Reklama

Jeśli wszystko się uda, przyszły sezon może być naprawdę fajny!

Dwa sezony temu szczypiorniści SRS Czuwaju Przemyśl zajęli 6. miejsce w I-ligowej tabeli. W minionym spadli w ostatecznej klasyfikacji „oczko” niżej. Jaki to był sezon? Czy osiągnięty wynik spełnił marzenia? Na co kibice piłki ręcznej mogą liczyć w sezonie 2016 – 2017? Czy będzie szansa na powalczenie o coś więcej niż środek tabeli czy może tendencja „spadkowa” będzie się utrzymywać?

Rozmowa z prezesem SRS Czuwaju Przemyśl Kazimierzem Wiśniowskim i wiceprezesem klubu Pawłem Bolechowskim.

 

Kiedy rozmawialiśmy po sezonie 2014 – 2015, mówiliście, że sezon 2015 – 2016 powinien być odrobinę lepszy. Tabela na to nie wskazuje, ale należy pamiętać, że znacznie wzrósł poziom zespołów. Był lepszy?

Kazimierz Wiśniowski: – Trudno powiedzieć, ale myślę, że chyba tak. Z drugiej strony wiadomo, że chciałoby się więcej, znacznie więcej. Nie oszalałem ani po tamtym, ani po tym sezonie. Przed minionym skompletowaliśmy skład na miarę naszych możliwości finansowych. Na pewne rzeczy nie mieliśmy jednak wpływu. W trakcie sezonu okazało się, że Piotr Żak z kontuzją grał od początku i ostatecznie przestał uprawiać tę dyscyplinę sportu. Pod koniec okresu przygotowawczego kontuzji doznał Maciej Kubisztal, nasz jedyny kołowy. Leczył przepuklinę i stracił aż dwa miesiące. Cieszy, że swoją szansę wykorzystał Sebastian Piechnik. Moim zdaniem, to największy pozytyw minionego sezonu. Widać było, że potrzebował gry, dostał minuty na parkiecie i sprawdził się znakomicie.

Reklama

Był taki moment, że bliżej zespołowi było do strefy spadkowej niż czołówki tabeli.

Paweł Bolechowski: – Wspomniane ubytki sprawiły, że rzeczywiście, zwłaszcza w pierwszej rundzie, mieliśmy spore problemy. Ten zespół jest jednak nieobliczalny[paywall]. Przyjechał do nas Piotrkowianin i dostał srogie lanie. Tydzień po tym meczu jedziemy do Tarnowa i rozgrywamy chyba najgorszy mecz w sezonie. Wygląda na to, że dla nas najtrudniejsze są mecze z sąsiadami w tabeli. Z zespołami, które walczą, biją się o każdy metr parkietu. Przyjechał do nas Chrzanów i nie umiejętnościami, a wielkim serduchem, szczęściem i cechami wolicjonalnymi udało się ich pokonać jedną bramką.

Reklama

KW: – Liczyliśmy, że na własnym parkiecie nie będą przydarzały się nam takie wpadki jak choćby Legnicą czy Oławą. Wówczas byłby spokój. A że tabela była bardzo spłaszczona, to zespoły przeskakiwały z miejsca na miejsce.

Dokładnie rok temu zapytałem pana, dlaczego ten zespół jest tak nieobliczalny, dlaczego nie potrafi trzymać pewnego poziomu? Dzisiaj powtórzę to samo pytanie.

KW: – Znowu odpowiem, że nie wiem. Po prostu nie wiem. Cały czas się nad tym zastanawiamy. Przychodzę na mecz i nie wiem, na co danego dnia ten zespół będzie stać. Rozpoczynają się zawody, które musimy wygrać, a po kilku minutach gry przegrywamy na przykład 2:7. Później rozpoczyna się gonitwa i ostatecznie wygrywamy. Nie wiem, skąd biorą się przestoje, kompletny zastój.

Reklama

PB: – Naszą piętą achillesową jest obrona. Zła, pasywna. Straciliśmy najwięcej bramek w sezonie spośród wszystkich zespołów. To musimy poprawić, bo inaczej scenariusze kolejnych meczów będą takie same. Uważam, że poważne braki defensywne są powodem tej nieobliczalności. Nad tym przede wszystkim powinien pracować trener. Brakuje komunikacji, brakuje zaangażowania.

KW: – To są doświadczeni zawodnicy i każdy z nich wie, jak bronić. Ale wiedzieć, a chcieć to jest różnica. W wielu meczach zauważyłem wręcz niechlujstwo w obronie. Mój trener Wacław Książek zawsze powtarzał, że w ataku to się odpoczywa. Niezależnie od tego jakie masz parametry, w obronie musisz zasuwać. Niestety, na dzień dzisiejszy nie widzę w naszym zespole człowieka, który pokierowałby tą obroną.

Reklama

To był drugi sezon, w którym kadra zespołu była wąska. To także mogło mieć wpływ na grę. Zasuwanie w obronie i ataku przez 60 minut to mordęga. Dlaczego znowu było tak mało zawodników?

KW: – Jak już mówiłem, stworzyliśmy zespół, na jaki było nas stać. Przytrafiły się kontuzje, których oczywiście nie można było wykluczyć. Uważam, że trener zbyt mało sięgał po graczy z ławki rezerwowych. Za mało grał na przykład Tomek Dejnaka, Czarek Tyburski czy Paweł Kubik.

Jesteście zadowoleni z pracy trenera?

KW: – Pierwszym trenerem był Przemek Korobczak, pomagał mu Piotrek Kroczek. Nie możemy nie być zadowoleni z osiągniętego wyniku, choć jak wspomniałem, mogliśmy być wyżej. Głównym mankamentem jest w zasadzie brak szkolenia młodzieży. Gdzieś to nam uciekło. Kadra była wąska, jeden Kubik z zespołu juniorów to za mało. Są co prawda grupy młodzieżowe, ale kiedy ktoś poważnie zasili pierwszy zespół, nie wiadomo. Chcemy teraz dołączyć czterech juniorów i zobaczymy, co z tego wyniknie.

Reklama

Stagnacja to najgorsze dla kibiców. Kibic chciałby wiedzieć, o co zespół będzie walczyć. Zdaję sobie sprawę, że jesteście ograniczeni finansowo, ale…

KW: – Wiem, że oczekiwania są spore. Liczymy na walkę o miejsca z przedziału 6. – 8. Przed nadchodzącym sezonem wiemy, na czym stoimy. Nigdy tego nie było. Dzięki władzom miasta mamy zapewniony byt, o resztę musimy się sami wystarać i to robimy. Współpraca z miastem układa się nam znakomicie. Jest wola i chęci, aby ta nasza piłka ręczna się rozwijała. Jesteśmy ze wszystkimi rozliczeni, nie mamy żadnych zaległości. Korzystając z okazji, serdecznie dziękuję prezydentowi Robertowi Chomie, jego zastępcy Grzegorzowi Hayderowi. Podobnie jak spółkom miejskim, które nas wspierają, wielu firmom, instytucjom, restauratorom i przedsiębiorstwom oraz sponsorom indywidualnym. Nie chcę z nazwy wymieniać wszystkich, bo mógłbym kogoś pominąć.

Reklama

PB: – Chcemy utrzymać dotychczasowy poziom. Konkretyzujemy rozmowy z naszymi dotychczasowymi sponsorami, którym serdecznie dziękujemy za pomoc!

Wobec odejścia przede wszystkim Stanisława Makowiejewa, kadrę zespołu trzeba wzmocnić.

KW: – Zgadzam się. Rozmawiamy z zawodnikami i liczymy pieniądze. Na ilu nas będzie stać. Pewnej granicy nie możemy przekroczyć, bo nie pozwolę na to, aby mieć jakiekolwiek zobowiązania. Musimy być wiarygodni. Jesteśmy dogadani już z większością zawodników, którzy grali do tej pory z wyjątkiem Pawła Stołowskiego. Nie możemy dojść do porozumienia w kwestiach finansowych i może się tak zdarzyć, że Paweł nie będzie grał u nas. Rozmawiamy z nowymi twarzami. To między innymi: Mateusz Nowak z Bochni, Tomasz Biernat z Grodkowa, Konrad Bajwoluk z Ostrowca Świętokrzyskiego czy Sławomir Karwowski z Tarnowa. Wówczas skład wyglądałby nieco inaczej. Skład trenerski pozostaje bez zmian. Jeszcze na ten temat nie rozmawialiśmy. Jest prawdopodobne, że Piotr Kroczek zamieni się rolami z Przemkiem Korobczakiem, który więcej czasu poświęci szkoleniu młodzieży.

Reklama

PB: – Jest jeszcze jeden niezły chłopak, który chce do nas przyjść, a parę sezonów grał w Gdańsku. Wszystko powoli się krystalizuje. Jeśli wszystko się poukłada jak sobie planujemy, to przyszły sezon może być naprawdę fajny.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama