Tradycyjny, znany wszystkim obraz turystyki to pasywny, zmęczony tłum ludzi z aparatami w upalny dzień. Przewodnik staje na głowie, żeby było żywo i ciekawie – część słucha, część stara się słuchać, a znudzone dzieci czekają na koniec. Ten, na szczęście odchodzi w zapomnienie. W opozycji powstaje świeży projekt, który angażuje, zmusza do aktywności i myślenia – questing.
Questing to turystyka na miarę naszych czasów, czyli taka, która angażuje do działania. Polega na „odkrywaniu” ciekawych miejsc. Stąd turysta, niczym podróżnik, wynosi realną wiedzę poprzez doświadczenie. Wędruje nieoznakowanym szlakiem turystycznym, kierując się wskazówkami – zagadkami.
Przyjezdny na starcie dostaje ulotkę, w której są informacje na temat danej miejscowości. Stworzone na podstawie opowieści lokalnych mieszkańców przekazują „ducha” miejsca. Informacje nie są podane na talerzu. Człowiek, który jest w danym miejscu pierwszy raz, staje przed wyzwaniem – musi odkryć tajemnicę. Według wskazówek ma się swobodnie poruszać w miejscu zupełnie sobie obcym. W tym wypadku nie potrzebuje przewodnika – wyznacza swoje tempo zwiedzania. Poprzez liczne zagadki (rymowane i pisane wierszem), rebusy, krzyżówki czy mapy zostaje angażowany. Tropy prowadzą do atrakcji turystycznych, co przypomina poszukiwanie skarbów. Nagrodą jest pieczątka schowana na końcu trasy[paywall]. Ale nie tylko. Największym skarbem jest wiedza, którą zdobywa.
– Teraz robimy questy na terenie powiatu lubaczowskiego. W każdej gminie chcemy stworzyć jedną ścieżkę questingową. To niezwykle piękne miejsca na mapie naszego kraju. Wiadomo, że są miejscowości częściej odwiedzane przez turystów. My chcemy, żeby turyści, przyjeżdżając do popularniejszych miejsc, odwiedzali też te, które są mniej znane, a równie piękne – mówi Edyta Lenart, członek zarządu Fundacji Questingu.
Edyta Lenart i Magda Worytko przyjechały z Krakowa testować dwie pierwsze ścieżki questingowe w gminie Lubaczów, dodatkowo razem z mieszkańcami wybrać najciekawsze dla ich terenu atrakcje i stworzyć kolejnych sześć. – Pierwszy etap tworzenia trasy w Starym Dzikowie mamy już za sobą. Wiadomo, że będzie to trasa rowerowa o charakterze przyrodniczo-historycznym, obejmująca ponad 20 kilometrów – mówią.
Na początku turysta dowie się o pochodzeniu ciekawej nazwy miejscowości. „Witamy Cię questowiczu w Starym Dzikowie (…) Zanim wsiądziesz na rower rozejrzyj się uważnie” – przeczyta. Pierwsza wskazówka to odnaleźć tablicę pod GOK, na podstawie której trzeba rozwiązać krzyżówkę. Hasło wskaże miejsce, do którego ma się udać. Dodatkowe wskazówki: zobaczy człowieka na pasach i znak 30, a w oddali wieżę kościoła. Gość „odkrywa” na swojej drodze kościół pw. Świętej Trójcy, zdobywa kilka informacji historycznych o nim i pozyskuje kolejne wskazówki, żeby iść dalej. Przykładowym drogowskazem na trasie rowerowej w lesie jest treść:
Jedna trasa Ci została, która rogi będzie miała”. Turysta zobaczy, pozna i łatwo zapamięta ciekawostki podane w przystępny sposób. Na trasie pojawi się wspomniany bunkier, bowiem questowicz podąża drogą, która była niegdyś granicą pomiędzy Trzecią Rzeszą a Sowietami. Stanie w miejscu nieistniejącej wsi Miłków, z której mieszkańców wypędziła wojna. Tam, na terenie porośniętym lasem, zobaczy jeszcze fragmenty cmentarza i ruiny grobowych pomników. Odnajdzie krzyż bruśnieński w przysiółku Lebiedzie i pozna związane z nim lokalne podanie o tragicznej śmierci jednego z mieszkańców osady, zamordowanego w okrutny sposób przez Tatarów.
Pod koniec sierpnia trasa będzie gotowa. Póki co, questing podbija polską turystykę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Zrobienie dobrego questu to sztuka, bo inaczej staje się dziecinadą mało kogo interesującą. Na przykładzie Horyńca Zdroju widać było to idealnie, zabrano się za quest bez mózgu i wyszła lipa.
Questy akurat tej dziewczyny cieszą się powodzeniem w całej Polsce :) Innych (widocznie na szczęście) nie spotkałam.Polecam wybrać się do Krakowa, Janowa Lubelskiego czy do Rzeszowa i tam zobaczyć questing z prawdziwego zdarzenia.
Zrobienie dobrego questu to sztuka, bo inaczej staje się dziecinadą mało kogo interesującą. Na przykładzie Horyńca Zdroju widać było to idealnie, zabrano się za quest bez mózgu i wyszła lipa.
Questy akurat tej dziewczyny cieszą się powodzeniem w całej Polsce :) Innych (widocznie na szczęście) nie spotkałam.Polecam wybrać się do Krakowa, Janowa Lubelskiego czy do Rzeszowa i tam zobaczyć questing z prawdziwego zdarzenia.