Reklama

Czy władze miasta nie lubią lodów?

Olbrzymie poruszenie i wzburzenie wśród mieszkańców Przemyśla (ale nie tylko) wywołał fakt zamknięcia tarasu przy kultowej Cukierni „Fiore”. Tarasu, na którym w upalne dni tłumy raczyły się przede wszystkim lodami. Właściciel obiektu Jan Teuchmann uważa, że zrobił wszystko, aby było tak jak przez ostatnich 20 lat. Z zebranych przez nas informacji wynika, że niemal cała wina leży po stronie magistratu. Pytanie więc: dlaczego władze miasta nie lubią lodów? Tych z ulicy Kazimierzowskiej.

Absolutnym początkiem znanej obecnie nie tylko w Przemyślu czy regionie Cukierni „Fiore” była budka z lodami z automatu, która powstała w 1986 r. Z czasem zamieniono je na gałkowe. Te systematycznie zyskiwały na jakości i smaku, by w końcu stać się jednym z hitów Starego Miasta. Wytwarzanych według własnej, tajnej receptury. Cukiernia pod obecną nazwą istnieje od 2003 r. i miłośnikom lodów serwuje ok. 50 smaków! Osiem lat temu lody z „Fiore” bezapelacyjnie wygrały ranking wyszukiwarki zumi.pl, który miał rozstrzygnąć, gdzie serwują najlepsze lody w kraju. Na lody z Przemyśla internauci oddali prawie 3 tys. głosów. Nie była to pierwsza i ostatnia nagroda dla „Fiore”.

Idiotyzm. Tylko w czyim wykonaniu?

Kiedy przed kilkoma tygodniami osoby, które chciały zjeść lody na tarasie, witał potykacz z informacją: „Uprzejmie informujemy, że nie uzyskaliśmy zgody[paywall]na użytkowanie tarasu”, rozpętała się burza w internecie. Można ją podsumować jednym z wpisów na portalu społecznościowym: „Czy może mi ktoś wyjaśni, dlaczego ten taras przy kawiarnio-cukierni Fiore jest nieczynny? Tłumy ludzi, ogródek od ulicy Kazimierza Wielkiego przepełniony i mocno nasłoneczniony, a taras? To jest jakiś idiotyzm, tylko w czyim wykonaniu?”.

Reklama

– Władze miasta przez 20 lat kompletnie nic nie zrobiły na tym terenie, którego są właścicielem. Obciążano mnie tylko wszystkimi możliwymi obowiązkami, które nie leżały po mojej stronie. To nie ja, jako dzierżawca, miałem obowiązek doprowadzić go do używalności. Ale to zrobiłem. Obecny jego wygląd to wiele pieniędzy włożonych przeze mnie w jego odnowienie i rewitalizację pod okiem pani konserwator zabytków. Lekko licząc około 200 tysięcy złotych. Potem przez lata pielęgnowałem taras, podobnie jak wielką rabatę ze skalniakami, która również znajduje się na terenie należącym do miasta. Dwa razy w roku robiłem niezbędne przeglądy, choć nie miałem takiego obowiązku – powiedział właściciel „Fiore” Jan Teuchmann. – Wiedząc, że kończy mi się 20-letnia umowa na dzierżawę (grudzień 2021 r. – przyp. aut.), już w sierpniu zeszłego roku chciałem podjąć rozmowy na temat jej przedłużenia. Nie dostałem żadnej odpowiedzi. Widząc, że trzeba pójść najkrótszą drogą, czyli bezprzetargową, w listopadzie zeszłego roku napisałem pismo do pana prezydenta, w którym poprosiłem o choć trzyletnią dzierżawę. Pozostało bez odpowiedzi. Ta z propozycją podpisania umowy na dzierżawę tarasu przyszła 20 marca tego roku. W decyzji był nakaz zapłacenia za dzierżawę od początku tego roku. Czyli miałem zapłacić za ponad trzy miesiące, kiedy dzierżawcą nie byłem – dodał.

Kafka by tego nie wymyślił

Jednym w warunków, pod którymi miasto miało podpisać umowę na kolejne lata dzierżawy, było... wyremontowanie przez J. Teuchmanna wszystkich lokali, które znajdują się pod tarasem! Jak powiedział właściciel „Fiore”, sam Franz Kafka by tego nie wymyślił.

Reklama

Pod jednym z postów związanych z zamknięciem tarasu rozgorzała dyskusja między radną Grażyną Stojak, byłą Podkarpacką Wojewódzką Konserwator Zabytków w Przemyślu, a prezydentem miasta Wojciechem Bakunem.

Radna KO napisała m.in.: „Urząd Miasta nie podołał z przygotowaniem tarasu i właściwej umowy. 20-letnia dzierżawa wygasła w grudniu 2021 roku. To przecież właściciel dokonuje napraw, a dzierżawca – dzierżawi, płacąc za to. Inwestować można w swój teren”.

W. Bakun zripostował: „Takie pisanie nieprawdy nie przystoi Pani radnej, w dodatku wykładowczyni akademickiej. Miasto chciało i do tej pory chce wydzierżawić taras, jednak wymaga od właściciela (??? – przyp. aut.) spełnienia określonych warunków. Jeśli uważa Pani, że w interesie miasta jest zainwestowanie w remont tarasu 200 tys. zł, a następnie wynajęcie go za 3 tys. rocznie lub sprzedaż po zaniżonej cenie całego obiektu, to jest to nic innego, jak próba wymuszenia przez Panią radną niegospodarności. Napiszę jeszcze raz: będziemy dążyć do wydzierżawienia tarasu, nie pozwolimy jednak, żeby dzierżawca doprowadzał do dalszej degradacji zabytkowy obiekt, zalewając przy tym innych najemców lokali znajdujących się pod spodem (...)”.

Reklama

Riposta była szybka: „Pan to ma patent na wszystkie mądrości. Tyle, że według Pana. Wiele osób się z nimi nie zgadza. Więc brawurowo proszę nie szastać słowami. Nie remontując tarasu, zalejecie jeszcze bardziej pomieszczenia pod nim. Od ekspertyzy minęły dwa lata i można było naprawy przeprowadzić (...)”.

Obowiązek miasta

Ważną rolę w tej sprawie odgrywa Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego dla miasta Przemyśla. Szefowa tej instytucji Ewa Jagiełło już dawno temu wydała zalecenia dla właściciela terenu. Jest nim Urząd Miejski w Przemyślu i to on ma obowiązek wykonania wszystkich prac remontowo-budowlanych. – Otrzymaliśmy ekspertyzę i wezwaliśmy właściciela terenu, czyli miasto Przemyśl, do jej uzupełnienia. Zwłaszcza, aby pewne prace, a chodzi o remont balustrady, zostały uzgodnione z konserwatorem zabytków. Nie mogliśmy tego jednak wyegzekwować od miasta, więc poprosiliśmy o to niezależną firmę. Dodam tylko, że obowiązek wykonania wszelkich prac ciąży na właścicielu terenu. Nie wydawaliśmy jednak decyzji o wyłączeniu tarasu z użytkowania – zapewniła E. Jagiełło.

Reklama

W cytowanym już dialogu radnej z prezydentem ten drugi napisał również: „(...) Oczywiście, że można było je przeprowadzić (prace remontowe – przyp. aut.), a nawet trzeba było. Zgodnie z umową powinien tego dokonać dzierżawca, od czego sukcesywnie się uchylał. Nie dopuszczano również inspektorów UM w celu sprawdzenia aktualnego stanu tarasu. Rozmowy z dzierżawcą prowadziliśmy od lata zeszłego roku, ale w żaden sposób dzierżawca najpierw nie chciał doprowadzić tarasu do wymaganego przez nadzór stanu, a następnie nie chciał wydać przedmiotu dzierżawy. Bądźmy uczciwi w ocenie działań dzierżawcy (...)”.

Właściciel „Fiore” odpowiedział, że to zwykłe kłamstwo. Nie pierwsze, nie ostatnie. – To bajkopisarstwo. Kłamstwo szyte grubymi nićmi. Co tu jest niezrozumiałe? Czy ktoś z miasta ma na to dowody, dokumenty, pisma? Zapewniam, że nie. Za to ja posiadam ich cały plik. W umowie był zapis, że mam się opiekować tarasem i to robiłem. Przez długich 20 lat. Nadzór budowlany zobowiązał miasto jako właściciela do doprowadzenia tarasu do odpowiedniego stanu! Dwa razy w roku przeprowadzane były przeze mnie drobne prace remontowe. Na wszystko mam dokumenty wraz opiniami osób z uprawnieniami budowlanymi – podsumował J. Teuchmann.


fot.ze zbiorów własnych
– To nie ja, jako dzierżawca, miałem obowiązek doprowadzić taras do używalności. Ale to zrobiłem. Obecny jego wygląd to wiele pieniędzy włożonych przeze mnie w jego odnowienie i rewitalizację pod okiem pani konserwator zabytków. Lekko licząc około 200 tysięcy złotych – zapewnił właściciel obiektu Jan Teuchmann.


MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama