Reklama

Były rotmistrz armii Denikina chciał wysadzić autobus

05/12/2021 14:21

HISTORIE DAWNE ŻP Firmy ubezpieczeniowe zawsze zdawały sobie sprawę, że od czasu do czasu dochodzi do wyłudzenia odszkodowania. Nieuczciwi ludzie najpierw się asekurują, a potem podpalają domy, stodoły z dobytkiem, sklepy, magazyny, samochody itp., by otrzymać zadośćuczynienie. W latach 1918 – 1939 istniały w Przemyślu cztery firmy ubezpieczeniowe, w tym Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych przy ul. Mickiewicza 17 – największy w mieście. Trzech cwaniaków ubezpieczyło w tej firmie stary autobus na bardzo wysoką kwotę, która przekraczała ponad dziesięciokrotnie wartość pojazdu. W ten sposób chcieli zrobić dobry interes.


Szofer Iwan Nikiforowicz Jeftoszenko przy autobusie

Założenie firmy

Iwan Nikiforowicz Jeftoszenko, były rotmistrz kawalerii w armii gen. Antona Iwanowicza Denikina (ur. w Łowiczu, rosyjski wojskowy, polityk pisarz), w wojennych czasach ugrzązł w Przemyślu, gdzie znalazł sobie lokum w chacie przy rodzinie Beheków na Kazanowie (dzielnica miasta). Zagospodarowawszy się, postanowił Iwan przenieść swój spryt w biznes i szybko się wzbogacić. Jednak jego początkowe interesy handlowe w mieście nie szły tak gładko i intratnie, dlatego postanowił zmienić zajęcie. Wtedy on ze Stefanem i Janem Behekami (ojciec i syn) uruchomili międzymiastowe przedsiębiorstwo przewozowe. W tym celu latem 1928 roku zakupili wspólnie za 2 tys. zł (dziś ponad 20 tys. zł) mocno wysłużony autobus, by kursować na linii: Przemyśl – Dobromil – Przemyśl.

Reklama

Walka z konkurencją

Nowy przewoźnik pasażerów spowodował – tak się na początku wydawało – zaciętą walkę konkurencyjną z dobromilskimi dorożkarzami, którzy rzekomo[paywall] wszelkimi dozwolonymi i niedozwolonymi sposobami zwalczali mechaniczny środek lokomocji. Fiakrzy mieli rozrzucać gwoździe i szkło tłuczone na drogach, którymi pędził autobus, by w ten sposób uszkodzić koła pneumatyczne. Ponadto kilka razy jacyś tajemniczy sprawcy pocięli ostrym narzędziem opony w autobusie. Mimo tych utrudnień autobus dalej wytrwale kursował. Niekiedy kierowca coś podejrzanego spotykał na drodze. Wtedy zatrzymywał się i usuwał przeszkodę. O tych wszystkich wydarzeniach właściciele firmy przewozowej rozpowiadali ze zdwojoną siłą, by jak najwięcej ludzi się o tym się dowiedziało.

Dziwna polisa

By uchronić biznes przed nieszczęściem, właściciele autobusu ubezpieczyli go w Powszechnym Zakładzie Ubezpieczeń Wzajemnych aż na 21 tys. złotych (dziś ponad 210 tys.) – skrajnie nieproporcjonalnie do jego wartości, Pojazd sfotografowano. Składka w pierwszym roku wynosiła 10 procent wysokości kwoty asekuracji. Jednak firma przewozowa miała swój plan, by nie płacić dalszych wysokich stawek. W niedługim czasie ktoś rzekomo chciał znowu jej zrobić krzywdę. Otóż na zakręcie drogi jacyś ludzie celowo podrzucili na drodze duży pień. Wydawało się, że dojdzie do wypadku, lecz autobus w ostatniej chwili jakoś zahamował. Temu wydarzeniu także nadano duży rozgłos, oskarżając i tym razem wredną konkurencją o te przestępcze czyny.

Reklama

Dym w szopie

W okresie zimowym, kiedy szybko zapadały ciemności, autobus pasażerski nie wracał do Przemyśla, lecz umieszczany był na noc w zwykłej szopie, a kierowca Iwan Nikiforowicz Jeftoszenko z pomocnikiem Stefanem Krawcem udawali się na nocleg. W lutym 1929 roku doszło w Dobromilu do niezwykłego wydarzenia. Późnym wieczorem sąsiedzi zauważyli wydobywający się dym z „garażu”. Kiedy tam weszli, zobaczyli pod zbiornikiem paliwowym autobusu rozsypany w dużych ilościach palący się proch strzelniczy nasączony benzyną. Od tej mieszanki prowadził do baku powoli tlący się konopny lont knotowy Zapalony na jednym końcu, miał spowodować wybuch pojemnika z benzyną, a tym samym pożar i zniszczenie autobusu. Jednak próba jego wysadzenia materiałem pirotechnicznym nie udała się do końca, ponieważ pojazd nie wybuch, lecz uległ nieco uszkodzeniu.

Dochodzenie

To nocne wydarzenie dało dużo do myślenia organom ścigania i wzbudziło uzasadnione podejrzenia. Okazało się, że przygotowany zamach został celowo sfingowany. Policja doszła do wniosku, że właściciele autobusu przez dłuższy czas celowo nagłaśniali i rzucali podejrzenia, jakoby konkurencja chciała im zniszczyć firmę przewozową. W rzeczywistości dorożkarze dobromilscy byli niewinni, a tym samym nigdy nie zwalczali metodami gangsterskim swoich konkurentów. Śledczy wykazali, że cała akcja pod względem pirotechnicznym przygotowana została wojskowym sposobem przez byłego rotmistrza armii Denikina. Lwowska „Gazeta Poranna” w 1929 roku (nr 8775) pisała, że postanowiono zniszczyć autobus i wyłudzić wysokie odszkodowanie od ubezpieczyciela. „Zaznaczyć jeszcze należy, że gdyby zamach powyższy był się udał, to nie tylko autobus, ale niemal połowa Dobromila byłaby się znalazła w strefie pożaru. Tylko czujności władz policyjnych (kom. Drewiński, Cybruch i st. post. Rachwał) należy zawdzięczyć, że katastrofa została zażegnana”.

Reklama

Finał

Aresztowano szofera Iwana Nikiforowicza Jeftoszenkę oraz jego pomocnika. Janowi i Stefanowi Behakom nie postawiono żadnych zarzutów, ponieważ w tym tragicznym dniu przebywali w Przemyślu i rzekomo nic nie mieli wspólnego z tym wydarzeniem, mimo że byli współwłaścicielami firmy. Ostatecznie skazano tylko tego pierwszego na karę 6 miesięcy więzienia. W ten sposób przemyska firma przewozowa przestała istnieć.


Józef Frankiewicz
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama