Reklama

Bosy Jemeńczyk na przystanku, czyli jak omal nie doszło do linczu


„Dzisiaj, 7 lipca, po 20 agresywny pan inżynier atakował kamieniami i cegłówkami ludzi, auta oraz zaczepiał kobiety na ulicy Mickiewicza (na wysokości sklepu rowerowego Rojax). Był agresywny i krzyczał cały czas w swoim języku. Policja podjęła interwencję i potwierdziła, że jest to imigrant. Został przekazany straży granicznej. Uważajcie na siebie. Jak widać, sytuacja ta nie tyczy się tylko większych miast, ale także naszego. Skoro ten imigrant dotarł do Przemyśla, to może być ich więcej” – takiej treści informacjo-apel można było znaleźć na jednym z portali społecznościowych. To rozpętało burzę, która mogła skończyć się publicznym linczem.


W sieci zawrzało. Od agresji, wzywania do przemocy wobec tego człowieka, rasizmu, szowinizmu. Merytoryka zdecydowanie przegrywała z mową nienawiści. Obcokrajowiec, imigrant został z miejsca „spacyfikowany” i zaszufladkowany. Jako najgorsze zło.

Było to młody Jemeńczyk. Obywatel kraju położonego w południowo-zachodniej Azji na Półwyspie Arabskim. Jemen jest bogaty w ropę naftową, gaz, diamenty, ma świetne położenie geograficzne, dostęp do dwóch mórz (od południa do Morza Arabskiego i Zatoki Adeńskiej, a od zachodu do Morza Czerwonego). Wydawałoby się, że kraj, który powinien być bogaty, i w którym powinno się dostatnio żyć. Nic z tych rzeczy. Mieszkańcy cierpią skrajne ubóstwo, dzieci umierają z niedożywienia, a konflikt zbrojny trwa od ponad sześciu lat. To, co się dzieje się w tym prawie 40-milionowym kraju określić można jako katastrofę.

Reklama

Trafił do Polski pewnie jak większość obcokrajowców trafi nad Wisłę od wielu, wielu lat. Tak jak takie osoby trafiały, trafiają i trafiać będą. Nielegalnie, bez grosza przy duszy i żadnego dobytku. Dlaczego? Pewnie uciekał przed dramatem, jakiego był naocznym świadkiem w swojej ojczyźnie.

Żadnego zgłoszenia

7 lipca br. – zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami – Straż Graniczna zwolniła go ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców w Przemyślu przy Bieszczadzkim Oddziale Straży Granicznej. Pierwsze kroki skierował na pobliski przystanek MZK.

Reklama

„Budźcie się ludzie szybciej. Za dwa miesiące będzie po nas”, „Przysięgam, jeśli zdarzy mi się taka scena, zanim zadzwonię po policję, z całych sił przedstawię inżynierom niektóre z materiałów budowlanych. Zacznę od podstaw: zbrojenia i szalunki”, „Jak to siedzi sobie na przystanku? Powinien już leżeć rozjebany jak gówno”, Mamy na szczęście wspaniałych kibiców zrobią porządek z siniakami”, „Złapać i utylizować!” – to tylko niektóre z komentarzy pod jednym z postów...

Płatny dostęp do treści

Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się

Pozostało 77% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 23/07/2025 18:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama