– Naszym zdaniem nękanie przez strażników miejskich kierowców, mieszkańców kilku kamienic tylko jednej ulicy to chyba przesada. Rozumiemy, jakby ich pojazdy utrudniały przejazd czy przejście, ale jest wystarczająco miejsca, aby się poruszać – uważają kierowcy samochodów parkujących przy ulicy Puszkina w Przemyślu. Ich zdaniem to niepoważne, że za identyczne „przewinienia” mandatów nie otrzymują ci, parkujący choćby na ulicach m.in.: Tarnawskiego, Leszczyńskiego czy Głowackiego.
W większości jednokierunkowe ulice i uliczki pomiędzy Dworskiego i Leszczyńskiego stanowią jedna z ładniejszych – choć zaniedbanych – części miasta. Poruszanie się tamtędy samochodami do łatwych nie należy, zważywszy na wspomniany ruch jednokierunkowy. Ten fakt sprawia także, iż kierowcy mają możliwość parkowania swoich pojazdów na chodnikach lub równolegle do nich. Ale tylko w miejscach, w których ograniczenia nie stanowią znaki zakazu zatrzymywania się.
Problem z tym związany zgłosili nam kierowcy parkujący swoje auta na ul. Puszkina[paywall].
– Przy skrzyżowaniu ulicy Puszkina z Moniuszki stoi znak B36, czyli zakazujący zatrzymywania się. Jest to ulica jednokierunkowa i mieszkańcy, z totalnego braku miejsc, parkowali za znakiem. Częściowo na chodniku pomiędzy drzewami, który pozostawał dość szeroki dla przechodniów, a sama ulica wystarczająco szeroka nawet dla samochodów dostawczych, które tamtędy też przejeżdżają. Ostatnimi czasy strażnicy miejscy codziennie, a nawet kilka razy dziennie spisują samochody, które się tam zatrzymają. I wlepiają mandaty. Efektem tego jest całkowicie, po obu stronach, obstawiona samochodami ulica Moniuszki, która jest dwukierunkowa. Nie twierdzimy, że strażnicy robią to niezgodnie z prawem! Zgodnie, ale... Zastanawiamy się, jakie przyjmują kryteria, skoro nie egzekwują przestrzegania takiego samego znaku od kierowców pojazdów zaparkowanych na ulicach choćby Tarnawskiego czy Leszczyńskiego, czyli sąsiednich. Na Puszkina znak zakazu stoi lata i... zawsze stawały tam samochody. Nikomu to nie przeszkadzało. Na tych ulicach jest bardzo mało miejsc parkingowych, a wiele kamienic, a dochodzą jeszcze samochody uczniów z „Elektronika” z ulicy Kilińskiego, którzy też tam parkują
– skarżą się kierowcy pojazdów parkujących na Puszkina.
Sprawdziliśmy na miejscu i faktycznie, interweniujący mają rację. Na kilku ulicach w tamtym rejonie jak byk stoi „zakaz zatrzymywania się”, a samochody stoją... Na ul. Puszkina nie. Pytanie więc: dlaczego jedni mogą, a inni nie? Jakie kryteria przyjmują strażnicy miejscy dla takich samych przewinień? Czy faktycznie kierowcy parkujący na Puszkina są „szykanowani”?
– Zgodnie z przepisami ani jedni, ani drudzy nie mogą parkować, jeśli jest znak zakazujący zatrzymywania się. Interweniujemy na tych ulicach na wniosek mieszkańców, osób zgłaszających. Zdaję sobie sprawę, że ludzie, którzy tam mieszkają, nie mają gdzie parkować. Nie planujemy, ani nie mamy zamiaru robić ciągłych nalotów, a moglibyśmy się przyczepić do wielu kierowców parkujących na zakazach w różnych miejscach w mieście, nie tylko w tamtym rejonie. Nie szukamy sobie specjalnie. Kiedyś słyszałem taki zarzut, że szukamy pieniędzy dla miasta. Wie pan... Gdybyśmy chcieli rzeczywiście szukać na gwałt pieniędzy dla miasta w kieszeniach kierowców, to robilibyśmy to codziennie w różnych miejscach. Ale nie robimy tego, bo doskonale zdajemy sobie sprawę z braku miejsc parkingowych w mieście
Reklama
– zapewnił komendant Straży Miejskiej w Przemyślu Jan Geneja.
– Powtórzę raz jeszcze: reagujemy w takich wypadkach tylko i wyłącznie na zgłoszenie mieszkańców, którym to przeszkadza.
Działania strażników miejskich można określić jednym słowem: szlachetne. Jest jednak dość duże „ale”. Bo skoro stoją znaki, to są po to, aby je egzekwować. Czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby więc ich usunięcie? Albo „doprecyzowanie”? Taki pomysł mają cytowani już kierowcy.
– Może Zarząd Dróg Miejskich umieściłby tabliczkę, taką jak pod znakiem na ulicy Dworskiego za skrętem w ulicę Kilińskiego? Tabliczkę z informacją, że znak dotyczy pojazdów powyżej 3,5 tony. Kiedy przyjdzie zima i będzie śnieg, miejsc parkingowych będzie jeszcze mniej. I co wtedy? Tam nie ma możliwości postawienia samochodu w innym miejscu, bo nie ma parkingów. Na wspomnianym odcinku jest wystarczająco miejsca na ulicy i chodniku, aby samochody mogły stać po stronie zakazu. Naszym zdaniem wystarczy umieszczenie wspomnianej tabliczki i straż miejska nie będzie musiała interweniować. Mieszkańcy odetchną, a miejsca dla wszystkich wystarczy. I pieszych, i zmotoryzowanych
Reklama
– podsumowali.
Może ten pomysł jest godny wdrożenia w życie? Może warto byłoby raz posłuchać mieszkańców? Nie zawsze rację mają tylko urzędnicy...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze