Reklama

Do lekarza rodzinnego? Najwcześniej za ponad 10 dni...

Nasza czytelniczka dwukrotnie „odbiła się” od okienka przychodni szpitalnej na ulicy Sportowej w Przemyślu, próbując się dostać do lekarza pierwszego kontaktu. Zaproponowany jej za pierwszym i za drugim razem termin wypadał za ponad 10 dni. Z bolącą nogą finalnie udała się na prywatną wizytę do specjalisty, co kosztowało ją łącznie 500 zł. – Po co w takim razie płacę co miesiąc składki? – zastanawia się kobieta. Przychodnia niedogodności tłumaczy absencją lekarzy i sezonem chorobowym.

Przemyślanka o zaistniałej – kuriozalnej jej zdaniem sytuacji – poinformowała naszą redakcję, prosząc o interwencję. Mimo że oczekiwała pomocy medycznej, w dniu, w którym się zgłosiła do lekarza POZ, dowiedziała się, że może liczyć na nią dopiero… za przeszło tydzień.

– Do swojego lekarza rodzinnego należę od wielu, wielu lat. Mam do niego zaufanie, więc i tym razem, kiedy sparaliżował mnie bardzo mocny ból nogi, którego przyczyny nie znałam, bo taka sytuacja zdarzyła mi się po raz pierwszy, od razu skierowałam się do przychodni (Centrum Leczenia Ambulatoryjnego nr 2 przy ulicy Sportowej – przyp. aut.). W rejestracji, gdzie dotarłam taksówką, poprosiłam o możliwie jak najszybszy termin wizyty, tłumacząc, że bardzo boli mnie noga. Był 13 lutego, a powiedziano mi, że wolny termin jest na 25 lutego, co daje ponad 10 dni oczekiwania. To okropnie długo, jak na wizytę u lekarza rodzinnego, a mój stan naprawdę nie był dobry. Pomyślałam, że może coś wskóram bezpośrednio u lekarza, ale ten już skończył pracę. Usłyszałam też, że tyle się teraz czeka na wizytę do tego specjalisty, do którego należę. Niewiele myśląc, tą samą taksówką pojechałam do innej przychodni, gdzie telefonicznie umówiłam się na wizytę prywatną. Ściągnięto mi wodę z kolana, zrobiono zastrzyk, przepisano leki – relacjonuje Czytelniczka.

Reklama

A zaraz potem podaje kolejną sytuację, niewiele później, kiedy ponownie próbowała się w okienku umówić do swojego lekarza POZ. Za drugim podejściem, czyli 21 lutego, w rejestracji padł termin na 3 marca, czyli znowu bardzo odległy, liczący przeszło 10 dni[paywall].

– Jestem też pacjentem onkologicznym, więc staram się dbać o swoje zdrowie. Podobno mój lekarz przyjmuje maksymalnie 20 osób, nie więcej. Gdybym nie opłacała co miesiąc składki gwarantującej dostęp do państwowej służby zdrowia i odkładała te pieniądze na konto, byłoby mi wszystko jedno, ale trudno się nie denerwować, kiedy nie możesz się dostać do lekarza, gdy akurat najbardziej tego potrzebujesz. To opóźnia postawienie diagnozy i rozpoczęcie leczenia – komentuje pacjentka.

Reklama

I dodaje, że w ten sposób zmusza się niejako pacjentów do tego, by chorzy chodzili do pracy albo jechali na SOR, a przecież tam też nie lubią, kiedy pojawiają się pacjenci z problemami, które powinien rozwiązać lekarz rodzinny, w ramach podstawowej opieki zdrowotnej.

Tłok z trzech powodów

O komentarz do opisanej sytuacji poprosiliśmy Wojewódzki Szpital im. św. Ojca w Przemyślu, pod który podlega Centrum Leczenia Ambulatoryjnego nr 2 przy ulicy Sportowej, zdając sobie sprawę, że tego typu problemy z dostaniem się do lekarza rodzinnego mogą dotyczyć większej liczby pacjentów, bowiem należy ich do niej naprawdę sporo.

Reklama

– Długi czas oczekiwania na termin wizyty wynikał z absencji lekarzy, zarówno planowanych urlopów, jak i spowodowanych przyczynami zdrowotnymi. Niestety, przez kilka dni lutego nieobecnych było aż trzech lekarzy. Dodając do tego trwający sezon infekcyjny i większą liczbę pacjentów, mamy główne powody wydłużania się kolejek. W przypadku, gdy czas oczekiwania na wizytę u wybranego lekarza jest długi, pacjentowi zawsze jest proponowana wizyta u lekarza, u którego jest możliwość przyjęcia w krótszym terminie. Decyzja pozostaje jednak po stronie pacjenta – odniósł się do przedstawionego problemu rzecznik prasowy szpitala Paweł Bugira, pełniący jednocześnie funkcję kierownika Działu Organizacji i Promocji.

Komentarz NFZ

W zakładce „Prawa pacjenta” na stronie NFZ znajdziemy też podpowiedzi odnośnie tego, jakie kolejne kroki możemy podjąć w sytuacji, kiedy napotkaliśmy na trudności z dostaniem się do lekarza rodzinnego.

Reklama

Jak przypomina rzecznik podkarpackiego oddziału NFZ Rafał Śliż, najważniejsza kwestia to fakt, iż za leczenie pacjenta odpowiada lekarz, a nie rejestracja. Jeśli pacjent słyszy w rejestracji, że nie ma aktualnie terminu do lekarza rodzinnego, a jego stan nie pozwala na to, by czekać kolejne dni, może poprosić o rozmowę z lekarzem.

– Opis stanu zdrowia dokonany przez pacjentkę może być prawidłowy, lecz równie dobrze może być błędny. Ocena należy do lekarza i pracownik rejestracji nie może decydować, czy lekarz pacjentkę przyjmie, czy też odeśle, wyznaczając inny dzień przyjęcia – uściśla.

Reklama

Dodaje również, że w warunkach zwiększonej zachorowalności (również wśród personelu medycznego) mogą występować problemy z bieżącym przyjmowaniem pacjentów. Każdorazowo jednak w takiej sytuacji oceny stanu zdrowia dokonuje pracownik medyczny, który może przyjąć pacjenta niezwłocznie, jeśli będzie na to wskazywał jego stan zdrowia.

Na pytanie, czy pracownik rejestracji konsultował z lekarzem opisaną sytuację, nasza czytelniczka odpowiedziała, że próby takowej konsultacji nie było.

– Nawet jeśli mój lekarz już nie był obecny, bo skończył wizyty, powinien być wyznaczony inny, który przyjmie niezależnie od tego, do kogo jest się przypisanym – skomentowała.

Reklama

W razie podobnych wątpliwości czy zdarzeń R. Śliż sugeruje e-mailowe zgłoszenie sytuacji  Podkarpackiemu Oddziałowi Wojewódzkiemu NFZ w Rzeszowie. Jego reakcja będzie uzależniona od opisanej sytuacji.

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 14/03/2025 19:39
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama