– Za każdym razem, gdy płacę za podstawowe zakupy: chleb, masło, śmietanę, ser biały w kostce, 10 dekagramów szynki i 15 dekagramów edamu ryckiego w promocyjnej cenie, z najniższej półki laskę kiełbasy i kawałek kości rosołowej na zupę, sto złotych znika z portmonetki – skarży się przy kasie podmiejskiego sklepiku starsza pani. Ekspedientka taktownie milczy, ale kolejkowicze podejmują temat.
– Pani kochana, pani to ma przynajmniej męża – włącza się do dyskusji zapewne sąsiadka. – Jego renta, pani emerytura i jakoś dajecie radę. Co mam powiedzieć ja? Po śmierci mojego, niech mu ziemia lekką będzie, tysiąc z haczkiem musi mi wystarczyć na cały miesiąc – dodaje.
Trzecia w kolejce pani, w średnim wieku, raczej z rachunkami problemu nie ma. Wózek po brzegi wypełniony wiktuałami. Do rozmowy się nie włącza. Z pełną zrozumienia dla dyskutujących pań miną milczy. Czy to jej wina, że ją stać?
– A gdzie mąka, kasza, jajka, warzywa, makaron? Widziała pani cenę śledzi w oleju? Rosół w niedzielę jeszcze nie tak dawno raz na dwa tygodnie to na kawałku wołowego z kością moja stara ugotowała – włącza się straszy pan – a teraz tylko na udkach z kurczaka. Starszy pan jest podminowany, chyba wczorajszy lub nawet dzisiejszy. Być może ostatnie zaskórniaki na flaszeczkę, wyszły. Dorzuca siarczysty komentarz polityczny. Kogo dotyczy, kogo? Kolejka nie podejmuje tematu politycznego. Nie w kolejce. Już nie. W domu, to i owszem, przy ulubionej stacji telewizyjnej. Czemu nie, ale w kolejce, na przystanku autobusowym, u lekarza już nie.
Media donoszą o inflacji ponadpięcioprocentowej. Jest drogo. Będzie jeszcze drożej! – straszą nagłówki gazet nieprzychylnych rządowi. – Wyżywi nas polski rolnik – uspokajają nagłówki gazet przychylnych rządowi. A tymczasem zboża osiągnęły rekordowo wysokie ceny w skupach. Tylko patrzeć, o ile zdrożeją w sklepach mąka, makarony, wyroby mączne i moje ulubione Prince Polo.
Specjaliści, ekonomiści uspokajają: nadzieja nasza w rozpoczynających się (miejmy nadzieję obfitych) żniwach w Australii i Argentynie, głównych eksporterach zboża. Tak więc polski rolnik wespół z rolnikiem z antypodów uratują nasze budżety domowe.
Gdyby Państwo byli świadkami rozmowy na tematy cen w branży budowlanej, drzewnej, metalurgicznej, kamieniarskiej i farmaceutycznej, to proszę się nie irytować. Proszę zachować niczym niezmącony spokój. Szkoda zdrowia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze