Reklama

Kłopoty Miszczaka z cenzurą

21/05/2021 16:21

Na początku maja nowy redaktor naczelny „Nowin” zerwał współpracę z wieloletnim dziennikarzem, Janem Miszczakiem. Ponieważ redaktor Miszczak swoją karierę dziennikarską zaczynał ponad pięćdziesiąt lat temu w „Życiu Przemyskim”, rozmawialiśmy o okolicznościach tej sprawy.

Opowiedz, jak trafiłeś do dziennikarstwa?

– W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym dziewiątym roku, po skończeniu prawa, wróciłem do Przemyśla i przeczytałem anons, że redakcja „Życia Przemyskiego” poszukuje dziennikarza. Zgłosiłem się i naczelny, Zbigniew Ziembolewski, zlecił mi i innym kandydatom napisanie krótkich tekstów. Napisałem tekst o charakterze kryminalno-obyczajowym, który pokazywał, jak przestępcy w dziecinny sposób wpadają w ręce policji. Materiał miał ponoć wydźwięk wychowawczy, ale też wnosił trochę humoru w tamtą szarą, peerelowską rzeczywistość. Zostałem przyjęty. Leonard Czajka, który był sekretarzem redakcji, wymyślił winietę i powiedział, że tego typu felietony powinny się ukazywać w każdym numerze, co tydzień, pod winietą „Zza kratek”.

Reklama

 No i się ukazywały, aż pobiłeś rekord[paywall]...

– Do tej pory tych felietonów napisałem ponad dwa tysiące siedemset. Zostałem nawet wpisany do Polskiej Księgi Osobliwości, będącej odpowiednikiem Księgi Rekordów Guinnessa. Po osiemdziesiątym dziewiątym roku przeniosłem się do redakcji „Nowin” i tam kontynuowałem cykl felietonów „Zza kratek”. Po pewnym czasie dołożyłem felietony „Do góry dnem”, w których opisywałem nonsensy i absurdy, jakich w dzisiejszych czasach nie brakuje. Myślę, że nieco przeżyła się stara dziennikarska zasada, że dobra informacja to zła informacja i ludzie żyjący w niezbyt wesołych czasach często oczekują materiałów lżejszego kalibru.

Reklama

 Jak to się skończyło?

– W ostatnim felietonie „Do góry dnem”, zatytułowanym „Kwestia czasu”, w ironicznej formie napisałem, że autonomia mediów niezależnych szczęśliwie została zatrzymana przez pana Obajtka, który średnio zarabia mniej niż przeciętny Polak, bo zaledwie nieco ponad pięć tysięcy złotych. Różnica jest taka, że on tyle zarabia w jeden dzień, a przeciętny polski obywatel w miesiąc. Felieton nie ukazał się, a nowy redaktor naczelny Arkadiusz Rogowski e-mailem poinformował mnie o zakończeniu współpracy, bo według niego podważyłem zaufanie do gazety, z którą współpracowałem.

Reklama

 Tyle lat przepracowałeś w czasach, kiedy cenzura była wszechobecna, aż tu nagle…

– Wtedy cenzura była na zewnątrz, poza redakcją i pewnie dlatego niekiedy udawało się nam przemycić co nieco między wierszami. Natomiast uważam, że nie ma gorszej rzeczy niż cenzura w samej redakcji.

 Nie był to pierwszy przypadek, kiedy zostałeś zwolniony przez redakcyjnego cenzora.

– W dwa tysiące siódmym roku, też za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy pracowałem dla Polskiej Agencji Prasowej, przekazałem informację z homilii przewodniczącego Konferencji Episkopatu, księdza arcybiskupa Józefa Michalika, który w swoim wystąpieniu skrytykował aktualnie rządzących. Informacja ukazała się w wielu mediach, po czym ówczesny naczelny Polskiej Agencji Prasowej Piotr Kwieciński, po interwencji posłów Prawa i Sprawiedliwości, zwolnił mnie „za porozumieniem stron”. Wtedy honorowy przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski napisał: „Decyzja o zwolnieniu Jana Miszczaka to niemądra polityczna cenzura. Na miejscu tego dziennikarza dokładnie tak samo bym napisał: krytyka partii rządzącej była absolutnym newsem”. 

Reklama

 Mając takie doświadczenia, co radziłbyś młodym dziennikarzom?

– Nie czuję się mentorem, który mógłby doradzać wielu młodym i zdolnym, więc powiem banał. Najważniejsze, by dziennikarze kierowali się „Prawem prasowym” i etyką dziennikarską, czyli pisali zgodnie z prawdą i własnym sumieniem.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

 


JS
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Tadeusz - niezalogowany 2021-05-21 19:06:12

    Mój Dziadek powiada,ze w latach 60-tych  dyplom wyzszej uczelni to był prawdziwy glejt. Takich z glejtem można było w naszym mieście policzyc na palcach więc w ofertach pracy mogli przebierać jak ulęgałki.Z tamtego czasu mgr inż/ w prostym tłumaczeniu "może gówno robić i nieźle żyć" i to była szczera prawda.A jak taki zapisał się do partii /cierpiącej na brak myślących?co zdarzało się sporadycznie to zyskiwał miano "uczonego" W dzisiejszej przewodniej dokładnie to samo

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    miś - niezalogowany 2021-05-21 21:42:43

    Bo dzisiaj Tadziu " mgr-magazynierzy- towarzysze i towarzyszki" po lokalnych (i nie tylko)  "tajnych kompletach" na "sorbonach" są z zawodu "politykami" "dyryktorami" "prezysami" i nepotykami, którzy lizusostwo i oportunizm uczynili swoimi atrybutami.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    JP - niezalogowany 2021-05-21 23:22:58

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama