Nie jest tak źle, jak się na początku mogło wydawać. I nie jest to w żadnym wypadku próba przypodobania się komukolwiek. Kiedy odsłonięto mały fragmencik z ułożonymi kaskadowo granitowymi płytami tuż przy szeregu kamienic z siedzibą Muzeum Historii Miasta Przemyśla na czele, mina nieco zrzedła. Nie tylko mnie.
Niektórzy mieszkańcy byli niecierpliwi, słusznie wskazując, że to pierwszy krok do... złamania karku. Inni apelowali o... cierpliwość i powstrzymanie się od niepochlebnych komentarzy i opinii do chwili zakończenia całości prac.
Faktem jest, że tę granitową kaskadę można było jakoś przeprojektować, ale kiedy oczom ukazały się kolejne fragmenty placu, zrobiło się cieplej. To nie betonoza. Co prawda cieplej będzie też w letnie dni przechadzającym się tamtędy mieszkańcom czy turystom, ale nie wygląda to źle... Bo nie ma też potrzeby bić w czambuł!
Fragment z granitową kamienną kostką kontrastuje z płytami. Potem odsłonięty został kolejny. Z równo ułożonymi tymi samymi kamieniami pamiętającymi pewnie bogate wieki Przemyśla, który bardzo wiele znaczył na mapie Polski południowo-wschodniej.
Pojawiły się obiecywane drzewa. Może nie będzie to azyl w sytuacji lejącego się z nieba żaru, ale... Nie są to jakieś tam kikuty, które wiosną wypuszczą kilkanaście liści, a okazy, które – kiedy się rozrosną – nie będą szkaradami. Co prawda dysonans między nowymi nasadzeniami a lipami, które pozostały, ma się nijak do wizualnej, estetycznej uczty, ale wszystko jest do zrobienia...
Wiem, lipowa alejka przecinająca Rynek już nigdy nie wróci, ale wobec tego, co (na razie) zostało ujawnione, jest naprawdę nieźle. Mnie się podoba...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze