Reklama

Bestia w rękach kata

30/05/2021 15:06

Przed wojną Mościska (30 km od Przemyśla) posiadały blisko 5 tysięcy mieszkańców, tj. Polaków, Żydów i Ukraińców. Zabudowania w mieście były przeważnie drewniane i ściśnięte. W nocy z 28 na 29 sierpnia 1933 r. doszło do bestialskiego morderstwa na dwóch bezbronnych kobietach – matki i córki. Czyn ten odbił się szerokim echem w przedwojennej Polsce. Bestię aresztowano. Rozprawa odbyła się w Sądzie Okręgowym w Przemyślu.

Nocą przez zamknięte okiennice domu Tekli Schlafowej i jej córki Brendy zaczęły się wydobywać kłęby dymu. Po chwili nadszedł przypadkowo posterunkowy. Zauważył języki ognia. Narobił krzyku, bo mogły się zapalić inne drewniane domy. Zbiegli się sąsiedzi. Wszyscy weszli do mieszkania, by ratować. Kiedy zobaczono, że obie kobiety nie żyją, zrobił się straszny ruch. Był też tam [paywall]– jak się potem okazało – sprawca mordu, który udawał przypadkowego przychodnia.

Aresztowanie

Dochodzenie nie było trudne. Świadkowie jednoznacznie wskazali na  Tadeusza Zycha, który w czasie pogrzebu denatek został aresztowany. Pod eskortą zaprowadzono go na miejsce zbrodni. Tam opisał dokładnie wszystkie szczegóły mordu i podpalenia mieszkania. Policjanci słuchali go z przerażeniem. Nie chciał tylko podać, gdzie ukrył zrabowane rzeczy. Potem zawieziono go do komisariatu w Mościskach.

Reklama

Przesłuchanie

Przy biurku siedział komisarz, jego zastępca zaś przemierzał wzdłuż pokoik. Przed nimi stał  przesłuchiwany szczupły brunet. Zych początkowo nie przyznawał się do zbrodni. Nagle pojawiła się jego żona. Poprosiła komisarza o rozmowę z mężem. Kiedy się rozstali, podejrzany się rozpłakał. W pewnym momencie padł na kolana i krzyknął, że zabił obie kobiety. Wyznał, że życie jest mu niemiłe. Wtedy zaczął długo opowiadać o swej niedoli. Obaj wytrawni oficerowie policji nie spotkali dotąd jeszcze tak cynicznego mordercy. Na ich twarzach malowały się obrzydzenie i odraza. Oto fakty z jego życia.

Bujne życie

Tadeusz Zych z Mościsk urodził się w 1894 r. Pięć klas szkoły powszechnej ukończył w wieku 18 lat. Początkowo pracował z ojcem na budowie jako murarz, potem podróżował po świecie. Przez pewien czas przebywał w Krakowie, we Lwowie, a później wyjechał do Francji. W 1915 r. został wzięty z Mościsk do wojska austriackiego. Szybko zdezerterował. Następnie ujęto go i wcielono do 89. Pułku Piechoty. Na froncie rosyjskim kilkakrotnie ranny. Ożenił się w 1922 r. Posiadał troje małych dzieci. Leczył się kilkakrotnie na chorobę weneryczną i czasami zaglądał o kieliszka. Klepał biedę.

Reklama

Winien ojciec?

Tadeusz obwiniał za to swego ojca, który prowadził firmę budowlaną. Syna nie chciał zatrudniać i nie udzielał mu pomocy finansowej. W efekcie nędza jego rodziny się powiększała. Mieszkali w starej ruderze, budzie, gdzie w zimie panowało przeraźliwe zimno. Dzieci były niedożywione i nie miały odpowiedniego przyodziewku. Po nocach całych, zamiast spać, rozmyślał nad tym, skąd wziąć pieniędzy. Wreszcie dojrzała w nim myśl. Postanowił kogoś zamordować. Począł szukać ofiary.

Przypadek

Okazja przyszła mu z pomocą. Wezwała go kiedyś do siebie stara Schlafowa, każąc mu naprawić ścianę w sypialni. Wziął się natychmiast do roboty. Kiedy pracował, weszła do pokoju właścicielka domu. Wydobyła z szafy papierową torebkę i włożyła do niej jakieś grubsze pieniądze. Wtedy przez głowę przemknęła mu szalona myśl, by ją zamordować i obrabować. Był to jednak biały dzień, a po mieszkaniu kręcili się obcy ludzie. Wykonanie planu musiał odłożyć.

Reklama

Obserwacje

Myśl o zamordowaniu kobiety i zdobyciu pieniędzy nie dawała mu spokoju. Co wieczór krążył koło jej domu i go obserwował. Wreszcie w poniedziałek wieczorem wśliznął się przez niedomknięte drzwi do korytarza, a stamtąd na podwórze. Ukrył się między komórkami i postanowił czekać nocy. W mieszkaniu było ciemno. Obie kobiety były na mieście. Czas mijał. Nagle zaskrzypiały drzwi i  ktoś wszedł do środka. Zapaliło się światło. W kuchni była sama Tekla Schlafowa – bez córki Brendy. Bandyta nie mógł się zdecydować na mord.

Podstęp

Po godzinnej obserwacji Zych wszedł jednak pod drzwi kuchenne i je otworzył. Kobieta siedziała i robiła pończochy na drutach. Kiedy stanął w drzwiach, podniosła głowę i zapytała ze zdziwieniem, co on robi w jej mieszkaniu w nocy. Ten tłumaczył się wykrętnie, że wraca z pracy, a po drodze chciał zobaczyć, czy ściana przeschła, bo może trzeba coś poprawić. Schlafowa zdjęła lampę naftową z wieszaka i weszła z nim do sypialni.

Reklama

Mord

Tekla odwróciła się od Zycha, by postawić lampę na stole. Wtedy uderzył ją żelaznym łomem w głowę. Osunęła się na łóżko. W tej samej chwili usłyszał kroki powracającej córki. Szybko przykrył ofiarę kapą, sam zaś wszedł do kuchni. Kiedy Brenda przekroczyła próg, ją też uderzył w głowę. Upadła na podłogę. Niespodziewanie ciężko ranna matka oprzytomniała. Na krótko. Wtedy znowu dostała kilka razy tym narzędziem. Kiedy ją mordował, odzyskała już przytomność młoda Schlafowa. Obawiając się, by nie narobiła hałasu, bandyta dobił ją uderzeniami.

Rabunek i podpalenie

Kiedy się przekonał, że obie kobiety nie żyją, zaczął rabować. Porozbijał wszystkie zamki, powyciągał wszystko z szaf i szuflad. Zrabował 110 zł (ukrył je pod ławką przed domkiem), kołnierz krymski, dwa pierścionki, kilka pięciokoronówek i prześcieradło. Nagle ogarnęło go przerażenie. Staroświecki zegar, wiszący w sypialni, zaczął wydzwaniać dwunastą godzinę w nocy. Przerażony palącą się świecą zaczął podpalać mieszkanie, by zatrzeć ślady. Szybko uciekł w panicznym strachu. Potem wrócił na miejsce zbrodni, by gasić pożar z innymi ludźmi. Następnie go aresztowano.

Reklama

Przemyskie więzienie

Zycha wywieziono do więzienia w Przemyślu, by mógł stanąć przed sądem okręgowym. Początkowo zachowywał się normalnie. Po kilku dniach rozpoczął głodówkę. Wtedy odżywiano go pod przymusem. Potem jadł już normalnie. Za to zaczął symulować chorobę umysłową. Raz mianował strażnika profesorem, innym razem okręcił sobie prześcieradłem szyję, krzycząc: „Śmierć, śmierć”.

W sądzie

Przewodniczący sądu okręgowego Poeche odczytał akt oskarżenia. Potem prokurator Łobaza wygłosił mowę oskarżycielską. Po nim zabrał głos adwokat oskarżonego. Następnie zeznawał podsądny, opowiadając o swej przeszłości. Trybunał udzielił mu ostatniego słowa. Wtedy Zych padł na kolana i załamując ręce, krzyczał: „Wysoki Trybunale! Dusza moja pali się już w piekle! Od was zależy, aby ją uratować, a gdy będziecie na drugim świecie, ona wam podziękuje!”.

Wyrok

Po naradzie przewodniczący ogłosił wyrok. Tadeusza Zycha skazano na karę śmierci przez powieszenie. Trupio bladego skazańca wyprowadzono z sali rozpraw. Po drodze pocałował żonę w rękę, nie powiedziawszy ani słowa. Obrona zwróciła się telegraficznie do kancelarii prezydenta Mościckiego z prośbą o łaskę. Prezydent nie skorzystał z tego prawa. Zbrodniarz został powieszony (źródło: „Tajny Detektyw”, 1933, nr 37 i 39).
Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości