– Nie jestem i nigdy nie byłam gospodarzem we wsi. Nie czuję się nim. Powiem szczerze, przy tej władzy, przy tych uwarunkowaniach nie chcę być. Niejedna łza poleciała. Chciałam zrezygnować z funkcji radnej i sołtysa. Nie będę ukrywać, dziś się niczego nie boję. Tyle łez przelałam, że już mnie nic nie zaskoczy – mówi Jolanta Kubicka, sołtys i radna z Pantalowic wybrana najlepszym sołtysem powiatu przeworskiego w plebiscycie Życia Podkarpackiego.
Rozmawiamy z panią Jolantą w jej domu. – Złamałam nogę i jestem trochę uziemiona – mówi z uśmiechem na przywitanie. To jedyna chwila, kiedy pani sołtys się uśmiecha. Długiej rozmowie towarzyszą chusteczka i ocierane łzy. – Wzięłam szybko rower wnuka, bo wypadł problem na wsi i musiałam podjechać. Na podwórzu rower się przewrócił. Upadł na mnie i stało się – opowiada.
Jolanta Kubicka jest sołtysem Pantalowic od trzech lat. Jest też radną. – Pantalowice to moja rodzinna wieś, ale ponad 20 lat mieszkałam w Kańczudze. Sześć lat temu[paywall] sprowadziliśmy się tu ze względów rodzinnych. Mieszkańcy chcieli zmian, dlatego wystartowałam. Chcieli mieć sołtysa, który za nimi stanie. Coś dla wsi zrobi. Prosili, by startować. Zaufali i wybrali. Nie chcę ich zawieść, ale jest bardzo ciężko. Nie mam pomocy ze strony gminy. Wieś jest podzielona. Weszłam w najgorszy moment, w najgorsze bagno. Na szczęście mogę liczyć na większość mieszkańców. Mamy cudowną młodzież. Od początku ją wychwalam. Pomaga mi radny, rada sołecka i wielu mieszkańców – opowiada.
– Obejmując funkcję, dostałam magazyn, nie biuro sołtysa. Tam urzęduję. Urządziłam je. Po poprzedniczce dostałam zwykłą ręczną kosę, 23 krzesła i cztery stoliki. Tyle wszystkiego. Dostałam też nakaz, że gdyby się ta kosa zepsuła, to należy do gminy zgłosić. Ta kosa wisi teraz w biurze na ścianie. Jest ciężko i cały czas mam rzucane kłody pod nogi– wspomina J. Kubicka.
– W plebiscycie zajmowałam coraz to wyższe miejsca. Burmistrz starał się tego nie zauważać. Na ogłoszenie wyników jechałam sama. Przykre to. Chcę coś zrobić dla mieszkańców, dla wsi. Dlatego jestem sołtysem i radną. Nie należę do żadnej opcji politycznej. Kieruję się swoim rozumem. Startowałam jako niezależna i tak zostało. Czy będzie kiedyś jedna działająca wspólnie wieś? Myślę, że tak, ale konieczne są zmiany w gminie. Czy będę, czy nie będę sołtysem i radną, zawsze będę walczyć o załatwienie bulwersujących spraw, o wyjaśnienie zaległości. Wszystkich traktuję jednakowo. To są moi mieszkańcy i tak samo chciałabym być traktowana – mówi.
– Poprzedniczka była sołtysem przez 12 lat i przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich. Przewodniczącą została, ale koło odizolowało się od mieszkańców do tego stopnia, że nie widać ich działalności we wsi. Mają siedzibę w budynku komunalnym i pomieszczenia w wiejskim domu kultury. Z domu kultury korzystam dwa, trzy razy do roku. Jest potrzebny na zebrania wiejskie i dożynki. Uważam, że każda organizacja działająca na wsi powinna pracować dla dobra wszystkich. Na OSP złego słowa nie powiem. Na LKS też. Współpraca układa się dobrze. Tylko z Kołem Gospodyń Wiejskich nie ma współpracy.
– Najbardziej zależy mi na młodzieży, by mieli miejsce spotkań i nie musieli przesiadywać na przystanku autobusowym. Na próby przed dożynkami udostępniam im swój grajdołek. Chcieliśmy coś dla tej młodzieży zrobić. Wszystko było przygotowane, ze statutem organizacji młodzieżowej, ale strona przeciwna, widząc, że możemy się starać o jakieś pomieszczenia, stworzyła zespół Pantalowiczanie. Teraz trudno liczyć na miejsce dla młodzieży, bo zespół potrzebuje. Chcemy tej młodzieży do końca kadencji zorganizować stroje, by nie musieli pożyczać. Koło gospodyń ma swoje. Wprawdzie kupione z wiejskich pieniędzy, ale to jest ich. Wiele spraw dzieje się nie tak, jak powinno. Chociażby program rehabilitacyjny prowadzimy wspólnie z gminą Przeworsk. Nasza gmina tym się nie zainteresowała – narzeka J. Kubicka.
– Nie będę ukrywać, mam cały czas wyrzuty sumienia i myślę, że gdyby teraz było scalanie, to na pewno mieszkańcy byliby znacznie bardziej zadowoleni. Problemy związane z tym się ciągną. Zostałam sołtysem pod koniec scalania, nie wszystko już można było zmienić. Starostwo pomaga, ale drogi poscaleniowe przeszły na gminę, a stamtąd trudno na wsparcie liczyć. Obecny burmistrz przegrał u nas wybory samorządowe z kretesem i tak się zaczęło. Wiele rzeczy obiecują w gminie. Nic nie jest robione. Miał być budowany zbiornik retencyjny. Mieszkańcy dali łąki. W tej chwili mówią, że zaszła jakąś pomyłka i zbiornika nie będzie. Mieliśmy bardzo duży problem z budową kaplicy cmentarnej. Jest już w stanie surowym, ale powstała dopiero po wizycie w kurii i zgodzie na zamianę działek. W tamtym roku nie było tygodnia, żebym nie jechała do burmistrza i o coś nie prosiła. Nic z tego nie wychodziło. Kończyło się na obiecankach. W tym roku postanowiłam, że nie będę chodzić. Niech będzie zrealizowane to, co podjęliśmy na zebraniu wiejskim. Już październik. Tylko drogę jedną zrobili i zakończyli wymianę wodociągów. Od trzech lat tak zwane Moczary czekają na oświetlenie, podobnie inne miejsca. Mamy piękny staw, który czeka na uporządkowanie. Drugi, zniszczony, czeka na wyrównanie terenu. Marzę, żeby był fundusz sołecki jak w innych miejscowościach – wymienia sołtys.
– Nie ma zadowolenia i to się ciągnie. Nazbierało się tego. Zbudowano bariery nie do przejścia. Chcemy, by wieś mogła decydować o swoich funduszach. Co z tego, że chcemy, jak nie mamy siły przebicia. Są też nierozliczone sprawy. U nas potrzeba zmian. Inaczej trudno liczyć na poprawę – mówi sołtys.
Mimo gorzkich słów J. Kubicka stara się pełnić funkcje jak najlepiej. Jest otwarta dla mieszkańców. ChwaliTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.PISoBOLSZEWIA nie jednemu człowiekowi odbiera chęć do życia.
Schizofrenia paranoidalna to przykra dolegliwość umysłowa, której charakterystycznym objawem są urojenia prześladowcze. Chory nie odbiera otaczającego go świata takim, jakim on jest naprawdę, ale w sposób całkowicie błędny. Co najgorsze te wszystkie omamy i urojenia chory przeżywa, jako otaczającą go rzeczywistość. Szkoda każdej sekundy w Twoim przypadku. Udaj się natychmiast do Jarosławia na Kościuszki do "prewentorium". Nie musisz mieć skierowania od rodzinnego. Z tym schorzeniem przyjmują całodobowo. Nie bój się elektrowstrzasów, bo w Twoim przypadku zastosowana ich znaczna ilość to jedyny dla Ciebie ratunek. Szkoda czasu. Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Jak już wrócisz do pełnej świadomości to daj "cynę" jak się czujesz. Powodzenia.
Chora kobieta najlepiej widać po tym jak skrzywdziła swoje dzieci
Jakie to szczęście że PISoBOLSZEWICKIE pieski są "zdrowe" i mogą tu ujadać ha ha.
PISoBOLSZEWIA nie jednemu człowiekowi odbiera chęć do życia.
Schizofrenia paranoidalna to przykra dolegliwość umysłowa, której charakterystycznym objawem są urojenia prześladowcze. Chory nie odbiera otaczającego go świata takim, jakim on jest naprawdę, ale w sposób całkowicie błędny. Co najgorsze te wszystkie omamy i urojenia chory przeżywa, jako otaczającą go rzeczywistość. Szkoda każdej sekundy w Twoim przypadku. Udaj się natychmiast do Jarosławia na Kościuszki do "prewentorium". Nie musisz mieć skierowania od rodzinnego. Z tym schorzeniem przyjmują całodobowo. Nie bój się elektrowstrzasów, bo w Twoim przypadku zastosowana ich znaczna ilość to jedyny dla Ciebie ratunek. Szkoda czasu. Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Jak już wrócisz do pełnej świadomości to daj "cynę" jak się czujesz. Powodzenia.
Chora kobieta najlepiej widać po tym jak skrzywdziła swoje dzieci