Reklama

Dzieci w pandemii dostały dużą dawkę nadprogramowego lęku

Lockdown i zdalne nauczanie niczym stop-klatka ułatwiły nam diagnozę: systemu edukacji, kondycji mentalnej uczniów, jakości relacji w rodzinach... O plusach i minusach „pandemicznego” nauczania przez internet oraz o tym, że każdy kryzys może szansą zmiany na lepsze, rozmawiamy z psycholożką Joanną Markin z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Przemyślu.

W związku z trwającą pandemią uczniowie i nauczyciele po raz kolejny musieli przejść na system edukacji zdalnej. Podobno wyniki badań, mówiące o tym, jak taka edukacja wpływa na uczniów, nauczycieli, ale i rodziców, mówią o licznych skutkach ubocznych tych zmian i nie są to skutki pozytywne… Jak Pani to ocenia z punktu widzenia psychologa pracującego na co dzień z dziećmi i młodzieżą?

– Zarówno nasze obserwacje, jak i badania wskazują na negatywne efekty zdalnego nauczania u uczniów, nauczycieli i rodziców. Zacznijmy od uczniów. Brak aktywności fizycznej może skutkować większą podatnością na choroby (serca, cukrzycę, nowotwory, osteoporozę etc.). To wiemy. Takie dzieci posiadają słabsze umiejętności społeczne, gorzej radzą sobie z porażką, cierpi ich rozwijająca się osobowość, gdyż są mniej pewne siebie, rezygnują z celów i marzeń. Spadki nastroju osłabiają motywację, prowadzą do rezygnacji z relacji rówieśniczych i poczucia osamotnienia. Poczucie osamotnienia pogłębia z kolei smutek, rujnuje samoocenę. Dziecko o zaniżonej samoocenie wycofuje się z relacji społecznych, obcuje głównie w „wirtualu”, a to wszystko w sosie lęku, rezygnacji, otępienia. Taka spirala. Właściwie każde negatywne zjawisko będące skutkiem „pandemicznego” nauczania, o którym mówimy: brak relacji społecznych w realu, niemożność realizacji wielu aktywności  rozwojowych – od zakupów, poprzez sport, do zwykłej spontanicznej zabawy – jest niekonstruktywne z rozwojowego punktu widzenia. Dzisiejsze dzieci dostały dużą dawkę nadprogramowego lęku. Z jednej strony dotyczy on samej pandemii: zdrowia własnego i bliskich, stałości pracy rodziców, sytuacji finansowej, przyszłości swojej i świata. Z drugiej zdalnego nauczania, bo: za dużo materiału, nie wszystko rozumieją, nie zdążą się przygotować etc. Spora grupa dzieci obawia się ekspozycji przed kamerką, co często jest traktowane jako arogancja lub unikanie. Jednak wiele z tych zjawisk można zminimalizować pod warunkiem, że dorośli staną na wysokości zadania.

Reklama

 A co z dorosłymi?

– Rodzice uczących się dzieci wraz ze zdalnym nauczaniem zaczęli pracować na kolejnym etacie. Myślę, że samo[paywall] pomaganie dzieciom w nauce nie było tak wyczerpujące, jak zmaganie się z techniką, z motywowaniem pociech do roboty, sprawdzaniem przez telefon, czy wstało i czy zasiadło do komputera. Szczególnie wielodzietne rodziny, rodziny na małym metrażu, rodzice samotnie wychowujący dzieci to pozytywni bohaterowie tego czasu. Bohaterami, trochę niestety tragicznymi, są moim zdaniem nauczyciele. To zdalne nauczanie pojawiło się w czasie ponurym dla edukacji i jeszcze tę ponurość nasiliło. Dla sporej grupy nauczycieli było rzuceniem na głęboką wodę, gdyż nie mieli doświadczenia i biegłości w e-learningu. Doświadczali krytyki zarówno od ministra, jak i od rozdrażnionych i sfrustrowanych rodziców oraz uczniów.

Reklama

Kiedyś uczniowie z utęsknieniem czekali na ferie i wakacje, teraz, paradoksalnie, coraz częściej pojawia się tęsknota za szkołą. Czy brak regularnych spotkań z rówieśnikami odbije się na umiejętnościach społecznych dzieci?

Ponad 60 procent uczniów chce wrócić do szkoły. Szkoła to nie tylko procesy dydaktyczne. Jest ważnym środowiskiem wychowawczym, zwłaszcza w czasach, kiedy zanikają podwórka. W szkole dzieci mają jedyną okazję, aby rozwijać w sobie i trenować takie umiejętności, jak: rozwiązywanie konfliktów, współpraca, nauka skutecznej komunikacji werbalnej i niewerbalnej, autoprezentacja, spryt, adaptacja do zmian. Tu przeżywamy porażki i uczymy się z nimi żyć, tu, obserwując inne dzieci, kształtujemy postawy, które pozwolą nam przetrwać w społeczeństwie. Czy brak tego wszystkiego odbije się na dzieciach? Odpowiedź jest oczywista – tak. Tylko siła odbicia będzie zależała od różnic indywidualnych, inaczej znoszą to na przykład jedynacy, a inaczej posiadacze sześciorga rodzeństwa, inaczej dzieci mające dobry kontakt z rodzicami, a inaczej dzieci z przemocowych domów. Jest jeszcze kwestia tych niespełna 40 procent uczniów, którzy albo nie chcą wrócić do szkoły, albo chcieliby nauczania hybrydowego. Dla nich zdalna formuła stała się wybawieniem, bo: mają poważne fobie społeczne lub inne lęki albo nie lubią szkoły w jej XIX-wiecznej formule i źle się w niej czują, albo wymagają spokoju i skupienia w procesie edukacji, a nadmiar bodźców w szkole je stresuje, albo też wolą skupić się na swoich zainteresowaniach lub mieć bardziej zindywidualizowany tryb nauki. Skala tych preferencji stanowi poważną przesłankę do zastanawiania się nad kondycją i atrakcyjnością szkoły w obecnej postaci oraz nad stanem psychicznym współczesnego pokolenia.

Reklama

Jak edukacja zdalna, często w połączeniu z pracą zdalną rodziców i ograniczonymi warunkami lokalowymi (bywa, że jeden pokój służy jednocześnie za biuro, szkolną klasę i bawialnię), a często i niedostatkami sprzętowymi, wpływa na relacje rodzinne, domowe? Czy nie jest to przypadkiem mieszanka wybuchowa?

– No pewnie, że jest! Bo z jednej strony duży poziom lęku u dorosłych, którzy także często go „indukują” dzieciakom, z drugiej strony brak poczucia bezpieczeństwa u dzieci czujących brak pewności i napięcie u rodziców, z trzeciej strony wcześniej wspomniane lęki dziecięce, a z czwartej stresory w postaci hałasu, ciasnoty, innych zakłócających bodźców. Jeśli do tego dojdzie jeszcze frustracja i zmęczenie – to mamy dynamit. Moja bardzo spokojna i kulturalna koleżanka rozwaliła laptop o podłogę w pierwszym miesiącu zdalnego nauczania. Dlatego wielką troskę u pedagogów i psychologów wywołują dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, gdzie występuje przemoc, alkohol, niezaradność, ale też takich, gdzie ktoś przewlekle choruje albo wymaga specyficznej opieki. Takie dzieci nie mają gdzie „uciec”, ani nawet gdzie rozładować swojej frustracji czy się zdystansować.

Reklama

System nauczania na odległość wymusza na uczniach wielogodzinne ślęczenie przed ekranem komputera. Kontakty z kolegami również przeniosły się do internetu. Pojawia się obawa, że narzucony przez pandemię tryb życia może być początkiem późniejszych kłopotów w postaci uzależnienia od mediów cyfrowych…

– Przez zdalne nauczanie wydłużył się czas spędzony przed komputerem zarówno dla dzieci, jak i dla nauczycieli. Uczniowie do godziny plus minus piętnastej uczą się przed komputerem, a po szesnastej siadają przed komputer, aby odrabiać lekcje, a potem siadają przed telefonem, aby odpocząć od nauki. Siedzą tak do mniej więcej 22 (albo i dłużej). Statyczna pozycja, wpatrywanie się w monitor i przeładowanie informacjami to sytuacja niezwykle męcząca, przeciążająca i oczy, i system nerwowy. To „pokolenie pochylonych głów”, cyberdzieci – te określenia dotyczą tego samego zjawiska – coraz młodsze dzieci stają się ofiarami e-uzależnień. A z nich biorą się problemy, między innymi zaburzenia snu, emocji, koncentracji, wzroku, postawy, samokontroli, kreatywności, depresja… Dużo by wymieniać. No i jeszcze podatność na cyberprzemoc.

Reklama

Może, z racji braku innego wyjścia, należałoby poszukać plusów zdalnej edukacji. Jakie są pozytywne strony tego eksperymentu, którego obecnie jesteśmy uczestnikami?

Plus pierwszy: pomimo trudności, zarówno rodzice, nauczyciele, jak i dzieci, jakoś dali radę. To kolejny przejaw kondycji naszego społeczeństwa, zaradnego, sprytnego i niezłomnego. Plus drugi: rodzice uświadomili sobie doniosłą rolę szkoły i chyba ją docenili, pomimo niedociągnięć i niedoskonałości. Kolejny: Nauczyciele docenili rodziców, jako partnerów w procesie edukacyjnym, a dzieci zatęskniły za szkołą, bo jest im potrzebna i jest dla nich ważna. Część dzieci z ulgą pozostało w domach, mając alibi dla swojej niechęci do kontaktów ze światem. Przez chwilę nikt nie będzie się ich czepiał. Plus następny: lockdown i zdalne nauczanie niczym stop-klatka ułatwiły  nam diagnozę: systemu edukacji, kondycji mentalnej uczniów, jakości relacji w rodzinach, na co możemy liczyć w naszym państwie, a na co nie. Okazało się, że deklarowana od lat przez nauczycieli znajomość technologii informatycznych leży, a uczniowie nie potrafią samodzielnie  planować ani organizować procesu nauczania, z kolei przeładowana podstawa programowa musi być ograniczona na rzecz rozwijania innych potrzebnych umiejętności. Okazało się także, że oprócz koronawirusa, grozi nam wiele innych niebezpieczeństw cywilizacyjnych. Dowiedzieliśmy się, jak ważna jest kwestia pomocy psychologicznej i psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży. Stanęliśmy w obliczu nagiej, trudnej  prawdy. Wiemy nad czym pracować.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    radekpx_53 2020-12-17 19:19:50

    Znam trochę dzieciaków,95% cieszy się ze zdalnych.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ojciec Judym - niezalogowany 2020-12-17 20:05:12

    Nie masz wiedzy i doświadczenia, skoro dostały nadprogramowy lęk i tak twierdzi autorytet szkolny, to tak musi być. Ja już swoje dzieci uczuliłam na lęk i jak któreś się lęka to przeprowadzam z nim bezlękową kurację. Zawsze działa.  

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    rodzic - niezalogowany 2020-12-17 20:53:41

    caly rok maja wakacje jak nauczyciele tak i dzieci i mlodziez co z tego wyjdzie nic dobrego no chyba tylko super dla nauczycieli i powiedza koronawirusie trwaj

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama