W Małej Galerii Fotografii, działającej w Muzeum Historii Miasta (Rynek 9), czynna jest ekspozycja prac Andrzeja Łady, artysty fotografika z Ostrowca Świętokrzyskiego.
Autor swoją wystawę zatytułował „ … moje pola pejzażu”, zaznaczając, że jest ona poświęcona nieżyjącemu twórcy „Kieleckiej Szkoły Pejzażu” Pawłowi Pierścińskiemu (1938-2017).
Tu należy sięgnąć do historii polskiej fotografii. W 1963 roku Jan Sunderland – krytyk sztuki, fotograf i współzałożyciel ZPAF – określił styl i sposób (kanon) fotografowania pejzażu, reprezentowany przez grupę kieleckich artystów skupionych wokół Pawła Pierścińskiego, mianem Kieleckiej Szkoły Pejzażu. Nazwa przyjęła się i funkcjonuje w historii fotografii.
– W swojej twórczości fotograficznej nigdy nie nawiązywałem do fotografii Pawła, doskonale wiedząc, że wszystko, co zrobię, to tylko kalka jego wspaniałych zdjęć. Pawła interesował szczególnie krajobraz kulturowy, naznaczony śladami pracy człowieka, zapisanej w rytmach bruzd, rysunku szachownicy, w strukturze różnorodnych poletek – mówi Andrzej Łada.
– Podczas zbierania materiału do mojego albumu „Nad Kamienną” dzięki Pawłowi poznałem Piotra Krupę, wicemistrza świata w motoparalotniarstwie. Piotr też był członkiem ZPAF. Zginął w 2016 roku podczas mistrzostw Polski w paralotniarstwie. Wylatałem z nim wiele godzin, doznając wspólnie różnych, czasami niebezpiecznych przygód. Będąc w powietrzu, podziwiałem rozmieszczone w przestrzeni pola, które układały się w dekoracyjną, charakterystyczną dla ziemi świętokrzyskiej polną szachownicę. Wtedy wpadłem na pomysł fotografii nawiązującej do twórców Kieleckiej Szkoły Krajobrazu. Wprawdzie była to zapożyczona stylistyka, ale fotografia z ptasiej perspektywy była moją kreacją, inspirowaną twórczością kolegów z Kielc – tłumaczy Andrzej.
Na wystawie pokazał dwadzieścia osiem czarno-białych fotografii formatu 70 x 50 cm. Płasko oświetlone pejzaże, złożone z pól i poletek położonych na pofalowanym terenie, a każde z tych pól ma inną fakturę stworzoną przez bruzdy świeżo zaoranej ziemi lub równe rzędy upraw.
Mnogość krzyżujących się linii, wyraźne, powielające się rytmy nawiązują do „filozofii” i Kieleckiej Szkoły Pejzażu. Natomiast nie ma tu nieba, nieodzownego elementu estetyki.
Ptasia perspektywa, z jakiej korzystał Andrzej, pozwalała zobaczyć więcej, szerzej, po prostu patrzeć na pejzaż zupełnie inaczej niż robił to Paweł Pierściński.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze