Radosław Dziubiński jest policjantem w Komendzie Miejskiej Policji w Przemyślu. Wcale nie wygląda na atletę, ale lubi ekstremalne wyzwania. Niedawno pokonał dystans pełnego „Ironmana”, czyli prawie 4 km pływania, 180 km jazdy rowerem i ponad 42 km biegu. To wyzwanie tylko dla najtwardszych. Walczył nie tylko z dystansem, ale przede wszystkim z… głową i z samym sobą.
– Przez ostatnie 12 lat pełniłem służbę w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu, a od niedawna objąłem stanowisko asystenta w Zespole Kadr i Szkolenia Wydziału Administracyjno-Gospodarczego tejże komendy. Od najmłodszych lat prowadzę aktywny tryb życia. Można powiedzieć, że miłość do sportu mam zapisaną w genach. Rok temu, po ukończeniu połowy dystansu Ironmana, udzieliłem wywiadu, w którym przedstawiłem swój kolejny cel: dwa razy dłuższy dystans, czyli 3,8 km pływania, 180 km na rowerze i na koniec przebiegnięcie pierwszego w życiu maratonu. Nie było więc wyjścia, musiałem dotrzymać słowa.
– Od zawsze lubiłem stawiać sobie coraz to nowe wyzwania, mierzyć się z samym sobą, rywalizować i przełamywać własne bariery. Jest to coś, co daje mi radość. Nie lubię stać w miejscu. Już jako dziecko podziwiałem w telewizji różnego rodzaju zawody sportowe. Wtedy nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z tego, że sam mogę podjąć się czegoś tak ekstremalnego. Triathlon nie był jeszcze wtedy tak popularny. Tym bardziej utwierdziło mnie to w przekonaniu, że nie jest to wyzwanie dla amatorów. Warto dodać, że interesowały mnie różne dziedziny sportu, nigdy nie skupiałem się na jednej. Jednak pływanie, rower i bieganie były mi najbliższe. Uwielbiam pływać, gdyż moje rodzinne strony to Mazury, a tam nie brakuje wspaniałych miejsc do aktywności w wodzie. Na rowerze jeżdżę od zawsze. Nigdy nie bałem się długich i wyczerpujących wypraw. Natomiast przez poważną kontuzję kolana nie byłem w stanie biegać dłuższych dystansów. Po jego udanej rekonstrukcji zacząłem więcej biegać i brać udział w zawodach.
– W połowie lutego tego roku wziąłem udział w dwóch zawodach jednego dnia. Nie nastawiałem się na wiele. Podczas Zimowej Karpackiej Piątki wystartowałem w krótkim, ale ciężkim biegu, poszło mi całkiem nieźle. Następnie, na specjalne zaproszenie organizatorów, udałem się do Łańcuta na 3. Halowy Triathlon. Zająłem tam 7. miejsce, a oprócz tego okazało się, iż byłem najszybszym biegaczem. Największy progres zrobiłem właśnie w bieganiu, co widać po wynikach, jakie osiągam w kolejnych zawodach. Jednodniowy rowerowy przejazd solo na odcinku Przemyśl – Zamość – Przemyśl, wypad na kawkę z Przemyśla na krakowski Rynek, podróż rowerem do Lwowa czy przepiękna pętla wokół Tatr, to tylko niektóre z moich zrealizowanych planów. Za bardzo udany uważam swój pierwszy w życiu start w zawodach Tour de Pologne amatorów, który odbywał się na ciężkich podjazdach w naszym rejonie[paywal].
– Dystans pełnego Ironmana to: 3 tysiące 800 metrów pływania, 180 kilometrów jazdy na rowerze i przebiegnięcie maratonu, czyli ponad 42 kilometrów. W Polsce można się z nim zmierzyć w trzech miejscach. Mój wybór padł na Ocean Lava Triathlon Bydgoszcz-Borówno, który ma najdłuższą historię. Zawody są tam rozgrywane od 1997 roku. Pływanie przebiegło bezproblemowo. Nie wiem nawet, kiedy minęło te półtorej godziny. Natomiast w połowie dystansu rowerowego dopadły mnie problemy żołądkowe, przez co mocno osłabłem i nastąpił spory kryzys. Silny upał niczego nie ułatwiał. Udało mi się jednak z tym uporać i wróciła moc do dalszej walki. Po sześciu i pół godzinie w siodle przyszedł czas na najdłuższy w życiu bieg. Początek był zgodny z planem i tempem, jakie sobie założyłem. Jednak dosyć szybko pojawiła się kolejna, chyba najcięższa przeszkoda, związana prawdopodobnie z kamieniem nerkowym. Spowodowało to, że nie mogłem złapać rytmu i tempa. Chociaż były siły, ból mocno mnie ograniczał oraz sprawiał, że bieg był prawdziwą męczarnią. W tym miejscu zaczęła się już walka tylko i wyłącznie z głową i z samym sobą. Pokonując dystans pełnego Ironmana, męczyłem się niespełna dwie godziny dłużej, niż zakładałem. Najważniejsze jest to, że zrealizowałem marzenie. Kto mnie zna, ten wie, że mimo przeciwności, zawsze potrafię dotrzeć do celu i nigdy się nie poddaję.
– Gdy dwa i pół roku temu podjąłem decyzję o wzięciu udziału w pierwszym triathlonie na krótkim dystansie, mój każdy dzień wypełniają treningi, skupiam się na wszystkich trzech dyscyplinach. Do połówki Ironmana przygotowywałem się indywidualnie, natomiast w przygotowaniu do pełnego dystansu pomógł mi między innymi profesjonalnie przygotowany plan treningowy.
– Przygotowania nigdy nie były dla mnie przymusem czy męką, bo po prostu lubię trenować. To moje hobby od dziecka i sprawia mi to przyjemność. Poza tym, codzienne treningi są dla mnie odskocznią od pracy. Zawsze pomagały mi oczyścić umysł po wymagającej służbie w policji. Mimo trójzmianowego systemu pracy, nie jest problemem znalezienie jednej do trzech godzin na trening, rano przed pracą lub po południu, po służbie. W niektórych treningach towarzyszy mi narzeczona, która ma już za sobą kilka startów biegowych i rowerowych, a także syn, w którym – mam nadzieję – również dojrzewa chęć rywalizacji.
– Taka osoba musi być nie tylko silna fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Trzeba mieć świadomość, że podczas zawodów mogą się pojawić nie tylko problemy fizyczne, ale i mentalne. Wytrwałość, chęć przełamywania barier, wychodzenie z własnej strefy komfortu, systematyczne i konsekwentne dążenie do celu, są niezwykle ważne. Istotna jest też umiejętność kontrolowania stresu i niepoddawaniesię, gdy pojawi się jakaś przeszkoda. Po tylu startach wiem, jakim wspaniałym uczuciem jest dotarcie na linię mety pomimo trudności.
– Takie magiczne słowa po raz pierwszy zostały do mnie skierowane, gdy wbiegałem na linię mety w Bydgoszczy. Od tego czasu nazywają mnie tak znajomi, nawet podczas innych startów. Trochę żartobliwie, ale jednocześnie z podziwem zaczęli się tak do mnie zwracać. Sam fizycznie nie czuje się „człowiekiem z żelaza” – to z uwagi na moją posturę, raczej nie wyglądam jak atleta. To pytanie wywołało jednak u mnie pewne wspomnienie, gdy niespełna dwadzieścia lat temu, w gorszym okresie mojego życia przyjaciel powiedział mi, że jestem twardszy niż niemiecki czołg. Mam świadomość, że jestem silny psychicznie, a takie starty jeszcze bardziej kształtują mój charakter.
– Mówi się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W przypadku sportowców każda linia mety może być początkiem nowych wyzwań. Jeśli się to kocha, nabiera się ochoty na więcej. U mnie się to sprawdza, ale są osoby, którym wystarczy spróbować tylko raz. Swoją pasją do sportu zaraziłem sporo osób. Często zachęcam znajomych do brania udziału w zawodach i w przypadku wielu osób nie skończyło się na jednym starcie, co bardzo mnie cieszy.
– Jestem w trakcie przygotowań do przebiegnięcia samego maratonu w lepszym czasie od tego, który osiągnąłem podczas pełnego dystansu Ironmana. Mimo, że będzie to mój drugi bieg na tym dystansie, uważam go i potraktuję jako debiut. Coraz częściej myślę o przeniesieniu się z płaskich, asfaltowych tras na dłuższe trailowe, a może i w dalszej przyszłości, o ile zdrowie pozwoli, górskie ścieżki. W przyszłym sezonie chciałbym poprawić swój czas na dystansie połowy Ironmana na zawodach za granicą, podczas większej imprezy na światowym poziomie. W trakcie różnych startów często spontanicznie planuję następne wyzwania. Mam już kolejny szalony pomysł, ale z uwagi na to, iż zostałem poproszony przez najbliższe mi osoby o zaniechanie tak ekstremalnych wysiłków, wolałbym go na razie nie zdradzać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze