Potykacz to nie błaha sprawa. Dwie płyty z dowolnego materiału. Najczęściej z drewna lub plastiku, ułożone w kształcie dużej litery A. Pośrodku wzmacniane dla większej stabilności. Przy czym poprzeczka oraz gustownie zamontowane zawiasiki na zwieńczeniach płyt umożliwiają złożenie potykacza. Jest on dzięki tym prostym zabiegom technicznym bardzo praktyczny, wygodny w przenoszeniu. Zazwyczaj lekki. Ustawiany w ruchliwych ciągach komunikacyjnych tak, aby adresat komunikatu prawie się o niego potykał. Stąd pewnie nazwa.
Potykacz reklamuje różne ważne produkty lub usługi oraz stanowi nośnik niecierpiących zwłoki informacji.
Od wiosny tego roku na ulicy Kazimierzowskiej, w cukierni „Fiore” (sławiącej Przemyśl w dziedzinie cukierniczej właśnie oraz lodziarskiej) spełnia ważkie zadanie informujące. Smakosze lodów i ciastek z Przemyśla, ale także z innych rejonów naszej ojczyzny oraz goście z zagranicy dowiadują się z potykacza:
„Uprzejmie informujemy, że nie uzyskaliśmy zgody na użytkowanie tarasu”.
Ten prosty, oczywisty komunikat nie pozostawia pola manewru, chociaż tuż za nim nadal stoją ustawione krzesełka i stoliki. Tylko usiąść i delektować się łakociami. Nic z tego. Od wiosny tego roku właściciel cukierni nie może uzyskać wiążącej decyzji władz Przemyśla w sprawie dalszej dzierżawy tarasu.
– Władze miasta przez 20 lat kompletnie nic nie zrobiły na tym terenie, którego są właścicielem. Obciążano mnie tylko wszystkimi możliwymi obowiązkami, które nie leżały po mojej stronie. To nie ja, jako dzierżawca, miałem obowiązek doprowadzić go do używalności. Ale to zrobiłem. Obecny jego wygląd to wiele pieniędzy włożonych przeze mnie w odnowienie i rewitalizację pod okiem pani konserwator zabytków. Lekko licząc około 200 tysięcy złotych – informuje Jan Teuchman, właściciel cukierni w najnowszym wydaniu „Życia Podkarpackiego”.
Władze Przemyśla argumentują, że ten stan rzeczy wynika z przeszkód formalnych, między innymi braku zakończonego postępowania administracyjnego, prowadzonego przez Powiatowego Inspektora Postępowania Nadzoru Budowlanego dla Przemyśla. Czemu ten zaprzecza, informując o zakończonym postępowaniu.
Więc o co chodzi?
Najpewniej o brak pieniędzy na remont tarasu, a jest to w interesie wszystkich użytkowników, także tych mających pod nim lokale.
Tymczasem potykacz ma się dobrze. Spełnia swoją rolę i pewnie znajdzie poczesne miejsce w archiwach firmy rodzinnej „Fiore”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Nie bardzo rozumiem to larum.Właściciel Fiore użytkował taras przez 20 lat na podstawie umowy zawartej z Miastem, którą podpisał.Umowa musiała zawierać prawa i obowiązki obydwu Stron.Pytanie zasadnicze - bo o tym dotychczas nikt nie napisał - czy właściciel Fiore należycie wywiązał się ze wszystkich umownych obowiązków.Mówi, że zainwestował w rekonstrukcję trasu , ale czy był to jedyny obowiązek.Może warto sprawdzić.?
Nie bardzo rozumiem to larum.Właściciel Fiore użytkował taras przez 20 lat na podstawie umowy zawartej z Miastem, którą podpisał.Umowa musiała zawierać prawa i obowiązki obydwu Stron.Pytanie zasadnicze - bo o tym dotychczas nikt nie napisał - czy właściciel Fiore należycie wywiązał się ze wszystkich umownych obowiązków.Mówi, że zainwestował w rekonstrukcję trasu , ale czy był to jedyny obowiązek.Może warto sprawdzić.?