Reklama

Dojazd do MOPS tylko na własne ryzyko

18/12/2016 17:00

Aż dwa znaki zakazu ruchu pojazdów uniemożliwiają dojazd do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i budynku zarządzanego przez Spółdzielnię Mieszkaniową w Jarosławiu, zamieszkanego przez 45 rodzin. Sprawa jest wyjaśniana od kilku miesięcy. Trudno powiedzieć, kiedy się zakończy.

– Kuriozalna sytuacja. Do instytucji, z której korzysta codziennie mnóstwo osób, nie mogą dojechać ani pracownicy, ani petenci. By dostarczyć sprzęt lub chociażby materiały biurowe, jedynym wyjściem jest złamanie zakazu. Czy nikt nie ma zamiaru się tym zająć? – pyta oburzony mieszkaniec. – Jadę. Na te znaki już nie zwracam uwagi. Podobnie jak większość, ale tak być nie powinno – dodaje mieszkaniec bloku przy ul. Poniatowskiego 59. Podobne zdanie można usłyszeć od innych lokatorów, pracowników MOPS i ludzi korzystających z ośrodka. Wszyscy zastrzegają sobie anonimowość, bo – jak tłumaczą – możliwe, że[paywall] codziennie łamią prawo, a jeśli nawet nie, to zanim się wytłumaczą, mandat dostaną.

Przez dziesiątki lat był przejazd

Chodzi o biegnącą od ul. Poniatowskiego uliczkę dojazdową do siedziby MOPS i bloku mieszkalnego obok dawnej siedziby firmy powstałej po przekształceniu Jarosławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego. Przez kilkadziesiąt lat można było nią przejeżdżać bez żadnych ograniczeń. Teraz zamykają ją dwa znaki zakazu. Pod jednym z nich jest informacja, że zakaz nie dotyczy pracowników firmy. Natomiast nie ma w niej mowy o mieszkańcach bloku, pracownikach MOPS i osobach korzystających z ośrodka. Agnieszka Kruba-Nieckarz, dyrektor MOPS w Jarosławiu, nie chce odpowiadać na pytanie, jak ośrodek radzi sobie z brakiem dojazdu. Odsyła do ratusza, choć po ilości zaparkowanych przed siedzibą ośrodka samochodów widać, że zakazu nikt nie przestrzega.   

Reklama

Prywatna droga

– Droga dojazdowa do obecnej siedziby Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jarosławiu prowadzi przez prywatną działkę. Z przejazdu korzystali dotychczas również mieszkańcy budynku wielorodzinnego położonego przy ulicy Poniatowskiego 59, znajdującego się w zasobach Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu. Właściciel działki poinformował zainteresowane strony o zamknięciu przejazdu przez działkę, tłumacząc, że chce się zabezpieczyć przed ewentualnymi roszczeniami związanymi z uszkodzeniem ciała lub mienia osób, które zakazu nie przestrzegają – wyjaśnia Iga Kmiecik, rzecznik prasowy burmistrza Jarosławia, zaznaczając, że prezes Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Jarosławiu, jako zarządca budynku MOPS, wniósł do Sądu Rejonowego w Jarosławiu wniosek o ustanowienie służebności drogi koniecznej.

Spółdzielnia interweniuje od roku

– Powstały nie wiadomo z jakich powodów problem nie dotyczy wyłącznie nieruchomości  pozostającej w zarządzie Spółdzielni Mieszkaniowej w Jarosławiu. Aby W celu zapewnić naszym mieszkańcom należyty dojazd do budynku, podejmujemy działania blisko od roku. W tym celu spotykaliśmy się z obecnym właścicielem, burmistrzem i przewodniczącym Rady Miasta Jarosławia. Te działania okazały się niestety nieskuteczne. W naszej opinii przedmiotowa droga powinna stanowić mienie komunalne, zwłaszcza że prowadzi do nieruchomości będącej we władaniu miejskiego ośrodka oraz od przeszło 40 lat stanowi dojazd do budynku zamieszkanego przez 45 rodzin – wyjaśnia Adam Pikuła, zastępca prezesa SM w Jarosławiu.




Reklama


fot.Roman Kijanka

Chcą się spotkać

– W świetle ostatnich wydarzeń wystosowaliśmy do właściciela pismo z prośbą o kolejne spotkanie, jednak tym razem z udziałem wszystkich właścicieli sąsiednich nieruchomości korzystających z drogi. Oczekujemy na wyznaczenie terminu – informuje zastępca prezesa SM. – Ponieważ sprawa sądowa jest w toku i może potrwać , burmistrz Jarosławia podjął decyzję o zorganizowaniu spotkania z właścicielem drogi dojazdowej, z udziałem przedstawicieli wszystkich zainteresowanych stron, w celu wypracowania ewentualnej ugody i osiągnięcia porozumienia w przedmiotowej sprawie – zapewnia I. Kmiecik.

Reklama

Właściciel wyjaśnia

Z informacji uzyskanych od właściciela działki wynika, że działania związane z ograniczeniem ruchu nie są wynikiem złośliwości. – Zimowe uszkodzenia drogi spowodowały, że przejazd stwarza zagrożenie. Dlatego pojawiły się znaki zakazu. Obecnie nie egzekwuję ich przestrzegania. Nie mam zamiaru utrudniać ludziom życia, ale chcę być zabezpieczony w przypadku ewentualnych szkód – tłumaczy. Każdy jedzie więc na własną odpowiedzialność i gdyby się coś stało, nie może mieć roszczeń. – Uważam, że rozsądnym wyjściem byłoby przekazanie drogi, z której korzystają głównie pracownicy i petenci miejskiego ośrodka i mieszkańcy miasta. Już w marcu ubiegłego roku podjąłem rozmowy z urzędem miasta. Niestety burmistrz nie zajął żadnego stanowiska. Jestem gotów ją przekazać w dowolnej, wybranej przez miasto formie – zapewnia właściciel. Informacją, że do sądu trafił wniosek o ustanowienie drogi koniecznej, jest zaskoczony. Twierdzi, że do niego nie dotarła. – Do poniedziałku złożę w urzędzie miasta pismo z informacją o tym, że chętnie odstąpię drogę na rzecz miasta w dowolnej formie zapłaty. Może to być nawet wymiana – zapewniał w piątek.

Pozostaje nadzieja, że spotkanie, które niedługo ma się odbyć, sprawę rozwiąże, bo wszystkie strony chcą tego samego, tylko trudno im się dogadać.

Reklama


erka
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama