Musieliśmy jednak ogłosić przetarg, który wygrała firma z Chotyńca, świadcząca usługi turystyczno-transportowe– zdradziła sekretarz gminy Stubno Danuta Kusz.

Nikt nic nie wiedział. I nadal nie wie...

Wydawać by się mogło, że naturalną koleją rzeczy powinno być spotkanie z udziałem szefa owej firmy, władz gminy, dyrekcji szkół i rodziców. Wszak ci ostatni oddawali swoje pociechy w ręce obcych osób. Żadnego spotkania jednak nie było. Efekt był fatalny.

Reklama

– Wcześniej nigdy nie dochodziło do takich sytuacji. Kiedy był gminny gimbus, kierowca potrafił podjechać z dzieckiem nawet pod dom, zatrąbić, aby rodzic wyszedł i odebrał pociechę. Potem dopiero odjeżdżał – opowiada pan Tomasz. – Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Nowego przewoźnika nie bardzo cokolwiek interesuje. Podjeżdża pod przystanek i czy rodzic jest, czy go nie ma, wysadza dzieci – dodał.

Dlaczego wypuścili dzieci?

Był piątek, 1 marca br. Około g. 13.30. Rodzice zwyczajowo o tej porze pojawiają się na dwóch przystankach autobusowych w Gajach, aby odebrać swoje pociechy. Zwyczajowo – bo ich zdaniem – nikt przez kilka miesięcy nie powiedział im konkretnie, o której godzinie powinni być.

Reklama

– W ten piątek nie poinformowano nas, że kierowca przyjedzie wcześniej. Z domu mam co prawda do przystanku trzysta metrów, ale i to trzeba przejechać. Widziałem przez okno, że bus zajechał szybciej. Wsiadłem do samochodu i podjechałem na przystanek. Syn siedział na ławce i cały się trząsł. Płakał strasznie, nie mógł  powiedzieć słowa. Bus stał, w środku była opiekunka. Wcześniej wypuścili dzieci, kazali siedzieć na przystanku i powiedzieli im, aby uważały, jak przechodzą przez drogę. Pytam siedmioletniego syna Filipa, co się stało. Okazało się, że chciał przejść przez drogę. Wyszedł zza busa, a jadący w tym samym kierunku samochód przejechał mu po stopach. Na szczęście kierowca jechał powoli. Zachował się bardzo w porządku. Poczekał na mnie, zapytał, czy w czymś mi pomóc, potem udał się na komisariat policji w Radymnie i sam zgłosił to zdarzenie. Nie mam do niego żadnych pretensji. Pojechaliśmy z żoną i synkiem do szpitala w Przemyślu. Tam założono mu szynę, jedna stopa jest w gipsie. Lekarze stwierdzili, że rehabilitacja trochę potrwa, ale nie będzie miał problemów z chodzeniem – zrelacjonował T. Rebuś.

– Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego wypuścili z busa dzieci. Komuś najwyraźniej zabrakło odrobiny wyobraźni. Jak można było założyć, że kilkuletnie dziecko karnie będzie siedzieć na ławce na przystanku? Przecież to jakiś absurd – dodał.

Bez regulaminu, bez rozkładu

W poniedziałek, 4 marca, w szkole zorganizowane zostało spotkanie, między innymi z przewoźnikiem. Pan Tomasz zapytał, dlaczego wypuszczono dzieci same. Dlaczego nie poczekali z dziećmi wewnątrz pojazdu na przyjazd rodziców?

– Poprosiłem o jakiś regulamin, jakiś rozkład jazdy. Chcemy wiedzieć, o której konkretnie przyjeżdża bus na ten przystanek. Jakie obowiązki ma opiekun? Nie dostałem niczego. Słowem przedstawiciel przewoźnika się nie odezwał. A przecież oni nie robią tego za darmo. Wygrali przetarg, dostają za to pieniądze. Oddajemy swoje dzieci nie wiadomo komu! Tak dalej być nie może! – stwierdził zdenerwowany T. Rebuś.

– Obiecano nam, że dostaniemy na karteczkach informację. Do tej pory nie mamy niczego. Tej sprawy nie zostawię ot tak – podsumował.

Reklama

Telefon milczał

– To dla nas nowa rzeczywistość. Nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji. Oczywiście podenerwowaniu rodziców się nie dziwię. Wiadomo, że dzieci to żywioł. Trudno przewidzieć, co może im przyjść do głowy. To absolutnie nie powinno się wydarzyć. Wiem, że odbyło się spotkanie dyrekcji szkoły z przewoźnikiem. My również będziemy z nim rozmawiać, aby było bezpiecznie – zapewniła sekretarz gminy Stubno D. Kusz.

Mimo wielokrotnych prób skontaktowania się z szefostwem firmy z Chotyńca, świadczącej usługi turystyczno-transportowe na rzecz gminy, nie udało nam się nawiązać połączenia. Telefon milczał.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2019-03-14 19:34:16

    Biedny chłopiec oby wszystko było ok z nóżką , a przewoźnicy dzieci powinni mieć specjalne szkolenia a nie pierwszy lepszy kierowca z łapanki 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość - niezalogowany 2019-03-14 20:57:40

    kierowcy jak kierowcy ale opiekun powinien się zająć dziećmi a nie siedzieć z Panią Ewa i plotkowac aż zapomnieli dzieci wysadzić na przystanku 

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    ja - niezalogowany 2019-03-14 21:14:21

    a czy to ich dzieci?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama