Mimo ambicji, chęci i woli walki futsaliści Eurobusu Przemyśl doznali pierwszej porażki we własnej hali. Od razu trzeba sprawiedliwie zaznaczyć: zasłużonej. Ciąg mniej lub bardziej logicznych wydarzeń podczas 40 minut spotkania miał ogromny wpływ na końcowy wynik. Ale takie mecze będą się zdarzać i nie ma co z tego robić tragedii. „Czerwone Smoki” z wielkopolskich Pniew udzieliły beniaminkowi surowej lekcji kunktatorstwa, wyrachowania, konsekwencji i precyzji. Lekcji, z której jak najszybciej trzeba wyciągnąć odpowiednie wnioski. Już w środę, 18 października br., będzie nowe rozdanie. Do Przemyśla zawita beniaminek z Kamienicy Królewskiej.
Jeśli ktoś sugerował się przed tym spotkaniem widokiem tabeli FOGO Ekstraklasy i na tej podstawie sądził, że beniaminek powinien zainkasować komplet punktów, był w wielkim błędzie. Klasyfikacja po czterech kolejkach niczego nie mówiła o „Czerwonych Smokach” z Pniew. To bardzo doświadczony i ograny na tym szczeblu rozgrywkowym zespół, który w zeszłym sezonie zajął znakomite 5. miejsce. Zespół grający bardzo nieprzyjemnie dla każdego rywala, wysokim pressingiem, twardą defensywą, opierająca ofensywę na dwóch mocnych piwotach i mobilnych skrzydłach. I te wszystkie walory pokazali na parkiecie hali Przemyskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
Zaczęło się wybornie, bo już po 4 minutach gry Eurobus objął prowadzenie. Victor Diego zagrał do Jaroslawa Lebida, a ten uderzeniem po parkiecie pokonał Błaszczyka. Były to jednak miłe złego początki. Gospodarze cisnęli, ale brakowało zimnej krwi w finalizacji akcji. Wynik mogli podwyższyć: Mateusz Wanat (8. i 15.), Eryk Kiełbasa (10.) czy Eryk Sarzyński (13. min). Goście się odgryzali, ale dwukrotnie kapitalnymi interwencjami popisał się Roman Koltok. Niewykorzystane sytuacje zemściły się po upływie kwadransa. Ładnie, kombinacyjnie wykonany rzut rożny sprawił, że Bartłomiej Gładyszewski znalazł się na czystej pozycji, z której doprowadził do równowagi. Po kilku sekundach odpowiedzieć mógł Kamil Bała, ale tym razem refleksem błysnął Błaszczyk.
Suma nieszczęść, jakie przydarzyły się przemyślanom w II połowie, nie mogła przynieść innego rozstrzygnięcia. Z pewnością wyglądałoby to wszystko inaczej, gdyby nie „babol”, jaki po upływie dwóch minut przytrafił się całej defensywnej formacji Eurobusu. German strzelił sobie w kierunku bramki, a piłka wylądowała w siatce. To było pierwsze z cyklu mniej lub bardziej logicznych wydarzeń w tej części gry. Kolejnym była postawa duetu sędziowskiego. Nie wypaczyli rezultatu, ale niekonsekwencją wprowadzili agresję na parkiet. Najjaskrawszym przykładem była sytuacja z 26. min, kiedy wyrzucili z parkietu Hrihorija Zankę za uderzenie przeciwnika, a prowodyra całej sytuacji, czyli Romero Amaro Germana ani nie tknęli, choć to on wcześniej faulował Zankę. Kolejne nieszczęście to kontuzja J. Lebida po kilku minutach II odsłony. Reprezentant Ukrainy już się nie pojawił na placu gry.
No to kolejne epizody do wianuszka: remis powinien być tuż po nieszczęsnej utracie drugiego gola przez Eurobus. Jedną z dwóch stuprocentowych szans, jaką mieli kilkanaście sekund po sobie Eryk Kiełbasa i K. Bała musi się wykorzystać, chcąc myśleć o korzystnym rezultacie. Po czerwonej kartce dla H. Zanki, „Czerwone Smoki” bezlitośnie wykorzystały grę w przewadze. Drugą swoją bramkę zdobył German. Jak kilka chwil później Mateusz Kostecki i German nie wykorzystali idealnych okazji, nie wiadomo. Ten pierwszy, mając pustą bramkę, trafił w słupek, ten drugi – w poprzeczkę. Ale co się odwlecze… Strata piłki przez Victora Diego i Patryk Hoły trafił bez litości na 1:4. Nadzieję przywrócił E. Kiełbasa, który sfinalizował kombinację partnerów przy rozegraniu rzutu wolnego. Za moment popularny „Smoła” mógł zdobyć kontaktową bramkę, ale trafił w spojenie słupka i poprzeczki. Na 5 minut przed finałem nie było już czego bronić. Trener Robert Kurosz zdecydował się wycofać bramkarza, a to wymagało od jego zawodników absolutnej precyzji w rozegraniu akcji w przewadze. Niestety, dwie straty piłki zakończyły się dwoma celnymi strzałami „Czerwonych Smoków” do pustej bramki.
Bramki: 1:0 Lebid 4:03 min, 1:1 Gładyszewski 15:25 min, 1:2 German 20:58 min, 1:3 German 28:25 min, 1:4 Hoły 31:48 min, 2:4 E. Kiełbasa 32:50 min, 2:5 Klatkiewicz 36:49 min, 2:6 German 40:00 min.
Sędziowali: Dominik Cipiński i Marcin Gutkowski (obaj z Łodzi). Żółte kartki: Wanat, Victor Diego, Zanko, Rudnicki, E. Kiełbasa oraz Hoły, Błaszyk, Klatkiewicz i Skrzypek. Czerwona kartka: Zanko (27:20 – druga żółta). Widzów: 800.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze