– Dziwimy się trochę, kiedy na sali obrad podczas sesji rady miejskiej są wszyscy przewodniczący zarządów osiedli, a nie ma tylko naszego. Ma zakaz przychodzenia na sesje czy co? Jak więc reprezentuje nasze interesy? – zastanawiają się niektórzy mieszkańcy osiedla „Salezjańskie”, a konkretniej ulicy Glazera.
Przewodniczącym Zarządu Osiedla nr 5 „Salezjańskie” w Przemyślu jest Janusz Łukasiewicz. Został nim wcześniej, niż naczelnikiem Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Przemyślu. W kuluarach magistrackich pojawiła się informacja, że naczelnicy wydziałów mają zakaz – wydany przez prezydenta miasta Roberta Chomę – uczestniczenia w sesjach rady miejskiej, kiedy program obrad nie dotyczy ich wydziału. Mają być wówczas w pracy, a nie przesiadywać na sali. Skądinąd bardzo słuszne stwierdzenie, bo za to m.in. biorą pieniądze. Problem w tym, że naczelnik Łukasiewicz – zdaniem mieszkańców osiedla – powinien przysłuchiwać się obradom tak, jak czynią to niemal wszyscy pozostali przewodniczący przemyskich osiedli[paywall]. Tyle, że koliduje to z godzinami jego pracy, sesje rozpoczynają się bowiem najczęściej o godzinie 9.
– Trochę to dziwne, bo jeśli w trakcie sesji jest na przykład mowa o naszym osiedlu, zastanawiamy się, kto wówczas reprezentuje nasze interesy. Przewodniczącego i naczelnika w jednej osobie najczęściej nie ma – tłumaczą mieszkańcy osiedla nr 5 „Salezjańskie”.
– Jako takiego zakazu przebywania naczelników na sesji rady miejskiej oczywiście nie ma. Naczelnicy są na posiedzeniach obecni podczas referowania i głosowania projektów uchwał dotyczących bezpośrednio zakresu działania wydziałów, którymi kierują. W pozostałych przypadkach takiej potrzeby nie ma. Prezydent prosi natomiast o ich obecność na najważniejszych w roku posiedzeniach rady, czyli sesji absolutoryjnej i budżetowej – wyjaśnił rzecznik prasowy UM w Przemyślu Witold Wołczyk.
Naczelnik Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Urzędu Miejskiego w Przemyślu Janusz Łukasiewicz: – Nie mam z tym żadnego problemu. Jak tylko mogę, uczestniczę w sesjach. Gdy nie mogę, na sali jest zawsze osoba, która reprezentuje interesy naszego osiedla. Czasami bywa pani Kasjan, jako członek zarządu, a zawsze jest pan radny Kamiński, który także należy do zarządu osiedla. Bycie naczelnikiem wydziału w żadnym wypadku nie przeszkadza mi złożyć interpelację, zapytać o coś w interesie mieszkańców. Powiem więcej: mam większe możliwości, bo nie muszę kluczyć po urzędzie. Kiedy wiem, że podczas sesji będzie punkt dotyczący naszego osiedla, zawsze jestem obecny. Przyznam na koniec, że jednak trochę dziwię się pretensjom niektórych mieszkańców. Systematycznie organizujemy dyżury na osiedlu i od dłuższego czasu nikt nie przychodzi, więc nie wiem, w czym jest problem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.nastepny jedna kadencje radnym a teraz naczelnik sportu by go hu... zajebal korwa auta kiedys sprzedawal zznowu sie szykuje na radnego w dupe je....
To jest nieporozumienie! Albo jedno, albo drugie... albo można być naczelnikiem albo ...inne funkcje. Nie ma ludzi niezastąpionych!!!
Zwalić go z obu fuch! Nigdzie nic nie robi... tylko się plącze...
Wybory idą jak nic
nastepny jedna kadencje radnym a teraz naczelnik sportu by go hu... zajebal korwa auta kiedys sprzedawal zznowu sie szykuje na radnego w dupe je....
To jest nieporozumienie! Albo jedno, albo drugie... albo można być naczelnikiem albo ...inne funkcje. Nie ma ludzi niezastąpionych!!!