– Mój synek ma zmiażdżoną stopę. Całe szczęście, że kierowca samochodu jechał powoli, bo nie wiadomo, co by było, gdyby jechał szybciej. Zachował się jednak wspaniale i nie mam do niego żadnych pretensji. Mam za to, i to ogromne, do przewoźnika, który odwozi i przywozi nasze dzieci ze szkoły. Jak można było wykazać się tak skrajną nieodpowiedzialnością, nie wiem – mówi mieszkaniec Gajów w gminie Stubno Tomasz Rebuś.
Kilka miesięcy temu władze gminy Stubno ogłosiły przetarg na świadczenie usług przewozowych, związanych z dowożeniem uczniów z terenu gminy do szkół. Konkretnie dwóch – w Stubnie i Kalnikowie. Musiały, bo wcześniejszy przewoźnik się wycofał, a gminny gimbus... się zepsuł[paywall].
– Służył nam przez wiele lat, ale wszystko ma swój kres. Kiedy był sprawny, nie mieliśmy żadnych problemów. Dzieci były zawsze przywożone i odwożone na czas. Musieliśmy jednak ogłosić przetarg, który wygrała firma z Chotyńca, świadcząca usługi turystyczno-transportowe– zdradziła sekretarz gminy Stubno Danuta Kusz.
Wydawać by się mogło, że naturalną koleją rzeczy powinno być spotkanie z udziałem szefa owej firmy, władz gminy, dyrekcji szkół i rodziców. Wszak ci ostatni oddawali swoje pociechy w ręce obcych osób. Żadnego spotkania jednak nie było. Efekt był fatalny.
– Wcześniej nigdy nie dochodziło do takich sytuacji. Kiedy był gminny gimbus, kierowca potrafił podjechać z dzieckiem nawet pod dom, zatrąbić, aby rodzic wyszedł i odebrał pociechę. Potem dopiero odjeżdżał – opowiada pan Tomasz. – Teraz wygląda to zupełnie inaczej. Nowego przewoźnika nie bardzo cokolwiek interesuje. Podjeżdża pod przystanek i czy rodzic jest, czy go nie ma, wysadza dzieci – dodał.
Był piątek, 1 marca br. Około g. 13.30. Rodzice zwyczajowo o tej porze pojawiają się na dwóch przystankach autobusowych w Gajach, aby odebrać swoje pociechy. Zwyczajowo – bo ich zdaniem – nikt przez kilka miesięcy nie powiedział im konkretnie, o której godzinie powinni być.
– W ten piątek nie poinformowano nas, że kierowca przyjedzie wcześniej. Z domu mam co prawda do przystanku trzysta metrów, ale i to trzeba przejechać. Widziałem przez okno, że bus zajechał szybciej. Wsiadłem do samochodu i podjechałem na przystanek. Syn siedział na ławce i cały się trząsł. Płakał strasznie, nie mógł powiedzieć słowa. Bus stał, w środku była opiekunka. Wcześniej wypuścili dzieci, kazali siedzieć na przystanku i powiedzieli im, aby uważały, jak przechodzą przez drogę. Pytam siedmioletniego syna Filipa, co się stało. Okazało się, że chciał przejść przez drogę. Wyszedł zza busa, a jadący w tym samym kierunku samochód przejechał mu po stopach. Na szczęście kierowca jechał powoli. Zachował się bardzo w porządku. Poczekał na mnie, zapytał, czy w czymś mi pomóc, potem udał się na komisariat policji w Radymnie i sam zgłosił to zdarzenie. Nie mam do niego żadnych pretensji. Pojechaliśmy z żoną i synkiem do szpitala w Przemyślu. Tam założono mu szynę, jedna stopa jest w gipsie. Lekarze stwierdzili, że rehabilitacja trochę potrwa, ale nie będzie miał problemów z chodzeniem – zrelacjonował T. Rebuś.
– Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego wypuścili z busa dzieci. Komuś najwyraźniej zabrakło odrobiny wyobraźni. Jak można było założyć, że kilkuletnie dziecko karnie będzie siedzieć na ławce na przystanku? Przecież to jakiś absurd – dodał.
W poniedziałek, 4 marca, w szkole zorganizowane zostało spotkanie, między innymi z przewoźnikiem. Pan Tomasz zapytał, dlaczego wypuszczono dzieci same. Dlaczego nie poczekali z dziećmi wewnątrz pojazdu na przyjazd rodziców?
– Poprosiłem o jakiś regulamin, jakiś rozkład jazdy. Chcemy wiedzieć, o której konkretnie przyjeżdża bus na ten przystanek. Jakie obowiązki ma opiekun? Nie dostałem niczego. Słowem przedstawiciel przewoźnika się nie odezwał. A przecież oni nie robią tego za darmo. Wygrali przetarg, dostają za to pieniądze. Oddajemy swoje dzieci nie wiadomo komu! Tak dalej być nie może! – stwierdził zdenerwowany T. Rebuś.
– Obiecano nam, że dostaniemy na karteczkach informację. Do tej pory nie mamy niczego. Tej sprawy nie zostawię ot tak – podsumował.
– To dla nas nowa rzeczywistość. Nigdy nie mieliśmy takiej sytuacji. Oczywiście podenerwowaniu rodziców się nie dziwię. Wiadomo, że dzieci to żywioł. Trudno przewidzieć, co może im przyjść do głowy. To absolutnie nie powinno się wydarzyć. Wiem, że odbyło się spotkanie dyrekcji szkoły z przewoźnikiem. My również będziemy z nim rozmawiać, aby było bezpiecznie – zapewniła sekretarz gminy Stubno D. Kusz.
Mimo wielokrotnych prób skontaktowania się z szefostwem firmy z Chotyńca, świadczącej usługi turystyczno-transportowe na rzecz gminy, nie udało nam się nawiązać połączenia. Telefon milczał.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Biedny chłopiec oby wszystko było ok z nóżką , a przewoźnicy dzieci powinni mieć specjalne szkolenia a nie pierwszy lepszy kierowca z łapanki
kierowcy jak kierowcy ale opiekun powinien się zająć dziećmi a nie siedzieć z Panią Ewa i plotkowac aż zapomnieli dzieci wysadzić na przystanku
A gdzie byli rodzice, opiekunowie, dlaczego po to dziecko nikt nie wyszedł, kierowca jak by miał czekać na wszystkich rodziców to by mu dnia brakło. Rodzice opamiętajcie się
to niech autobus przyjeżdża o regularnych godzinach a nie raz 13. 15 a raz 13.45 rodzice są zawsze po swoje dzieci
Wygrał najtańszy, nierzetelny przewoźnik
Cóż gmina za wszelką cenę chce zarabiać na szkole kosztem dzieci, oszczędności na maksa, pozbywa się dyrektorki co szkołę podniosła z ruiny, a sam wójt uczestniczy podczas wyboru nowego dyrektora żeby przypadkiem komisja nie wybrała inaczej niż zostało to z góry założone, potem ucina się etat żeby pozbyć się ludzi, którzy dużo wiedzą o prawidłowym zarządzaniu szkołą, w Stubnie są nieodpowiedni do kształcenia dzieci, za to w Warszawie uczą w jednej z największej Brytyjskiej szkole i a tam kwalifikacje zawodowe zostały ocenione jako bardzo wysokie i odpowiednie do kształcenia dzieci. Ot taka polityka wiejskiej szkoły
Ktoś tu myli pojęcia, to pasażer, opiekun, czeka na autobus o której by nie przyjechał, na drodze jest różnie, dzieci też się ociągają w szatni
To trzeba było zmienić wójta, były wybory a nie teraz narzekać
Ale nikt na siłę nie trzyma Twojego dziecka w Stubnie, możesz go przenieść gdzie Ci się podoba , nawet do Warszawy
Bardzo przykre, to fakt.Jednak nie stało się to w autobusie/busie,tylko po wyjściu. My ponosimy odpowiedzialność za nasze dzieci,nikt inny.Nie ma co stosować teraz spychologii i szukać winnych.Absolutnie nikogo nie tłumaczę i nie bronię, ale przewoźnik dba o bezpieczeństwo naszych dzieci w busie ,po wyjsciu odbierają je rodzice/babciei/opiekunowie i to oni są odpowiedzialni. Jeśli już to kierowca samochodu powinien czuć się winny.Pracuje i uczy te dzieci,wie jak mogą się zachować po wyjsciu,jako kierowca powinien rowniez przewidzieć sytuację. Rodzice powinniście mieć do siebie pretensje,że nie dopilnowaliście dziecka i dziękować, że skończyło się tak a nie inaczej.
To już nie pierwszy wypadek w Ser.......Prawda jest taka że nie ma tam wykfalfikowanych kierowców tylko pierwszy lepszy który posiada prawko wozi dzieci.Wieczne spóźnienia spowodowane brakiem kadry lub stanem pojazdów które się rozkraczaja dosłownie na drodze.Kompletny haos i brak organizacji w firmie sprawia że przewoźnika zazwyczaj nie ma na czas.Ktos powinien dokładniej się przyjrzeć funkcjonowaniu tego przewoźnika....
wiiesz co to jest regulamin przewozu dzieci??? chyba nie opiekun ma przeprowadzić dzieci przez ulice a nie jak ta Pani w ser ... siedziała w autobusie nawet drzwi dzieciom nie otworzyła a tezaz Wielka opiekunka
za 11 zł na godzinę chcesz dobrych kierowców???
Panie Tomaszu sprawę powinna zbadać Prokuratura to na przewozniku ciązy obowiązek odwozu i przywozu dzieci do szkoły jest związany umową i on odpowiada od momentu wyjscia dzieci ze szkoły do momonentu przekazania dziecka opiekunowi prawnemu ,trzeba zwocić uwagę czy autobus ,bus był odopwiednio oznakowany aby kierujący mógł zauwazyc że w autobusie busie lub w obrebie jego znajdują sie dzieci aby zachowac szczegolna ostroznosc ,art.160 kto naraza człowieka na bezpieczenstwo utraty zycia albo ciezkie uszczerbku na zdrowiu ,podlega karze pozbawienia do 3 lat par,2 art160 jezeli na sprawcy ciązy obowiazek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczenstwo , podlega karze pozbawienia wolnosci od 3 miesiecy do 5 lat
Tak sprawa nadaje się na policję dziecko ma nogi przejechanie a nikt nie zadzwonił na policję kierowca odjechał sprawca odjechał czarna magia
ktoś tu czytać nie umie artykułu. jak sie przyjeżdza wczesniej do sie czeka na rodziców a nie wypuszcza sie dzieci samych ,mogła choc opiekunka przeprowadzic przez droge a nie siedziec sobie w autobusie
dlatego powinien byc ustalona godzina przyjazdu a nie jak mu sie uda tak bendzie .do tej szkoły jest około 5-6 km do chyba mozna ustalic godzine przyjazdu. a gdy przyjedzie póżniej do nie mozna go winić za to bo choćby uczeń mógł zapomnieć plecak i zaczeka na nieg
szkoda ze uczysz dzieci ale nie zabłysłaś !!!! skoro przewoznik przyjezdza szybciej to jak rodzice mają zdązyc je odebrac???????? w tej firmie przewozowej jest wiele nie prawidłowosci .
kierowca busa powiedział ze mu sie spieszy bo na nastepny kurs.a kierowca osobówki pojechał zgłosic to na policjie w radymnie. ja zas pojechałem szybko na szpital bo zanim przyjechała by karetka trwało by to około 20 mi albo i dłużej
Prowadząc autobus każdy kierowca jest wykwalfikowany
Powinni się teraz dobrać do dupy DYREKTOROWI ze Stubna bo on trochę za pewny siebie jest.
Piszcie te artykuły zgodnie ze stanem faktycznym. Jeśli pojazd jest na więcej niż 9 osób to jest autobus, a nie bus. Wstyd, takie wpadki w gazecie.
Biedny chłopiec oby wszystko było ok z nóżką , a przewoźnicy dzieci powinni mieć specjalne szkolenia a nie pierwszy lepszy kierowca z łapanki
kierowcy jak kierowcy ale opiekun powinien się zająć dziećmi a nie siedzieć z Panią Ewa i plotkowac aż zapomnieli dzieci wysadzić na przystanku
a czy to ich dzieci?