Należę do tego rodzaju kibiców piłki nożnej, którzy w przerwach między ważnymi meczami reprezentacji Polski, powiedzmy rangi mistrzowskiej, są racjonalni, krytyczni, twardo oceniający realne możliwości naszej kadry narodowej. Gdy jednak rozpoczyna się mecz – zdrowy rozsądek idzie na bok.
Pozostaje niczym nie zmącony optymizm, kibicowanie, poparte bojowymi okrzykami i obowiązkowym zestawem kulinarnym. Ze względu na zakaz reklamy określonych marek alkoholowych oraz niezdrowej żywności darujmy sobie szczegóły.
Przy okazji trwających jeszcze, a dla naszych reprezentantów zakończonych mistrzostw świata nie było inaczej. Zęby bolały przy pierwszych trzech meczach grupowych, z pominięciem fragmentów i wygranej z Arabią Saudyjską. Słodko-gorzka satysfakcja z awansu do jednej ósmej turnieju. Honorowe rozstanie z mundialem w meczu z Francją. Trójkolorowi przypomnieli nam nasze miejsce w szeregu.
Przyznam szczerze, że teraz następuje dla mnie najprzyjemniejsza faza mistrzostw świata. Nasi w domu, można więc spokojnie delektować się pięknem piłki nożnej, szczególnie w wydaniu Brazylii, Francji, Hiszpanii, walecznych Chorwatów, dumnych synów Albionu i Helwetów. Niestety rodzime klimaty nie pozwalają o sobie zapomnieć.
Ledwie samolot z piłkarzami dotknął polskiej ziemi, gruchnęła w mediach wiadomość o specjalnej premii premiera Morawieckiego dla naszych piłkarzy. Mowa o kwocie zaczynającej się od 30 milionów złotych w górę.
I zaczęło się.
Kto komu, ile obiecał?
Jak podzielić pieniądze, których nie ma i kto wie, czy po szumie medialnym w ogóle będą?
Co powiedział Lewandowski Michniewiczowi, ewentualnie ten drugi temu pierwszemu?
Kto na kogo się pogniewał?
Kto kogo teraz zwolni z pracy?
Lewandowski trenera, prezes PZPN trenera?
Trener sam siebie?
I kto będzie miał odwagę powiedzieć, co naprawdę myśli o poziomie gry Lewandowskiego podczas mistrzostw i potencjalnych rozmowach sportowca z premierem demokratycznego kraju o pieniądzach?
Być może bezpośrednia rozmowa premiera z kapitanem polskiej reprezentacji za pośrednictwem łączy internetowych (wszak Robert Lewandowski udał się na zasłużony urlop) zażegna narodowy konflikt, ale nie poprawi złego wrażenia. I to w sytuacji, gdy każda złotówka budżetowa jest na wagę złota, a PZPN dostanie tyle pieniędzy od UEFA, że piłkarze na pewno nie będą narzekać na gratyfikacje.
Ktoś im oddał niedźwiedzią przysługę, bo wypadli na małostkowych chytrusków, a nie poważanych zawodowców ze szlachetnymi ambicjami sportowymi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze