W ubiegłym tygodniu przemyscy policjanci zatrzymali sprawcę kradzieży roweru, która miała miejsce 26 stycznia w jednej z przemyskich kamienic. Drobna sprawa kryminalna znalazłaby się co najwyżej w kronice policyjnej, gdyby nie okoliczności.
Na początku Lwowskiej, na parterze przedwojennej kamienicy mieszka pan Jan z żoną.
– W tamtym roku, na jesieni, pojawił się w okolicy pewien mężczyzna – opowiada Jan. – Miał około trzydziestu lat. Mówił, że pochodzi z Wielkich Oczu. Niedawno wyszedł z więzienia w Medyce i jest bezdomny. Nie raz przychodził do nas, mówił, że jest głodny i prosił o kromkę chleba i szklankę herbaty. Zawsze żona coś mu tam zrobiła.Często zdarzało się, że przychodził z porozbijaną twarzą. Specjalnie się nie dziwiłem, bo wśród bezdomnych pewnie tak jest, że sobie popiją i leją się, jeden drugiego. To było chyba pod koniec stycznia. Przyszedł i jak zwykle porosił o kromkę chleba i herbatę. Zapamiętałem, że akurat wtedy nie był porozbijany. Żona przygotowała jakąś kanapkę i herbatę i wyniosła mu na korytarz. Usiadł na drewnianych schodach i jadł. Potem wszedł do przedpokoju, żeby odnieść szklankę. Kiedy już wychodził, zauważyłem, że zwija pod pachą moją kurtkę. Zapytałem, co robi, a on tłumaczył, że ją tylko podniósł z podłogi, bo spadła z wieszaka. Wyszedł i przez okno zobaczyłem, jak odchodzi kilkadziesiąt kroków, a potem się wraca. Dopiero później się zorientowałem, że nie ma roweru, który stał w korytarzu oparty o schody. Nie był zabezpieczony, bo w naszej kamienicy nigdy nic nie zginęło. To nie był zwykły rower. Niemiecki diamant. Solidny, prawie niezniszczalny, wiadomo – niemiecka precyzja i wykonanie. W tysiąc dziewięćset czterdziestym dziewiątym roku podarował mi go znajomy, który wtedy był działaczem partyjnym i dostał przydział na rower. W czerwcu skończę osiemdziesiąt trzy lata, ale bez roweru nie mogę żyć. To na działkę pojadę, to gdzieś do kolegi, bo ruch jest potrzebny. Trzy dni później kupiłem nowy rower, ładny, ale już współczesny i na pewno nie taki solidny jak tamten – kończy Jan, pokazując nowy nabytek.
Zatrzymany przez policjantów 30-letni Krzysztof K. przyznał się do kradzieży i wyjaśnił, że rower sprzedał komuś przypadkowemu w pobliżu bazaru. Teraz o wysokości kary zdecyduje sąd. Za takie przestępstwo kodeks przewiduje nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.lolololololololololololololololololololololololol nie masz dowodów
to mój brat co za wstyd
lolololololololololololololololololololololololol nie masz dowodów