Gorliczanka Gorliczyna ze stadionu przy ul. 22 Stycznia, Wólczanka Wólka Pełkińska z obiektu przy ul. Sanockiej. Zespoły z tych miejscowości przyjechały do ok. 50-tysięcznego Przemyśla jak po swoje i zabrały komplety punktów do domów. Jakikolwiek dalszy komentarz jest zbędny. Oprócz oczywiście feerii braw i gratulacji dla zespołów prowadzonych odpowiednio przez grających trenerów Krzysztofa Weresa oraz Kamila Glinianego.
Liderem tabeli została drużyna KS Wiązownica-Wisłoczanka Tryńcza, która rozniosła w pył słabiuteńki na razie Płomień Morawsko. Wciąż nie chce się mylić Orzeł Torki! Wskoczył tuż za plecy beniaminka z Tryńczy, pokonując u siebie po dramatycznym spotkaniu Start Lisie Jamy. Niezwykle wyrównanym pojedynkiem uraczyli kibiców w Dobkowicach piłkarze Dębu i Santosu. O jedną bramkę lepsi okazali się ci drudzy i doszlusowali do szerokiej czołówki tabeli. Efektownie zakończyli bój w 5. kolejce piłkarze Startu Pruchnik, którzy strzelili Biało-Czerwonym Kaszyce pięć goli. Smak pierwszych zwycięstw w tym sezonie poznali beniaminkowie z Horyńca i Świętego. I to z rywalami znacznie wyżej notowanymi. To oznacza, że liga z całą pewnością będzie bardzo ciekawa.
Po efektownej wygranej w Kaszycach z Biało-Czerwonymi i strzeleniu aż ośmiu bramek (a mogło być dwa razy tyle) wydawało się, że ekipa Pawła Załogi złapała właściwy rytm gry. Wszak tak pewny triumf powinien dodać przede wszystkim pewności siebie, poprawić morale, wpłynąć na równowagę między efektownością a efektywnością. Tymczasem…
Tymczasem to, co można było obejrzeć na stadionie przy ul. Sanockiej w Przemyślu w spotkaniu z Wólczanką Wólka Pełkińska, wołało o pomstę do nieba. Jest rzeczą zupełnie niezrozumiałą, że zespół, który kilka dni wcześniej grał z polotem, fantazją, myślą przewodnią, acz… nieskutecznie, był tak kompletnie bezradny w starciu z drużyną z Wólki Pełkińskiej. Gra wszerz boiska, bez zmienności tempa prowadzonych akcji, bez elementu zaskoczenia, z żadnym pomysłem na rozmontowanie wzmocnionych szyków obronnych rywala, aż bolała oczy.
Ten pojedynek był najznamienitszym przykładem tego, co przez lata całe „działacze” zrobili złego z piłką nożną przy ul. Sanockiej. Ale nie tylko. Co złego zrobili dla futbolu w ok. 50-tysięcznym mieście, tak po jednej, jak i po drugiej stronie Sanu. Co zrobili złego, że drużyny z Gorliczyny (jak w wypadku Czuwaju) czy Wólki Pełkińskiej przyjeżdżają nad San i wywożą w jednej kolejce sześć punktów.
Od razu trzeba zdementować bzdury, które towarzyszą zespołowi Polonii od początku sezonu. Ktoś, kto je kolportuje, albo chce na siłę szukać usprawiedliwienia, albo ma mgliste pojęcie o tej dyscyplinie sportu. Twierdzenie, że oto rozpoczęło się nowe rozdanie, że zespół jest nowy i niedoświadczony, że średnia wieku jest taka, a nie inna, itd., itp. jest wręcz karygodne. Tak, z pewnością zaczęło się nowe rozdanie w samym klubie, ale od tego zespołu absolutnie można i wręcz trzeba wymagać! Wymagać czegoś więcej niż kwadransa starań (absolutnie sprawiedliwie zakończonego niepowodzeniem) o niedoznanie trzeciej porażki w piątym meczu na szczeblu klasy okręgowej!
Przecież w tym zespole nie grają nowicjusze. Grają piłkarze, którzy mają za sobą kilka lub kilkanaście lat gry na wyższym poziomie. Zatrzymajmy się na IV-ligowym… Takich zawodników w wyjściowej „jedenastce” na mecz z Wólczanką było aż ośmiu (Krystian Solarz, Piotr Kuźniar, Damian Demski, Hubert Błahuciak, Dominik Janas, Karol Walczyszewski, Krystian Kazek, Michał Szpakowski). Dziewiąty siedział na ławce i pojawił się na murawie w 46. min. To Kamil Janas.
To zawodnicy, przy których faktycznie nieopierzona młodzież na rezerwie powinna się uczyć. Pytanie tylko: czego? Takiej postawy, jak w spotkaniu z Wólczanką? Jeśli ten zestaw ma dostać kredyt zaufania, ma się nad nim roztoczyć parasol bezpieczeństwa, pytanie brzmi: jak długo? I dlaczego tak długo? Bo nikt od tego zespołu nie żąda natychmiastowego powrotu w szeregi IV ligi, ale serca do walki, chęci, ambicji już tak. Można żądać powtarzalności, a tego, niestety, nie ma.
Wólczanka już drugi sezon z rzędu na V-ligowym poziomie „łata” skład piłkarzami z okolicznych klubów z niższych lig. I swoich wychowanków. Do Przemyśla przyjechała bez swojej legendy Krzysztofa Pietlucha, a napastnikiem z musu był „urodzony” skrajny pomocnik Bartłomiej Poprawa. Wywiozła z ul. Sanockiej trzy punkty, korzystając z nieuwagi gospodarzy. W 41. min piłkę na 11. metrze ustawił grający trener Kamil Gliniany i pewnie umieścił ją w siatce. Więcej sytuacji przyjezdni nie mieli. Ale to wystarczyło, aby pogrążyć polonistów, którzy nie mieli żadnego pomysłu na zmianę czarnego scenariusza.
W nawiązaniu do wydanego przez władze klubu oświadczenia w sprawie nie uczestniczenia zespołu Polonii w wyjazdowym meczu V ligi okręgowej z Czuwajem Przemyśl (m.in. cyt.: „Dokładamy wszelkich starań, aby sytuacja ta została jak najszybciej wyjaśniona. Jednocześnie chcemy zapewnić naszych kibiców, że działamy zgodnie z najwyższymi standardami i z pełnym zaangażowaniem, aby podobne sytuacje nie miały miejsca w przyszłości. Prosimy o zrozumienie i wsparcie w tym trudnym dla nas momencie. O dalszych krokach i decyzjach będziemy informować na bieżąco”), zadaliśmy klubowym władzom dwa pytania. Po pierwsze: czy sprawa ta została już wyjaśniona, a jeśli tak, jakie zostały podjęte dalsze kroki, aby wizerunek klubu nie został dodatkowo nadszarpnięty? Po drugie: czy klub – oprócz walkowera za niestawienie się drużyny na wspomniany mecz – dotknęły jeszcze jakieś dodatkowe kary, np. finansowe z tego tytułu?
Zarząd Polonii poinformował, że 18 sierpnia br. odbyło się spotkanie z przedstawicielami kibiców, podczas którego rozwiązano wszelkie sporne kwestie. „W trakcie rozmów otrzymaliśmy zapewnienie, że podobne sytuacje nie będą miały miejsca w przyszłości. Obie strony wyraziły jednak wspólne stanowisko, że szczegóły poruszanych tematów pozostaną między nami, aby zapewnić pełne porozumienie i ochronę interesów wszystkich zaangażowanych stron” – napisali w odpowiedzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze