Wkrótce minie 79 lat od tajemniczego zaginięcia na wodach Morza Północnego okrętu podwodnego ORP „Orzeł”. Była to elitarna jednostka, która swoimi osiągnięciami stała się legendą polskiej marynarki wojennej. Jedynym przemyślaninem, który w niej służył, był Jan Szal.

Jan Szal urodził się 22 czerwca 1917 r. w Przemyślu. Mieszkał w dzielnicy Przekopana. Jego ojciec Józef był rzeźnikiem, a matka Anna zajmowała się domem.
Z wynikiem dobrym ukończył 7-klasową Szkołę Powszechną im. Adama Mickiewicza w Przemyślu i podjął naukę w 3-letniej szkole zawodowej. Odbył kurs drukarski, po którym postanowił zmienić zawód na malarsko-lakierniczy. – Był wysokim blondynem o niebieskich oczach i typowo słowiańskiej urodzie, zdrowym i wysportowanym młodzieńcem. Uprawiał lekkoatletykę i grał w piłkę nożną – opisuje swojego wuja Marcin Maciołek.
Młodego Jana ciągnęło jednak morze i okręty podwodne. Odręcznie napisany życiorys zakończył[paywall]: „Chciałbym być torpedominerem, zostać na zawodowego i wiernie służyć Ojczyźnie”.W 1937 r. stanął przed komisją wojskową, a rok później został wcielony do marynarki wojennej. Jego marzenie się spełniło. Odbył szkolenia na jednostkach ORP (Okręt Rzeczypospolitej Polskiej) „Ryś” i ORP „Bałtyk”. – W jednej z opinii przełożonego zawartej w jego aktach osobowych wynika, że w trakcie szkolenia marynarskiego na ORP „Ryś” marynarz Jan Szal był osobą bardzo pracowitą, spokojną, koleżeńską i uczynną, charakter miał niewyrobiony, zapowiadał się na bardzo dobrego marynarza i specjalistę – opowiada M. Maciołek.
W marcu 1939 r. został przydzielony do jednostki ORP „Orzeł” – najnowocześniejszego wówczas okrętu podwodnego w polskiej marynarce i jednego z najnowocześniejszych na świecie. Sfinansowano go ze składek społecznych, a zbudowany został w holenderskiej stoczni De Schelde. Z założenia miała to być jednostka elitarna, stąd przydzielenie do niej Jana Szala świadczy, że był on młodym, ale wyróżniającym się marynarzem.
„Orzeł” patrolował obszar Zatoki Gdańskiej, jednak w pierwszych dniach ataku na Polskę, nie mógł wykorzystać swoich możliwości. Wpływ na to miała przewaga lotnictwa niemieckiego nad polskimi wodami. W trakcie rejsu dowódca komandor Henryk Kłoczkowski ciężko zachorował. Podejrzewano tyfus, ale pojawiły się też głosy o symulacji z jego strony.
Dowódca podjął decyzję o wpłynięciu do portu w Tallinie w Estonii. H. Kłoczkowski trafił do szpitala, a okręt – wbrew prawu międzynarodowemu – został internowany. Załoga się z tym nie pogodziła i w nocy z 17 na 18 września w brawurowy sposób odbiła łódź.
„Obezwładniono podstępem dwóch strażników estońskich, a st. mar. Chojecki wybiegł na molo z siekierą i potężnym ciosem przeciął gruby jak ręka kabel elektryczny. W całym porcie zapanowały egipskie ciemności. Na „Orle" zarządzono alarm. Podoficerowie i marynarze, którzy dotąd udawali pogrążonych we śnie, wyskakiwali spod koców już ubrani i biegiem zajmowali swoje stanowiska. Na pomoście stał kpt. Grudziński. Padła komenda: Oba motory — całą naprzód! Okręt silnie szarpnął do przodu i zerwał nadpiłowane potajemnie cumy. Ostrzeliwany przez estońskie okręty i baterię artylerii nadbrzeżnej, po dramatycznych perypetiach „Orzeł" przedostał się w końcu do kanału portowego i zanurzył w wodach Zatoki Fińskiej. Przez cały dzień przeleżał na dnie tropiony przez okręty estońskie. Z nasłaniem zmierzchu wynurzył się na powierzchnię i rozpoczął ładowanie akumulatorów” – opisywał akcję na łamach Pogranicza w 1996 r. Zenon Andrzejewski.
Mimo że Estończycy zarekwirowali mapy, jednostce udało się przedostać przez Cieśniny Duńskie do Anglii. 1 grudnia 1939 r. „Orzeł” wszedł w skład brytyjskiej 2 Flotylii Okrętów Podwodnych. Od połowy stycznia do połowy maja 1940 r. wykonał 6 rejsów patrolowych. Kilka z nich pozwoliły załodze okryć się chlubą. Największą sławę przyniosło storpedowanie 8 kwietnia niemieckiego statku „Rio de Janeiro”, płynącego w stronę Norwegii. W ten sposób polski oddział udaremnił przerzucenie na teren tego kraju niemieckich żołnierzy i sprzętu wojennego oraz zdemaskował plany ataku III Rzeszy na Norwegię.
28 maja 1940 r. o godz. 23.00 „Orzeł” wypłynął – jak się później okazało – w swój ostatni rejs. Okręt zaginął wraz z całą załogą w niewyjaśnionych okolicznościach podczas patrolu na przełomie maja i czerwca, na wodach Skagerraku. Ostatecznie 11 czerwca 1940 r. – po trzech dniach od planowanego powrotu – oficjalnie uznano okręt za stracony.
– Następnego dnia Anglicy wystosowali do Polskiej Marynarki Wojennej RP list, w którym zachwalali i wysoko ocenili wojenną działalność ORP „Orzeł” oraz wyrazili swój żal dotyczący straty jednostki – mówi M. Maciołek.
Dowódca Floty Podwodnej Królewskiej Marynarki Wojennej wiceadmirał Max Horton napisał: „Dzielność i wydajność, które towarzyszyły Orłowi przy wykonywaniu jego służby, zasługują na najwyższą pochwałę, a rola, jaka przypadła okrętowi, była bardzo wartościowym udziałem w wysiłku wojennym sprzymierzonych”.
Warto tu wspomnieć o ostatniej indywidualnej opinii na temat Jana Szala. 1 kwietnia 1940 r. dowódca „Orła” kpt. mar. Jan Grudziński napisał: „Spokojny, operatywny, solidny, chętny do nauki i pracy, jako specjalista dobry, sumienny. Zasługuje całkowicie na mianowanie nadtorpedominerem”. J. Szal był wtedy torpedominerem, a opinia ta zbiegła się z mianowaniem go na starszego marynarza.
Przyczyny zaginięcia „Orła” do dzisiaj są nieznane. Został zbombardowany przez niemiecki samolot, omyłkowo zatopiony przez holenderski okręt podwodny albo wpłynął na pole minowe – to główne hipotezy. Żadna z ekspedycji w poszukiwaniu jednostki nie przyniosła rezultatu.
Jan Szal był w gronie tych 60 członków załogi, którzy uczestniczyli w tragicznym patrolu. Służył na „Orle” od pierwszego dnia wojny do ostatniej chwili jednostki. W jego metryce zgonu – wystawionej 27 czerwca 1943 r. przez Marynarkę Wojenną – Komendę Morską „Północ” – czytamy: „zginął w czasie pełnienia służby na okręcie podwodnym ORP „Orzeł” w dniu 8 czerwca 1940 r. w walce o wolną i niepodległą Rzeczypospolitą Polską. Po wojnie prezydent RP na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz odznaczył pośmiertnie J. Szala Medalem Morskim, a władze brytyjskie – odznaczeniem War Medal 1939-45.
W przyszłym roku przypadnie 80. rocznica zaginięcia „Orła”. Rodzina chce upamiętnić Jana Szala i załogę niedużym pomnikiem. Miałby powstać z płyt granitowych, w formie sześcianu wysokiego na 120 i szerokiego na 60 cm. – Na każdej z czterech płyt znajdowałyby się tablice pamiątkowe, a całość w górnej części uwieńczona byłaby krzyżem marynarskim w formie kotwicy – opisuje pan Marcin. Koszty poniosłaby rodzina, instytucje i fundacje zajmujące się historią „Orła”, być może zorganizowano by też zbiórkę publiczną na ten cel.

fot.Paweł Bugira
– Odpowiednim miejscem na postawienie pomnika byłby rejon ulicy Przekopanej, z której to wywodzi się Jan Szal i przykościelnego parkingu – pokazuje Marcin Maciołek.

fot.Paweł Bugira
Na rodzinnym grobie na cmentarzu w dzielnicy Przekopana, umieszczono napis upamiętniający Jana Szala. Miejsce to stało się jego symbolicznym grobem, bowiem ciała marynarza nigdy nie odnaleziono.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Boże, poległym spokój daj, Spełnili obowiązek. A Ty Żołnierzu śpij, Pozostajesz w pamięci żyjących.
Każda śmierć jest bolesna.I każdą należy opłakiwać .Ale ORP"Orzeł" był najnowocześniejszą naszą jednostka podwodną.Niestety w wojnie obronnej 1939r stchórzył i nie podjął żadnej ale to żadnej walki w obronie Polski .Salwował się ucieczką do Tallina a z perypetiami do Anglii gdzie po wymianie oficerów został skierowany do walki.Taka jest smutna prawda o ORP "Orzeł'
Czemu znowu judzisz? . To ,ze nie - jak napisałeś nie podjął walki , nie wynika z tchórzostwa , ale ze strategii ii zdrowego rozsądku . Skoro miał przed sobą wiele niemieckich jednostek nawodnych i podwodnych , to wypłyniecie i walka byłby zwykłym idiotyzmem . Jeśli ty miałbyś walczyć z z 5 , osobowa banda uzbrojona w maczety , noże , to co kanalio zrobiłbyś? Oczywiście ,ze szukałbyś wsparcia , . I co tez można powiedzieć - jak to napisałeś wcześniej ,ŻE STCHÓRZYŁEŚ . ROZUMIESZ ?
Boże, poległym spokój daj, Spełnili obowiązek. A Ty Żołnierzu śpij, Pozostajesz w pamięci żyjących.
Każda śmierć jest bolesna.I każdą należy opłakiwać .Ale ORP"Orzeł" był najnowocześniejszą naszą jednostka podwodną.Niestety w wojnie obronnej 1939r stchórzył i nie podjął żadnej ale to żadnej walki w obronie Polski .Salwował się ucieczką do Tallina a z perypetiami do Anglii gdzie po wymianie oficerów został skierowany do walki.Taka jest smutna prawda o ORP "Orzeł'
Czemu znowu judzisz? . To ,ze nie - jak napisałeś nie podjął walki , nie wynika z tchórzostwa , ale ze strategii ii zdrowego rozsądku . Skoro miał przed sobą wiele niemieckich jednostek nawodnych i podwodnych , to wypłyniecie i walka byłby zwykłym idiotyzmem . Jeśli ty miałbyś walczyć z z 5 , osobowa banda uzbrojona w maczety , noże , to co kanalio zrobiłbyś? Oczywiście ,ze szukałbyś wsparcia , . I co tez można powiedzieć - jak to napisałeś wcześniej ,ŻE STCHÓRZYŁEŚ . ROZUMIESZ ?