Mieszkańcy jednego z bloków skarżą się na sąsiedztwo baru, który znajduje się na parterze budynku. Twierdzą, że jest w nim za głośno, nawet po godz. 22. Właściciele odpierają zarzuty, zarzucając sąsiadom kłamstwo i nękanie.
Problemy zaczęły się, na początku 2016 r., gdy bar przejęli nowi właściciele. Tak twierdzą mieszkańcy, którzy poprosili nas o interwencję (dane do wiadomości redakcji). – Wcześniej prowadził go[paywall] starszy pan i miał klientów w swoim wieku. Coś było słychać, ale o godzinie 22 zawsze było zamknięte. Nie było żadnych imprez, śpiewów, telewizora i oglądania meczów. Wtedy nie przeszkadzało nam to tak bardzo – mówią.
Opowiadają, że jeśli zdarzało się, że było za głośno, zwracali uwagę właścicielowi i zawsze przynosiło to rezultat. – Nigdy nie wzywaliśmy policji i nie wysłaliśmy ani jednego pisma do spółdzielni – mówią.
Wszystko miało się zmienić w styczniu 2016 r., kiedy pojawili się nowi właściciele i zaczęli remont. – Prace trwały do 3 w nocy. Słychać było śmiechy i muzykę. Postanowiliśmy to przeczekać, ale niestety to się nie skończyło – relacjonują.
Po otwarciu – jak twierdzą – pojawili się też nowi, młodsi klienci. I zaczęło być głośniej. – Jak były mistrzostwa, zorganizowali tam strefę kibica. Wrzaski, gwizdy, przeklinanie słyszeliśmy wyraźnie w mieszkaniu. Aż do końca meczu, nieważne do której godziny trwał – opowiadają. – Raz poszedłem, żeby im zwrócić uwagę, to jeden z mężczyzn zaczął mnie szturchać – twierdzi mieszkaniec.
Jak mówią, słychać nie tylko krzyki, czy głośną muzykę, ale też przesuwanie krzeseł, czy innych przedmiotów. Zaznaczają, że nie dzieje się tak codziennie. Twierdzą, że po interwencjach robi się na jakiś czas ciszej.
Na miejsce wzywana była policja. Od kwietnia ubiegłego roku przemyska komenda otrzymała 9 zgłoszeń dotyczących adresu, pod którym znajduje się wspomniany bar. Część interwencji dotyczyła awantur i jednej szarpaniny w rejonie lokalu, jednak w chwili przyjazdu patrolu, na miejscu nie było ani sprawców, ani poszkodowanych. Inne dotyczyły zakłócania ciszy nocnej, a także zakłócania spokoju w ciągu dnia. Kilka razy zdarzyło się, że pokrzywdzony odwołał zgłoszenie albo że patrol nie stwierdził nieprawidłowości.
– Za każdym razem policjanci jadą i weryfikują zgłoszenie. W każdym przypadku funkcjonariusze informowali o dalszym toku postępowania i o kontakcie z dzielnicowym. Niejednokrotnie były prowadzone rozmowy z właścicielami i obsługą baru – mówi sierż. szt. Marta Fac oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. – Do tej pory nie było przez nas prowadzone żadne postępowanie w sprawie o wykroczenie – podkreśla.
Również Straż Miejska nie nałożyła na właścicieli baru żadnych mandatów. Lokal od 23 maja br. ma natomiast założoną kartę zadania doraźnego. Co to oznacza w praktyce? – Nasi funkcjonariusze jeżdżą tam cyklicznie. Mieliśmy tam kilkanaście kontroli i nie wykazały one żadnych zakłóceń ani incydentów, które mogłyby skutkować wnioskiem o cofnięcie koncesji na prowadzenie baru. Kontrole będą nadal prowadzone i gdyby coś się działo, będziemy informować urząd miejski – powiedział komendant Jan Geneja. Sugeruje, że jeśli sąsiedzi uważają, iż hałas jest zbyt duży, odpowiednie pomiary może przeprowadzić sanepid.
Mieszkańcy sprawę zgłosili do prezesa Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, która jest właścicielem lokalu. Powołali się m.in. na regulamin, który nie tylko nakazuje zachowanie ciszy nocnej w godz. 22.00 – 6.00 ale mówi, że „w pozostałych godzinach nie należy czynić zbędnego hałasu będącego uciążliwym dla innych mieszkańców”. Czują się jednak lekceważeni.
Prezes PSM Zbigniew Kurosz zapewnia, że na każde zgłoszenie jest reakcja zarządu spółdzielni. – Nie mam potwierdzenia takich zdarzeń z policji ani ze Straży Miejskiej. Nie mam powodów nie wierzyć mieszkańcom, ale na razie mam słowo na słowo, bo najemcy również nie potwierdzają tych zarzutów. A muszę udowodnić, że z winy najemcy musiałem rozwiązać umowę – mówi. – Najemca mówi, że przestrzega ciszy, stara się, żeby klienci zachowywali się spokojniej, wyciszył strop – dodaje Z. Kurosz.
Czy bar powinien w ogóle znajdować się na parterze bloku mieszkalnego? – Najlepiej, gdyby była tam poczta, bo na sklepy również mam skargi. Kiedyś tak budowano budynki, że tworzono na dole lokale użytkowe. Trudno zakazać tam prowadzenia działalności – tłumaczy.
Opinię w tej sprawie ma wydać również rada nadzorcza spółdzielni. – Sprawa nie jest zamknięta, może dojść do tego, że wypowiemy umowę najmu, ale szala musi się przeważyć na niekorzyść najemcy – zaznacza prezes.
Właściciele baru na wizytę dziennikarza reagują nerwowo. – To co ten pan mówi jest nieprawdą. Jemu wszystko przeszkadza – mówią stanowczo. Twierdzą, że to sąsiedzi są uciążliwi i zastanawiają się nad zgłoszeniem na policję sprawy o nękanie. Zapewniają, że zdarzenia, które miały miejsce w okolicy baru nie miały związku z lokalem. – Policja przyjeżdżała i żadne zgłoszenie się nie potwierdziło – mówią.
Problem jest trudny do rozwiązania. Z jednej strony mieszkańcy mają prawo do ciszy i spokojnego odpoczynku we własnych czterech ścianach. A bar znajdujący się piętro niżej siłą rzeczy niesie z sobą podwyższone ryzyko zakłócenia tego spokoju. Wystarczy tylko, że zbierze się kilkanaście osób i zacznie głośno rozmawiać. Z drugiej strony są właściciele lokalu, którzy mają prawo do prowadzenia takiej, a nie innej działalności i – jak wynika z danych – nie przekraczają prawa. Sprawa powinna być lekcją na przyszłość dla właścicieli takich lokali oraz ich sąsiadów, jeszcze przed wydaniem zgody na podobną działalność.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Najlepiej otworzyć aptekę wtedy będą zadowoleni
Pipa jesteśmy z tobą!!! Trzymaj się i walcz do końca z tym przygłupim sąsiadem, gdzie my będziemy chodzić jak zamkną nas pub!
Dziwi mnie tylko jedno co ten Pan chce uzyskać przez wypisywanie do gazet ..wzywanie straży miejskiej czy dzwonienie codziennie do spółdzielni;)... WSTYDZIŁ BYŚ SIĘ CHŁOPIE ...ale napiszę tu jedno i mam nadzieję ,że będzie Pan to czytał KARMA POWRACA i któregoś dnia obrócić się w Twoją stronę Kolego !!! nie pasuje miasto to jest jeszcze WIOSKA ;) mieszkając w bloku chce Pan uzyskać ciszę? Czytając ten artykuł nikt nie ma żadnych argumentów na to żeby zamknąć bar ;) pozdrawiam Pana serdecznie ;)
Witam mieszkam w tym bloku 30 lat i jakoś nie słyszałam tam żadnych krzyków, ale to tak jak z pizzerią było też im przeszkadzała chociaż zawsze był tam spokój niech oni się wyprowadzą. Pozdrawiam
oj problemy to co maja byc same koscioly w tym miescie tylko? te miasto umiera ludzi brak za nie dlugo zostana tylko same mochery.. zero inwestycji a jak sa to nie udane lub wogole nie potrzebne miastu i jego mieszkancom. ludziom zawsze wszystko przeszkadza. jak byly dancingi nad sanem kolo akademi tez przeszkadzalo boo przeciez za glosno ludzie mlodzi tez chca zyc... to nie te cczasy jak kiedys jabole pilo sie gdzies na wiochach czy nad woda.
Jednej osobie przeszkadza ale nie tylko bar.Nawet to ze sąsiedzi za głośno wchodza po schodach.Jeszcze chwila i nie bedzie można przejsc kolo pana okien.Skoro jest bar to chyba jasna sprawa ze przenosza transportery czy beczki jak maja to zrobić cicho? Smieszny artykul chyba juz nie maja o czym pisac.
Mieszkam nad sklepem Piotruś Pan codziennie rano przywożą towar pieczywo, tłuką się też zlikwidować ???
zlikwidować bar jak za głośno.
Zlikwidować tam siedzą same menele
Najlepiej otworzyć aptekę wtedy będą zadowoleni