– Najechałam na wypadek drogowy. Zadzwoniłam pod numer alarmowy 112. Myślałam, że dyspozytorka udzieli mi jakichś wskazówek, powie, co robić, jak pomóc poszkodowanym, a ona zadawała tylko pytania: gdzie jestem, co się stało, ilu jest poszkodowanych – opowiada jedna z Czytelniczek.
Zderzenie dwóch samochodów, kilka osób jest rannych. Ktoś ze świadków dzwoni pod numer alarmowy. Dyspozytor odbiera zgłoszenie, natychmiast wysyła karetkę, a do czasu jej przyjazdu nie rozłącza się i cały czas instruuje świadków, jak należy postępować. Tak na ogół wyglądają sceny w serialach paradokumentalnych, które w ostatnim czasie lawinowo zalały telewizję.
„Gadające głowy” i aktorzy amatorzy sprawiają wrażenie, że przedstawiane wydarzenia są zupełnie autentyczne. Napisów końcowych prawie nikt nie czyta, więc widzowie nie zdają sobie sprawy, że na potrzeby scenariusza wszystkie procedury zostały uproszczone. I to drastycznie.
W rzeczywistości wygląda to trochę inaczej. – W przypadku wzywania karetki operator numeru 112, po szybkim zebraniu wywiadu, przełączy nas do dyspozytorni medycznej, gdzie dyspozytor medyczny zbierze właściwy wywiad i podejmie decyzję o ewentualnym zadysponowaniu zespołu ratownictwa medycznego. To dyspozytor medyczny finalizuje rozmowę z osobą wzywającą i to on udziela ewentualnych porad i wskazówek – precyzuje Marek Janowski, ratownik medyczny i rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Przemyślu.
Jak zatem się zachować, jeśli znajdziemy się na miejscu jakiegoś zdarzenia lub w naszej obecności ktoś się źle poczuł? – W pierwszej kolejności należy się upewnić, czy pomoc jest potrzebna. Wystarczy podejść i zdać pytanie: czy panu/pani coś dolega? Co się stało? Pozwoli to na zorientowanie się w sytuacji i późniejsze precyzyjne udzielenie odpowiedzi dyspozytorowi. Często jest tak, że wezwanie do nieprzytomnego okazuje się upojeniem alkoholowym, kiedy konsument napojów wyskokowych smacznie śpi, a osoba wzywająca nie chciała podejść i sprawdzić, co się stało. Finalnie karetka jedzie na sygnale i jest niedostępna dla innych potencjalnych pacjentów, choć takie zgłoszenie mogłoby być zrealizowane przez policję czy straż miejską – mówi M. Janowski.
Jeśli wezwanie pomocy jest konieczne, nie musimy dzwonić pod numer 112. W niektórych sytuacjach lepiej wybrać 999 (pogotowie) lub 998 (straż pożarna). Warto tak zrobić, kiedy wiemy, że potrzebna jest nam tylko jedna konkretna służba. Na przykład w przypadku zasłabnięcia, nagłego bólu w klatce piersiowej, najlepiej od razu zadzwonić pod 999. Będzie szybciej i możemy liczyć na fachowe wskazówki.
Może się zatem zrodzić pytanie: po co numer 112 został stworzony? – Jest to jednolity numer alarmowy, obowiązujący na terenie całej Unii Europejskiej. Jego wprowadzenie jest obowiązkowe dla krajów członkowskich. Założenie jest takie, że operator 112 filtruje wezwania, odsiewając na przykład żarty i głuche telefony, i przekazuje do właściwych służb tylko prawdziwe zgłoszenia – wyjaśnia rzecznik pogotowia.
Docelowo pomoc będzie można wezwać tylko i wyłącznie dzwoniąc pod ten numer. Już teraz, jeśli zadzwonimy pod numer alarmowy policji 997, zostaniemy przełączeni na 112. Za jakiś czas będzie tak z innymi formacjami.
Kiedy już musimy wezwać służby ratunkowe, warto wiedzieć, jak to zrobić prawidłowo. – Należy zachować spokój, nie krzyczeć i nie poganiać dyspozytora. Odpowiadamy na jego pytania i stosujemy się do poleceń. Nie rozłączamy się aż do czasu wyraźnego polecenia dyspozytora i nie odkładamy słuchawki pierwsi – podkreśla M. Janowski. Na pewno zostaniemy poproszeni o wskazanie miejsca zdarzenia i podanie – w miarę możliwości – dokładnego adresu: pełnej nazwy miejscowości, ulicy, numeru domu, gminy, powiatu i województwa, ponieważ niektóre nazwy miejscowości się powtarzają. – Jest to ważne, bowiem zdarza się, że osobie wzywającej rozładowuje się telefon lub traci zasięg, a dyspozytor musi wiedzieć, gdzie wysłać pomoc – wyjaśnia ratownik.
Usłyszymy też takie lub podobne pytania: Co się stało? Ile osób poszkodowanych? Jaki jest ich stan? Jaki jest orientacyjny wiek poszkodowanych?
Należy też zostawić swoje nazwisko i numer telefonu, który zostanie przekazany służbom jadącym z pomocą. Taki kontakt może ułatwić znalezienie adresu lub najkrótszej drogi dojazdu. Istotne może się też okazać wskazanie charakterystycznych miejsc w pobliżu (szkoła, kościół, kapliczka itp.).
– Starajmy się nie korzystać z telefonu, z którego dokonano zgłoszenia. Do chwili przyjazdu służb ratunkowych jest to jedyna możliwość kontaktu dla dyspozytora lub ekip ratunkowych, które mogą się kontaktować w celu uzyskania dodatkowych informacji – zaznacza M. Janowski.
fot.Paweł Bugira
– Wzywając służby ratunkowe, należy zachować spokój, nie krzyczeć i nie poganiać dyspozytora. Odpowiadamy na jego pytania i stosujemy się do poleceń – wskazuje Marek Janowski.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze