...i do szczęścia niewiele nam brak pojaśniało to życie jak scena tylko w budach przechadza się ptak...
W pewien środowy poranek do naszej redakcji zawitał czytelnik, który zażenowany był faktem, jak kultura schodzi na psy. Bolało go, że płacąc niemałe pieniądze, by na żywo posłuchać jednego z bardziej znanych polskich zespołów występującego na scenie przemyskiego Zamku, w zamian otrzymał godzinny koncert, który stał się... półgodzinnym monologiem wokalistki będącym próbą nawiązania kontaktu z publicznością, przeplatanym sześcioma utworami, które nijak nie rekompensowały ceny biletów. A ponoć kultura kuleje...
Ciężko, by nie kulała, skoro artyści dają z siebie minimum przy maksimum środków. Przerost formy nad treścią dotyczy jednak nie tylko świata muzyki. Coraz częściej wszak łapiemy się na tym, że w telewizji nie ma co oglądać, internet nudzi, a teatr nie jest już teatrem sprzed lat.
Dawne życie poszło w dal
Dziś na zimę ciepły szal
Tylko koni, tylko koni, tylko koni, tylko koni żal
I zimy już nie te, i życie, i konie. Twórczość spowszedniała, artyści sprzed lat albo kroczą już tęczowym mostem, albo wybrali celebrycką ścieżkę. W dobie pędzącej inflacji wydatki na kulturę zdają się schodzić na dalszy plan. Nie dziwi zatem, że można czuć się oszukanym, gdy zamiast dobrej muzyki, otrzymuje się dziwną pogadankę okraszoną jakby od niechcenia starymi przebojami. A przecież, jak mówił najsłynniejszy polski kardynał: „Naród bez przeszłości, bez tradycji, bez kultury nie jest szanowany przez nikogo”. Może zatem, zamiast skupiać się na rzeczach niepotrzebnych, niewartych zachodu, na buńczucznej polityce, na pogoni za pieniądzem, spróbujmy wrócić do lat, w których kultura i tradycja były czymś świętym. Czymś, co nieodłącznie wiązało się z polskością.
Wróćmy do czasów kawiarenek i białych łabędzi. Ustalmy w końcu, gdzie się podziały tamte prywatki i przywróćmy je. Wskrześmy koncerty, które faktycznie są koncertami i nie znają pojęcia playbacku. Wybierzmy się do teatru, kina, czy na karuzelę, która na Bielanach swego czasu ponoć gościła co niedzielę. Wypijmy kawę przy kojącym głosie Krawczyka i Wodeckiego. Przypomnijmy sobie z nadchodzącą wiosną, że tyle słońca może być w całym mieście. Bo przecież za nami tyle dni do utraty sił, do utraty tchu tyle chwil. Tyle samo być jeszcze może. Dajmy szansę sobie i kulturze. I niech ta kultura tą kulturą będzie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze