Całe życie z muzyką

20/09/2026 16:21

Wiele osób związanych z Przemyślem wnosi znaczący wkład w naszą kulturę i sztukę. Bez wątpienia również należy do nich dr hab. Tomasz Ślusarczyk.


Dr hab. Tomasz Ślusarczyk.

Kiedy w Twoim życiu pojawiła się muzyka?

– Naprawdę bardzo wcześnie (śmiech). Zaczęło się od szkoły muzycznej w Przemyślu, w której spędziłem dwanaście lat. Na początku nie było mowy o planach bycia muzykiem, ale na swojej drodze spotkałem znakomitych profesorów, takich jak: Jarosława Popowska, Helena Bliźniak, Michał Lipczuk. Znakomici pedagodzy, odpowiedzialni, w pełni oddani muzyce kierowali nas na głębokie wody. Nie tylko szkolna teoria, ale też praktyka, czyli zajęcia z orkiestrą czy chórem. Doskonale pamiętam zajęcia w chórze z profesorem Niemcem, kiedy śpiewaliśmy w różnych miejscach w mieście. Wtedy też grałem z różnymi orkiestrami: harcerską, kolejową i salezjańską, która przygotowywała misterium. Dwanaście lat w szkole muzycznej i aktywność w rozmaitych przedsięwzięciach to były wspaniałe doświadczenia, pozwalające później odnaleźć się w życiu zawodowym. To był główny impuls do poważnego zajęcia się muzyką. U Jana Łaskarzewskiego skończyłem klasę trąbki i za jego namową rozpocząłem studia na Akademii Muzycznej w Krakowie

Z prowincji w wielki świat?

– Dostałem się do najstarszej w Polsce klasy trąbki, a jednocześnie zacząłem grać w Orkiestrze Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie, co też było ważnym momentem mojej edukacji i ukierunkowało mnie od strony praktycznej. Chciałbym dodać, że w krakowskim środowisku muzycznym było wiele osób związanych z Przemyślem. Na przykład profesor Jan Śmietana, nota bene mój były sąsiad, oraz cała plejada utalentowanych Przemyślaków, którzy osiedli w Krakowie i nas wspierali.

Skoro o tym wspominasz, to świadczy, że Przemyśl wcale nie był taką prowincją?

– Oczywiście. Tutaj było bardzo mocne środowisko artystyczne działające na różnych poziomach i w wielu dziedzinach sztuki. Do dzisiaj wiele osób z Przemyśla pracuje w krakowskiej Akademii Muzycznej. Nawet obecny rektor akademii profesor Mariusz Sielski wywodzi się z Przemyśla.

Ukończyłeś akademię i rozpocząłeś życie zawodowe?

– Od początku było związane z działalnością orkiestrową. Współpracowałem z większością czołowych polskich orkiestr, ale najbardziej byłem związany z Orkiestrą Polskiego Radia i Telewizji w Krakowie, Capellą Cracoviensis oraz z Orkiestrą Filharmonii Krakowskiej. Zostałem też zaproszony do współpracy ze słynną orkiestrą XVIII wieku Franza Bruggena w Amsterdamie, z którą grałem prawie dwadzieścia lat. To doświadczenie wpłynęło na to, że zająłem się grą na instrumentach dawnych. Oprócz mojej działalności artystycznej, koncertowej drugim nurtem jest działalność pedagogiczna. Tu muszę się pochwalić – prawie każdy z moich absolwentów gra w czołowej polskiej orkiestrze. Prowadzę klasę trąbki w akademii krakowskiej i na Uniwersytecie Muzycznym imienia Fryderyka Chopina w Warszawie, gdzie uczę między innymi gry na trąbce historycznej i trąbce współczesnej.

Czym różnią się te trąbki?

– Budową. Trąbka historyczna nie ma wentyli, a współczesna ma.

Opowiedz o Festiwalu „Salezjańskie lato”, którego jesteś współautorem.

– Na powstanie tego festiwalu złożyło się wiele czynników. Podczas porządkowania archiwum pozostałego po szkole organistowskiej, a zniszczonego w 1963 roku, znaleziono bezcenne stare nuty. Wtedy powstała idea wskrzeszenia muzyki salezjańskiej, co byłoby kontynuacją koncertów, które odbywały się w Przemyślu od 1925 roku do początków drugiej wojny. Pierwsze kroki stawiałem w orkiestrze salezjańskiej i byłem przesiąknięty tym duchem, więc zaangażowałem się w to. Impulsem było też odnowienie starych organów i w 2000 roku zagraliśmy na nich pierwszy koncert. Ideę organizacji festiwalu podjął nieoceniony ks. Leszek Leś, ówczesny proboszcz parafii salezjańskiej, pomysł poparła pani Renata Nowakowska, która wtedy była naczelnikiem Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego w Przemyślu. Chcieliśmy nawiązać do ponadstuletniej tradycji muzycznej salezjanów, nie ograniczając się do muzyki organowej, ale też zaprezentować całe spektrum muzyki klasycznej. Wtedy odbyło się dziesięć koncertów z udziałem najwybitniejszych polskich muzyków. Po kilku latach festiwal z salezjańskiej imprezy niszowej przekształcił się w coś większego. W Przemyski Międzynarodowy Festiwal „Salezjańskie Lato Muzyczne”, którego dwudziesta szósta edycja odbyła się w tym roku. Odnajdujemy niezwykłe zabytki kultury muzycznej, które jakimś cudem przetrwały zdeponowane u sióstr benedyktynek, a świadczące o tym, że Przemyśl ma ogromne tradycje. Na przykład tak zwana „szkoła kompozytorów” skupiona wokół Mychajła Werbyckiego, którego wiele kompozycji udało się zaprezentować w czasie dwudziestu sześciu edycji festiwalu. Organizacja tego przedsięwzięcia wymaga dużego nakładu sił i energii, ale zawsze są „dobre duchy”, które wspierają festiwal, bo on dowodzi naszej tożsamości, naszego regionu. Zawsze trzeba walczyć o sztukę i kulturę muzyczną, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdzie jest ona bardzo spłycana. Oczywiście nie ograniczamy się tylko do muzyki dawnej, stąd też w czasie festiwalu gramy muzykę współczesną, jak jazz. W okresie trwania festiwalu do Przemyśla przyjeżdżają melomani z całej Polski, co świadczy o tym, że formuła jest trafiona.

Wiem, że ostatnio kilka razy wyjeżdżałeś do Grecji. Chyba nie po to, żeby opalać się na którejś z pięknych plaż?

– Grecją zainteresowałem się, badając i szukając źródeł irmoługionów przemyskich (księgi liturgiczne w kościele prawosławnym i greckokatolickim zawierające pieśni – przyp. J.S.). Dwóch z tych rękopisów do dzisiaj nie jesteśmy w stanie odczytać. Podążając śladami kultury greckiej i bizantyjskiej, która była kultywowana na naszych ziemiach, trafiłem na półwysep Athos. Tam, w odciętych od świata klasztorach prawosławnych mnisi żyją w autonomicznej wspólnocie według reguł tak starych, jak chrześcijaństwo. Jako ciekawostkę powiem, że od dziesiątego wieku nie weszła tam żadna kobieta. Jest to chyba jedyne na świecie miejsce, gdzie przekaz muzyczny odbywa się na zasadzie ustnego przekazu z pokolenia na pokolenie. Owszem są zapisy, ale oprócz zapisów najbardziej interesująca jest praktyka wykonawcza przekazywana nie w nutach, ale w sposób werbalny, co wynika z hermetyczności tego miejsca.

Czy oprócz muzyki w Twoim życiu jest jeszcze miejsce na inne zainteresowania?

– Tak. Pasjonuję się zielarstwem i fotografią. Nawet miałem już wystawę w Muzeum Archidiecezjalnym w Przemyślu, na której pokazywałem zdjęcia właśnie z Athos.

Dziękuję za rozmowę.

Jacek Szwic

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/09/2026 16:21

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki