Taniec był tym, co kochała nad życie. 18-letnia Sara Staszyszyn, mistrzyni świata, Europy i Polski w tańcu na wózku inwalidzkim, całym swoim życiem udowadniała innym, że ograniczenia nie stanowią przeszkody w realizacji marzeń. 25 grudnia dobiegł jego kres. Sara odeszła zupełnie niespodziewanie. Dla bliskich i tych, którzy od lat śledzili Jej sukcesy, informacja o śmierci Sary była szokiem. Na mistrzostwach w Malcie miała zatańczyć z najukochańszą mamą Beatą, ale życie napisało inny scenariusz...
Sarę Staszyszyn kojarzy większość mieszkańców Przemyśla. Chyba nikt inny, tak jak Ona, nie potrafił dodać wiary w to, że niemożliwe jest na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko bardzo się chce zawalczyć o swój cel. Sara odeszła w święta Bożego Narodzenia, mając zaledwie 18 lat. Od małego zmagała się z nieuleczalną chorobą, która zahamowała jej rozwój – wrodzoną łamliwością kości III stopnia. Dodatkowo borykała się też z hiperglikemią. Była drobniutka i krucha fizycznie, poruszała się na wózku inwalidzkim, ale wewnętrznej siły walki i motywacji do działania wielu mogłoby jej pozazdrościć. Miała duszę wojowniczki. Jej wielkim marzeniem od zawsze było tańczyć. Taniec i muzyka prowadziły ją przez życie i jednocześnie napędzały. Wymarzyła sobie tańczyć mimo własnych ograniczeń. Nie przeszkodziły Jej one zostać mistrzynią Polski i świata.
„Najpierw to było marzenie, ale stało się pasją. Zaczęło się od oglądania filmików. Myślałam, że to piękne. Siostra zadzwoniła do Rafała Zakielarza i tak się zaczęło. Trener nie miał wcześniej styczności z niepełnosprawnymi, ale postanowił spróbować. Na początku sądził, że mi przejdzie, ale byłam uparta. Sam więc musiał zacząć ćwiczyć na krześle, by tworzyć dla mnie układy” – opowiadała w jednym z wywiadów dla ŻP 14-letnia wówczas Sara Staszyszyn.
Reklama
Jej upór był niemożliwy. Taką właśnie zapamiętał ją trener – zawsze zmotywowaną, zawsze gotową do sięgnięcia po swoje.
– Sara była dla mnie wielkim wyzwaniem – wspomina 18-latkę Rafał Zakielarz, właściciel Szkoły Tańca Golden Dance, który pozwolił jej uwierzyć w marzenia.
– Pamiętam, jak pojawiła się u mnie po raz pierwszy. Zapytała, czy będę z nią prowadził zajęcia taneczne. Przyznałem szczerze, że jeszcze nigdy nie szkoliłem nikogo poruszającego się na wózku, w dodatku obciążonego łamliwością kości. Pełen obaw, zgodziłem się. Chciałem spróbować. I tak się zaczęła nasza współpraca. To było jakieś 7 – 8 lat temu – powiedział w rozmowie z nami w piątek, 27 grudnia. Dzień przed ostatnim pożegnaniem Sary. – Była drobniutka, ciężko było dla niej znaleźć partnera. Sam nawet pojechałem z Nią raz na mistrzostwa Polski, żeby jej partnerować, bo bardzo chciała zatańczyć w duecie. Pamiętam, że zajęliśmy wtedy 1. miejsce. W Sarze najpiękniejsze było to, że mimo choroby potrafiła wspaniale wyrazić siebie w tańcu. Robiła to całym sercem – dopowiada R. Zakielarz.
W rozmowie z nami zdradził, że najskrytszym marzeniem Sary było założenie w przyszłości własnej szkoły tańca, dedykowanej osobom na wózku.
– Chciałem Jej w tym pomóc. Nie zdążyliśmy – mówi.
Sara miała 20 listopada lecieć na Maltę, gdzie planowała zatańczyć z mamą na mistrzostwach świata. Pod okiem trenera przygotowany został specjalny układ taneczny, który miały wykonać na tamtejszych zawodach. Niestety w wyniku niefortunnego ruchu podczas wykonywania codziennych czynności doszło u Niej do złamania i z planów musiała zrezygnować. Nie uda się już ich zrealizować...
Dużym wsparciem w realizacji marzeń Sary służył zawsze także przemyślanin Grzegorz Lewandowski. Jako przyjaciel rodziny pomagał w rozkręceniu zbiórki na profesjonalny wózek dla dziewczyny, dopasowany do Jej wzrostu i wagi. Pomagał też w organizacji wyjazdów na turnieje i zawody. Był, kiedy Sara potrzebowała wsparcia. Także wtedy, kiedy odchodziła.
– Sara odeszła nagle. W pierwszy dzień świąt, 25 grudnia. Kiedy oglądała z mamą telewizję, nagle krzyknęła i osunęła się na kanapie. Natychmiast wezwane zostało pogotowie. Jechałem za karetką do szpitala. Niestety jej kruchego życia nie udało się uratować. Do śmierci przyczyniło się schorzenie, na które cierpiała – łamliwość kości trzeciego stopnia. Odeszła jakieś 5 tygodni po ostatnim złamaniu, do którego doszło, gdy schylała się po długopis – przekazał nam G. Lewandowski.
Reklama
– Jak ją zapamiętałem? Zawsze, kiedy miałem w życiu gorszy czas i kiedy coś szło nie tak, myślałem o Niej i o tym, że skoro Ona, mimo swoich ograniczeń, może tak wiele, również i ja powinienem spróbować – wspomina.
– Była niezwykle upartą, wspaniałą osobą! Jej śmierć to ogromna strata. Powinniśmy wszyscy pamiętać o tym, czego udało się Jej dokonać dzięki niesamowitej wewnętrznej sile – podsumowuje.
Podczas uroczystości pogrzebowych na Cmentarzu Zasańskim, 28 grudnia, G. Lewandowski odczytał list od prezydenta RP Andrzeja Dudy do uczestników towarzyszących ostatniemu pożegnaniu Sary. "Żegnamy osobę, która imponowała wszystkim mającym okazję z Nią się zetknąć swoim wielkim duchem, pasją i entuzjazmem - pomimo że była, jak mało kto, dotknięta ogromnym cierpieniem. (..) Jej heroiczna postawa powszechnie wzbudzała najwyższe uznanie i inspirowała innych do refleksji nad tym, czy należycie doceniają własne zdrowie i cieszą się tym, co jest im dane" - napisał między innymi A. Duda.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze