Pan Jacek, mieszkaniec gminy Orły, zaniepokojony jakością wody dostarczanej przez Gminny Zakład Usług Wodnych, postanowił sprawą zainteresować media, wykazując, że problem z jej twardością przekłada się na wyższe opłaty za śmieci. Gmina przyznaje, że twardość wody faktycznie może być odczuwana przez mieszkańców, ale znalezienie rozwiązania to kwestia finansów, co w efekcie i przełożyłoby się z kolei na wyższe stawki za kubik wody.
– Mam 300-litrowy zbiornik na ciepłą wodę. Woda w moim domu jest ogrzewana prądem, ponieważ mam fotowoltaikę, czyli teoretycznie ogrzewanie wody powinno być tanie. Ale nie w Orłach. Duża ilość kamienia w wodzie powoduje, że co kilka miesięcy trzeba wymieniać grzałki, które, obrastając kamieniem, przepalają się. Kiedy pokazałem ich stan sprzedawcy, stwierdził, że woda, jaka dostarczana jest do domów, jest zbyt twarda i konieczne jest zamontowanie urządzenia do jej zmiękczania – mówi Jacek Kurcek.
– Jestem zdania, że Gminny Zakład Usług Wodnych powinien rzetelnie poinformować odbiorców o jakości sprzedawanej wody. Gmina twierdzi, że jakość wody jest dobra, co potwierdzają badania, ale tak duża ilość kamienia w wodzie wskazuje, że niezbyt dobrze oddziałuje ona na urządzenia elektryczne, a może też niekorzystnie odbijać się na zdrowiu ludzi – wyraża swoje obawy mieszkaniec.
Dowodzi też, że instalacja urządzeń do zmiękczania wody nie jest wyjściem, bo te zużywają ogromne ilości wody, a jako że opłaty za śmieci są w gminie Orły powiązane z ilością zużywanej wody, koszty ponoszone przez mieszkańców rosną[paywall].
– Zatem im gorsza woda, tym częściej odbiorcy poszukują urządzeń, które poprawią jej jakość, a te urządzenia, na przykład stacje uzdatniania, zużywają niemałe ilości wody, przez co gmina ma więcej pieniędzy, a firmy odbierające śmieci kwitną – puentuje.
– Uważam, że opłata za gospodarowanie odpadami komunalnymi jest w naszej gminie oderwana od faktycznej ilości wytwarzanych i odbieranych przez nią odpadów – narzeka na funkcjonujące obecnie rozwiązanie.
Reklama
Z prośbą o wyjaśnienie sytuacji zwróciliśmy się do wójta gminy Orły Bogusława Słabickiego, pytając, czy Zakład Usług Komunalnych ma szansę problem z twardością wody rozwiązać i czy lokalny samorząd nie powinien rozważyć zmiany sposobu naliczania odpłatności za odbiór śmieci?
– Problem z twardością wody może być odczuwalny przez mieszkańców. Miałem kilka wizyt z tą sytuacją związanych. Stosowanie filtrów czy stacji uzdatniania faktycznie może generować wyższe opłaty za śmieci, jeśli wody zużywamy bardzo dużo – potwierdza włodarz gminy.
Reklama
– Co do twardości, tego nie da się przeskoczyć. Woda normy spełnia, co pokazują badania, ale jak ktoś chce mieć bardziej miękką, musi we własnym zakresie zastosować stację uzdatniania, żeby nie wymieniać co jakiś czas baterii, grzałek. Te stacje oczywiście generują większe zużycie wody. Rozwiązaniem są dwie opcje. Można zawnioskować do Rady Gminy o zmianę sposobu naliczania opłat za śmieci. Musiałaby się do tego przychylić. Natomiast gdybyśmy chcieli jako gmina pozbawiać wody twardości w takim stopniu, w jakim ludzie by tego oczekiwali, to nie byłoby nas stać, by tę wodę kupować. Koszt dostarczenia wody byłby wówczas diametralnie wyższy, co przełożyłoby się na wyższe stawki dla mieszkańców za kubik wody – odnosi się do tematu B. Słabicki.
– Co do sposobu naliczania odpłatności za śmieci, to mogę zapewnić, że gmina nie ma z tego tytułu większej sumy pieniędzy. Jeżeli pojawia się jakakolwiek nadwyżka pochodząca z tej puli, to są to pieniądze stricte przypisane do śmieci i gmina nie może sobie nimi dowolnie gospodarować i wykorzystać ich na inny cel. Kiedy więc oddaliśmy przykładowo mniej ton śmieci, niż szacunkowo zakładaliśmy i zostało nam w budżecie parę groszy za poprzedni rok, mogliśmy ludziom do śmieci dopłacić i mimo droższego przetargu za tonę, nie podnieśliśmy opłaty śmieciowej. Taką sytuację mieliśmy w bieżącym roku – wyjaśnia B. Słabicki.
Reklama
Odnosi się też do sposobu naliczania płatności, wyjaśniając, że jest jak dotąd optymalnym wyborem. – Jest kilka sposobów naliczania odpłatności za śmieci. Pierwszą z nich zastosowaliśmy na budynek. System się sprawdzał, ale otrzymywaliśmy jednocześnie sygnały od osób mieszkających samotnie, że płacą za śmieci tyle samo co rodzina z dziećmi, choć tylu śmieci nie produkują. Wprowadziliśmy więc ulgę w przypadku gospodarstw jednoosobowych, ale już nie obejmowała ona dwójki osób. Ludzie też się skarżyli. Zdecydowaliśmy się więc na drugą z metod – naliczania na mieszkańca – ale i ona miała swoje słabe strony, bo dochodziło do sytuacji, że niektórzy nie wykazywali faktycznej liczby mieszkańców w gospodarstwie. A gmina ma ograniczone możliwości weryfikacji tego, tym bardziej że zamieszkiwanie nie jest tożsame z zameldowaniem. Taką sytuację mocno odczuliśmy w czasie pandemii, kiedy ludzie zjeżdżali z zagranicy do domów, ale nikt nie składał nowej deklaracji, obejmującej większą liczbę osób niż do tej pory. Grupa osób uczciwie podchodzących do sprawy płaciła więc za tych, którzy opłat unikali, a stawki rosły. Wtedy wpadliśmy na pomysł, że zużywana woda wykaże, ile ludzi faktycznie mieszka w danym budynku. I ta metoda nie jest idealna, bo zdarzają się ludzie, którzy kombinują, ale przypadków migania się od płatności jest już mniej, a skoro koszty rozłożyły się na większą liczbę mieszkańców, trzeci czy czwarty rok z rzędu cena za śmieci praktycznie stoi w miejscu i wydaje się przyzwoita. Na razie z tej metody nie zrezygnowaliśmy. Zostaje nam jeszcze czwarta, czyli przeliczanie opłaty na metry kwadratowe domu – z niej nie korzystaliśmy, ale wszystkie metody są tak naprawdę obarczone jakimiś minusami – podaje szczegóły naliczania opłat B. Słabicki.
Dodaje jednak, że powiązanie ilości wykorzystywanej wody z opłatą śmieciową dało pozytywny efekt w postaci bardziej racjonalnego gospodarowania nią przez mieszkańców.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze