Reklama

Autostrada

12/04/2015 11:15

Kiedyś pracowałem w Życiu Przemyskim. Jako dziennikarz. Krótko, ale treściwie. Pamiętam z tamtych czasów taką oto sytuację. Miałem napisać krótki tekst o działalności miejscowej organizacji młodzieżowej. Czasy były konkretne i ściśle określone. Demokracja ludowa, jedynie słuszna linia jedynie słusznej partii wyznaczały niewielkie pole manewru. Mimo to starałem się zachować twarz i zdrowy rozsądek. Napisałem, jak widzę tę organizację młodzieżową i co niej myślę. Domyślałem się, że takie ujęcie tematu może się nie spodobać moim zwierzchnikom.

 Trudno. Działacz młodzieżowy (jak to pięknie brzmi!) opowiadał mi z zapałem takie dyrdymały, że przelanie tego bezpośrednio na papier stanowiło nie lada zagwostkę. Ująłem więc rzecz oględnie, aby jednocześnie nie doznać szwanku na duchu i nie popaść w nadmierną frustrację. Działacz ów bowiem  prezentował perspektywy rozwoju socjalistycznej rzeczywistości w sposób wyniosły i pompatyczny. Czynił to w sposób szczególny, z zadartą do góry głową i wymachując zamaszyście górnymi kończynami. W ogóle był cały czerwony. Mówiąc o młodzieży przemyskiej jeszcze bardziej się podkręcił. Podkreślił, że młodzież tę czeka jasna i obiecująca przyszłość. Osiągnięcie tego wzniosłego celu jest możliwe jedynie w szeregach jego organizacji. Zapamiętałem z tej wypowiedzi jedno charakterystyczne określenie. Młodzież kroczy do owego celu nie po omacku. Porusza się autostradą szczęścia. Zacytowałem to. Jakież było moje zdumienie, kiedy przeczytałem swój tekst już wydrukowany. Ktoś przerobił całkowicie moje wypociny, nadając im ścisły, ideologiczny dryl. Znajomi i przyjaciele omijali mnie przez jakiś czas szerokim łukiem. W tekście pozostało jednak coś mojego. Autostrada. W tym czasie nie wiedziałem za bardzo, jak to wygląda. Znałem to coś jedynie z amerykańskich filmów i z odsłuchiwania w kółko kawałka Deep Purple Higway Star. Nasze polskie drogi były co prawda pokryte masą bitumiczną i obsadzone po bokach topolami, ale to tyle. Sunęły po nich syreny i fiaty, trabanty i wartburgi oraz ciężarówki. Niedawno wróciłem z Pragi. Trasa z Przemyśla to 795 km. W tym 725 po autostradzie. To, co wcześniej można było zaliczyć za granicami, obecnie staje się naszym udziałem. Mknąc tym higwayem widać, że to już inna Polska. Szeroko, gładko, nowocześnie. Ekrany, mosty, zjazdy i cała reszta. Budzi to respekt i skłania do budującej refleksji. Ubóstwiany niegdyś odcinek Kraków – Katowice to teraz relikt minionej epoki. Mimo wszechobecnego jęczenia i narzekania kraj nasz się zmienia. Kiedy wracałem, tak się zapędziłem, że o mały włos zatrzymałbym się w Korczowej. Jaki z tego morał. Wykpiony przeze mnie działacz młodzieżowy okazał się prorokiem. Przewidział autostrady.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama