Piłkarze IV ligi podkarpackiej rozegrali ostatnią w tym roku kolejkę spotkań. Zakończyli rundę jesienną.
Trochę szkoda dla jarosławskich kibiców, że właśnie się zakończyła runda jesienna IV-ligowych zmagań. Bo ich pupile wpadli w taki rytm, że wygraliby pewnie i kilka kolejnych spotkań. Są wyznawcami absolutnymi słynnego skądinąd powiedzenia, że nieważne jest jak się zaczyna, ważne jak się kończy. Rundę skończyli porywająco. Kilka tygodni temu ekipy z Boguchwały czy Łańcuta prężyły muskuły, a JKS był cierpliwy. Wiedział, że ani Izolator, ani SPEC Stal nie są Mike’m Tysonem podkarpackich boisk. Efekt? Siedem punktów przewagi nad Cosmosem Nowotaniec, osiem nad wspomnianą dwójką. Ale ta historia jeszcze się nie skończyła. Będzie trwać. Za około cztery miesiące zespół Walerija Sokołenki wróci na zieloną murawę, aby zapukać do bram III ligi. I nikt tych drzwi otwierać im nie musi. Mogą je z przytupem sami otworzyć razem z futryną, mówiąc wyższej klasie „dzień dobry”. Oby tak się stało. Jest jeszcze jedno „ale” – oby nikomu w Podkarpackim Związku Piłki Nożnej w Rzeszowie w pewnym momencie nie przyszło do głowy, aby znowu grzebać coś w tabeli i przy „zielonym stoliku” układać jej kolejność. Raz wystarczy. W ostatnim tegorocznym spotkaniu mistrz jesieni nie pozostawił jakichkolwiek złudzeń mocnym Karpatom Krosno, odsyłając ich do domu z bagażem trzech bramek. Tym razem mężem opatrznościowym jarosławian okazał się Andrija Prokić i nikogo to nie powinno dziwić. To jakość sama w sobie. Triumf z Karpatami był 14. (!) z rzędu zwycięstwem JKS-u. Ósmym kolejnym na obiekcie przy ul. Bandurskiego. Tam JKS wygrał wszystko. Ostatni raz jakiekolwiek punkty postradali w środę, 20 sierpnia br., w Nowotańcu. Czyli trzy miesiące temu. Miło pożegnania z rundą nie będzie wspominać Polonia Przemyśl. Czeluśnica to maleńka, malownicza miejscowość w gminie Tarnowiec w powiecie jasielskim. Liczy niecały tysiąc mieszkańców. Gra tam drużyna, którą fachowcy na Podkarpaciu obwołali mianem „Czelsi”. Pewnie w nawiązaniu do słynnego angielskiego klubu FC Chelsea. I ta właśnie „Czelsi” zabrała drużynie z ok. 50-tysięcznego miasta trzy punkty. Cóż… Można rzec, że jakie traktowanie sportu w danym regionie, taka „Czelsi”. Mimo wszystko to była udana runda dla przemyskiego beniaminka. Zwycięsko zakończył ją natomiast zespół Huberta Kasi – KS Wiązownica. Zrehabilitował się za porażkę w tygodniu w Łowisku, dość pewnie pokonując innego beniaminka – Stal Gorzyce. Dzięki tej wygranej wiązowniczanie spędzą zimę w górnej połowie tabeli.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze