Polowanie na masło w promocji, zastąpienie oleju tańszymi tłuszczami zwierzęcymi, ograniczenie spożycia mięsa. Owoce tylko „po wypłacie”, zwiększenie się liczby ogrodników- amatorów, którzy działki, rabaty, a nawet balkony przerabiają na małe ogródki z pomidorami, truskawkami, czy marchewką. Dorabianie na sezonowych zbiórkach owoców, kupowanie ubrań z drugiej ręki, przesiadka z samochodu do komunikacji publicznej, bądź na rower. Wszystko to, co w jakikolwiek sposób może przyczynić się do załatania coraz większych dziur w domowych budżetach staje się czymś codziennym, wręcz wymaganym.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że źle się dzieje. Klasa średnia w Polsce, według klasyfikacji OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) zarabia od 3526,50 zł brutto do 9404 zł brutto. Daje to jakieś 2 867,07 zł i 7 645,53 na rękę.
Płacąc przykładowo za wynajem mieszkania 1500 zł, inne rachunki 800 zł, paliwo 300 zł, na całą resztę miesiąca zostaje kolejno 267,07 zł i 5045,53 zł. I o ile ta druga kwota wydaje się naprawdę sensowna, pierwsza przeraża. Biorąc pod uwagę fakt, że osoba utrzymuje się sama, nie pobiera dodatkowych świadczeń socjalnych, a zarabia te najniższe dla „regułkowej” klasy średniej 2 867,07 zł, należy życzyć jej zdrowia i dobrych promocji, bo za nieco ponad 250 zł poszaleć nie może.
Z drugiej strony, cały świat wirtualny trąbi, że w świecie celebrytów i sław, kraina płynie mlekiem i miodem. I ta (jeszcze) istniejąca klasa średnia katuje się relacjami w mediach społecznościowych z najbardziej hucznych imprez, zagranicznych wojaży, które trwają tygodniami, z nowych, szybkich samochodów i krocia zabiegów upiększających, by, choć na chwilę poczuć, że są w tym kraju ludzie, którzy mogą pozwolić sobie na to, by na organizację ślubu i wesela przeznaczyć równowartość całkiem niemałego mieszkania w dużym mieście.
Tylko czy te przenosiny do świata celebrytów coś dadzą? Podejrzewam, że wyłącznie zgorzknienie, poczucie niesprawiedliwości i niedowierzanie, że nadeszły czasy, gdy „lepiej” mają ci, którzy nagrywają własne życie i robią z niego reality- show, a ci, którzy codziennie pracują po 8, 10, czy nawet 12 godzin, po powrocie z pracy siadają nad kartką papieru i planują, czy w najbliższym miesiącu będą mogli pozwolić sobie na dentystę, czy dwudniowy wyjazd do schroniska w górach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze