Na początku maja nowy redaktor naczelny „Nowin” zerwał współpracę z wieloletnim dziennikarzem, Janem Miszczakiem. Ponieważ redaktor Miszczak swoją karierę dziennikarską zaczynał ponad pięćdziesiąt lat temu w „Życiu Przemyskim”, rozmawialiśmy o okolicznościach tej sprawy.
Opowiedz, jak trafiłeś do dziennikarstwa?
– W tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym dziewiątym roku, po skończeniu prawa, wróciłem do Przemyśla i przeczytałem anons, że redakcja „Życia Przemyskiego” poszukuje dziennikarza. Zgłosiłem się i naczelny, Zbigniew Ziembolewski, zlecił mi i innym kandydatom napisanie krótkich tekstów. Napisałem tekst o charakterze kryminalno-obyczajowym, który pokazywał, jak przestępcy w dziecinny sposób wpadają w ręce policji. Materiał miał ponoć wydźwięk wychowawczy, ale też wnosił trochę humoru w tamtą szarą, peerelowską rzeczywistość. Zostałem przyjęty. Leonard Czajka, który był sekretarzem redakcji, wymyślił winietę i powiedział, że tego typu felietony powinny się ukazywać w każdym numerze, co tydzień, pod winietą „Zza kratek”.
No i się ukazywały, aż pobiłeś rekord[paywall]...
– Do tej pory tych felietonów napisałem ponad dwa tysiące siedemset. Zostałem nawet wpisany do Polskiej Księgi Osobliwości, będącej odpowiednikiem Księgi Rekordów Guinnessa. Po osiemdziesiątym dziewiątym roku przeniosłem się do redakcji „Nowin” i tam kontynuowałem cykl felietonów „Zza kratek”. Po pewnym czasie dołożyłem felietony „Do góry dnem”, w których opisywałem nonsensy i absurdy, jakich w dzisiejszych czasach nie brakuje. Myślę, że nieco przeżyła się stara dziennikarska zasada, że dobra informacja to zła informacja i ludzie żyjący w niezbyt wesołych czasach często oczekują materiałów lżejszego kalibru.
Jak to się skończyło?
– W ostatnim felietonie „Do góry dnem”, zatytułowanym „Kwestia czasu”, w ironicznej formie napisałem, że autonomia mediów niezależnych szczęśliwie została zatrzymana przez pana Obajtka, który średnio zarabia mniej niż przeciętny Polak, bo zaledwie nieco ponad pięć tysięcy złotych. Różnica jest taka, że on tyle zarabia w jeden dzień, a przeciętny polski obywatel w miesiąc. Felieton nie ukazał się, a nowy redaktor naczelny Arkadiusz Rogowski e-mailem poinformował mnie o zakończeniu współpracy, bo według niego podważyłem zaufanie do gazety, z którą współpracowałem.
Tyle lat przepracowałeś w czasach, kiedy cenzura była wszechobecna, aż tu nagle…
– Wtedy cenzura była na zewnątrz, poza redakcją i pewnie dlatego niekiedy udawało się nam przemycić co nieco między wierszami. Natomiast uważam, że nie ma gorszej rzeczy niż cenzura w samej redakcji.
Nie był to pierwszy przypadek, kiedy zostałeś zwolniony przez redakcyjnego cenzora.
– W dwa tysiące siódmym roku, też za rządów Prawa i Sprawiedliwości, kiedy pracowałem dla Polskiej Agencji Prasowej, przekazałem informację z homilii przewodniczącego Konferencji Episkopatu, księdza arcybiskupa Józefa Michalika, który w swoim wystąpieniu skrytykował aktualnie rządzących. Informacja ukazała się w wielu mediach, po czym ówczesny naczelny Polskiej Agencji Prasowej Piotr Kwieciński, po interwencji posłów Prawa i Sprawiedliwości, zwolnił mnie „za porozumieniem stron”. Wtedy honorowy przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Stefan Bratkowski napisał: „Decyzja o zwolnieniu Jana Miszczaka to niemądra polityczna cenzura. Na miejscu tego dziennikarza dokładnie tak samo bym napisał: krytyka partii rządzącej była absolutnym newsem”.
Mając takie doświadczenia, co radziłbyś młodym dziennikarzom?
– Nie czuję się mentorem, który mógłby doradzać wielu młodym i zdolnym, więc powiem banał. Najważniejsze, by dziennikarze kierowali się „Prawem prasowym” i etyką dziennikarską, czyli pisali zgodnie z prawdą i własnym sumieniem.
Dziękuję za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Mój Dziadek powiada,ze w latach 60-tych dyplom wyzszej uczelni to był prawdziwy glejt. Takich z glejtem można było w naszym mieście policzyc na palcach więc w ofertach pracy mogli przebierać jak ulęgałki.Z tamtego czasu mgr inż/ w prostym tłumaczeniu "może gówno robić i nieźle żyć" i to była szczera prawda.A jak taki zapisał się do partii /cierpiącej na brak myślących?co zdarzało się sporadycznie to zyskiwał miano "uczonego" W dzisiejszej przewodniej dokładnie to samo
Bo dzisiaj Tadziu " mgr-magazynierzy- towarzysze i towarzyszki" po lokalnych (i nie tylko) "tajnych kompletach" na "sorbonach" są z zawodu "politykami" "dyryktorami" "prezysami" i nepotykami, którzy lizusostwo i oportunizm uczynili swoimi atrybutami.
Przez minione lata red. Miszczak podpadał wielu kacykom i lokalnym bonzom ("bonifratrom" jak mawiało się o KW PZPR, TW "Zefir" itp.), a teraz naraził się sługusom "dobrej zmiany", którzy chcą podporządkować sobie media. Byłby z tego dumny jego Ojciec, Tadeusz - powszechnie szanowany lekarz, a swego czasu oddany "Czuwajowi" działacz. 18 maja 1991 r. stawił się na uroczystości nadania stadionowi tego klubu imienia Majora Mieczysława Słabego - przedwojennego jeszcze kolegi seniora Miszczaka (na zdjęciu za siostrą majora, panią Walerią). Pozdrowienia Janku (niedługo 30.lecia "żałoby" po śmierci Breżniewa)
Mi się wydaje, że z powodzeniem zastąpić go może na stanowisku dziennikarza niejaki Maciej radny, przewodniczący, dyrektor, rzecznik-taki omnibus nadający się na każde stanowisko. Bezapelacyjnie zrobi dużo lepsze artykuły niż ten,, stary komuch,, Miszczak. To mówiłem Ja, Jarząbek.
Jeszcze nigdy w naszej historii nie mieliśmy tylu towarzyszy Szmaciaków.Rozmnażają się gwałtownie całymi rodzinami i to w takim tempie jak przez pączkowanie
Ale tak dla historycznej prawdy należy dodac, że całe lata pracował dla Życia Przemyskiego i Nowin czyli organów prasowych PZPR. Wtedy taki bezkompromisowy nie był. Odwaga przyszła po 1989. Wczesniej w pełni korzystał z przywilejów reżimowych dziennikarzy. Więc nie jest tak różowo.
Pan Miszczak zdaje się że uprawnienia emerytalne nabył już sporo lat temu, życzmy mu dużo zdrowia, wypoczynku i radości z tego okresu życia, oczywiście też realizacji swojej pasji zawodowej np. w innej prasie. Nie wszystkie tytuły podlegają jedynie słusznej partii.Chciałbym poruszyć temat jakości dziennikarstwa, czego my czytelnicy od nich oczekujemy. Bo przecież nie wszyscy , mam taką nadzieję , spełniają się czytając tylko lokalne, mało znaczące wiadomości. Rozumiem że zarówno ŻP jak i Nowiny są dziennikami regionalnymi i przewaga tematów regionalnych powinna dominować. Ale może cos więcej? Np, ostatnio dowiedziałem się że Prezydent Czech jako jedyny przywódca w UE i NATO złożył na ręce Prezydenta Serbii przeprosiny dla narodu serbskiego za poparcie bombardowania Serbii przez NATO i uznanie przez Czechy niezależnego państwa Kosowa które było kolebką państwowości serbskiej. Żlożył też propozycję w czeskim sejmie cofnięcia tej decyzji, niestety tam nie znalazła uznania.Temat ważny choćby dlatego że tam został podważony powojenny status quo ustalonych granic.Inny przykład; z ekonomii, mamy olbrzymi ,ciągle rosnący dług, postępującą inflację na skutek szybko rosnących cen, dramatyczny spadek wartości i tak małych emerytur. Kto prowadzi politykę finansową państwa, nie sa to przypadkiem absolwenci London School of Ekonomics z lat osiemdziesiątych czy innych uczelni brytyjskich typu Cambridge czy Oksford, Kingston Poliytechnic Czy nie kończyli tych uczelni Rostowski,Gomółka ,Sikorski i ponad 600 innych? Kto ich nauczanie finansował? Co prawda Balcerowicz ukończył MBA na Uniwersytecie w Nowym Jorku ale sponsor był ten sam. Dlaczego ich wszystkich nauczono zadłużania kraju ponad miarę.?Jest multum innych tematów z których co najmniej jeden bodaj raz na miesiąc mógłby być omawiany. Pytanie brzmi, jest zakaz,boicie się , nie znacie się czy cos innego?Czy nam tzw .pierdolety /przepraszam za określenie/ którymi nas nieustannie karmicie mają wystarczyć?
Janek Miszczak jest wspaniałym człowiekiem. Inteligencja , wiedza ,kultura i maniery , których na próżno szukać u polityków. Te cechy wystarczają aby podpaść obecnej władzy. Największym wrogiem tych , którzy nami rządzą , są ludzie samodzielnie myślący. Tacy nie idą na kompromisy, nie dadzą się kupić za pięćset złotych jak zwykłe barany. Janku zdrowia !
Kolego Janie, a gdzie uczyli się bieżący rządzący, przecież zadłużają tak minimum 5 razy bardziej niż ci wymienieni przez ciebie. Zadłużenie dzisiejszych jest lepsze niż poprzedników? To chciałeś powiedzieć?
Procent + i wszystko jasne. A Pan Jan przydziałów na mieszkanie nie brał, asygnat na samochody, skierowań na wczasy w Złotych Piaskach i Karlowych Warach to już mu nawet nie wypominam. Przecież to był PRL owski celebryta.
Proszę, czytaj ze zrozumieniem. przecież napisałem o inflacji, galopujących cenach, spadku wartości emerytur- to wszystko dzieje się za rządów PiS-u. To ten rząd kupując głosy wyborców poprzez wprowadzanie na rynek dużych ilości pieniędzy , należy dodać pożyczonych, powoduje właśnie te zjawiska. Obecny minister finansów jest absolwentem Goldsmitsh,s University of London, tak dla jasności,
Zadnych podwyzek, bo to przecież powoduje inflację. Ekonomiści śmiechu warci.
W PRl do partii należało ponad cztery polskich obywateli. Tadek stary komuchu, kogo chcesz oszukać?
Piękne zdjęcie. A teraz parę ujęć z 1Maja, 22 lipca ....itp. Pan Jan wiele takich uroczystości uświęcał. Wodzirej się kłania.
Tadek komuszy dziadek. Hołownia was zaora.
celebryci pzpr byli skromniejsi niż celebryci pis, zresztą podobnie jak ich mocodawcy. A Jan, niech przyjrzy się obecnym kacykom partyjnym ulokowanych na różnych "odcinkach". A ty Ap i Jan nie czepiaj się Janka bo nie macie nawet pojęcia o człowieku. Lepiej napiszcie o prezesie, tw, wolfgangu, zefirze, ...kujdzie, ....piotrowiczu i innych tw. i sbekach służących wiernie partii niezależnie jaka by nie była. A teczka jarka jako jedyna okazała się sfałszowana, inne byłe prawdziwe. Antek smoleński ma wiedzę na ten temat i dlatego "rozdaje karty" w tym temacie. Może też z tą wiedzą robić wszystko.
W redakcji starego " Życia", które - zdaniem niektórych - było "komunistyczne" członkowie PZPR (po 1979 r.) byli w mniejszości. Największym "przywilejem" zespołu były bloczki śniadaniowe do bufetu na parterze budynku Barska 15. Można było sobie za nie kupić takie rarytasy, jak bigos, mielony, kaszanka, czasem pół kilo wątrobianki i sporadycznie 0,5- 1kg zwyczajnej.Gdyby ukazało się "Zycie" z datą 16 grudnia 1981 r. , kilka osób z zespołu miałoby wczasy w Uhercach za 4 kolumny redagowane przez Region "S" (jego rzecznikiem prasowym był Adam Szostkiewicz - znany publicysta "Polityki",często gości m.in. w TVN - na pewno pamięta. Gdy pytał o czym mogą pisać, usłyszał "o wszystkim", bez wulgaryzmów pod adresem ówczesnej jedynie słusznej partii i jej I sekretarza). Dwa dni po stanie wojennym "opiekun" redakcji z ramienia SB (kpt.Wielgos) rzucił na stół naczelnego redaktora (wtedy p.o. Leonard Czajka) cały wachlarz nakazów internowania (pod byle jakim pozorem). Wystarczyło wpisac personalia i "sanatorium" w Uhercach gwarantowane.Zapytał smutas "Kogo by tu uspokoić"? i usłyszał "Wszystkich, tylko panią sprzątającą trzeba ściągnąć bo jej jeszcze nie ma"! Inne smutasy z SB odchodzili z kwitkiem, gdy chcieli poznać nazwiska osób publikujących,piszących listy do redakcji itd.- Proszę iść do sądu, jak ten się zgodzi ujawnimy - słyszeli i wychodzili mocno wkur....W "komunistycznej" redakcji pomagano wielu osobom nieprawomyślnym, także ideowym wrogom jedynie wtedy słusznej partii.Przykładem program przemyskiej organizacji ... KPN, który przypadł do gustu A.Mazurkiewiczowi (późniejszy senator) i, podobno, samemu Leszkowi Moczulskiemu.Nie byłoby wielu mocnych artykułów, gdyby nie pomoc "komunistów" np. z MO, z wydziału ds. przestępczości gospodarczej, którzy robili swoje, ale owoce ich pracy zamiast do prokuratora i sądu, trafiały do przepastnych szaf przełożonych. Ci ludzie narażali się ogromnie, ale mieli odwagę walczyć z nieprawością, złodziejstwem publicznych pieniędzy itd. itd. Z pomocą dziennikarzy "ZP" udało im się nagłośnić m.in. sprawę głośnej w swoim czasie "bacówki" w Hołubli, nielegalnej próby budowy na ul. Glazera sześciu domów jednorodzinnych dla partyjnych bonzów. Ich starania sprawiły, że m,in, drugi a później I sekretarz KW PZPR musiał dopłacić do ... boazerii wykonanej w "Płytach" na fakturze z V a w rzeczywistości z lepszej klasy drewna. Jeden z dziennikarzy, zajmujący się podobnymi sprawami miał sojusznika w ppłk SB(społecznie prezesie OZPN), który ostrzegał kiedy "szczerze" nie rozmawiać przez telefon, kiedy nie wyjeżdżać nocą poza miasto, na kogo trzeba uważać itd.Z podobnymi sprawami, problemami i "źródłami" informacji miał też do czynienia red, Jan Miszczak i na swój sposób, często mistrzowski, je wykorzystywał. Bywało, że "sprzedawał" temat i kontakty innym kolegom.Łatwo jest dziś przyszywać komuś "łatkę", kilku dyskutantom tego forum szczególnie dobrze to idzie. Z czego to wynika? Z zawiści, zazdrości, wyrachowania, głupoty? Kiedyś boazerią w prywatnym lokum decydentów zajmowali się milicjanci z PG badając, czy aby legalna to inwestycja, zgodnie z prawem zrealizowana i opłacona. Dzisiaj bonzowie ze świecznika, z namaszczenia jedynie słusznej teraz "siły przewodniej narodu" kręcą milionowe lody i to jest "dobra zmiana". Kwitnie kolesiostwo i nepotyzm, arogancja, niegospodarność, ale odważnych by im to wytknąć niewielu, coraz mniej. Lepiej dopieprzyć "komuchom".
Daj Pan spokój. Pan Jan za komuny znał wszystkich ważnych i oni go znali. I tyle w temacie. A ten krótki czas tzw. Karnawału Solidarności z lat 80-81, spowodował osłabienie cenzury. Wtedy bardzo modne było wyciąganie takich w sumie blachostek jak ta Holubla. Poprostu jedną frakcja partyjnych walczyła z drugą , a dziennikarze byli do tych walk wykorzystywani. Ale szybciutko się to skończyło i Pan Jan dalej mógł spokojnie pisać do partyjnej prasy, prowadzić rozliczne akademię ku czci, bale, koncerty a zgromadzeni na widowni sekretarze, wojewodowie, posłowie mogli podziwiać urodę i elokwencję naszej lokalnej znakomitości.
Nie wiem gdzie dostrzegłeś, w jakim słowie napisanym przeze mnie , jakakolwiek krytykę czy uchybienie Panu Miszczakowi.Przez kilkadziesiąt lat słuchałem "Trójki", miałem swoich ulubionych dziennikarzy, wszyscy odeszli lub zostali wyrzuceni ale zarówno ja i inni jak chcą to mogą nadal ich posłuchać. A "Trójki" nawet teraz nie włączam. Podobnie jak "info" z Klarenbachem i innymi na czele.Chciałem tylko przekazać Panu Miszczakowi żeby ,oczywiście jeśli zechce, poszukał nowego miejsca gdzie będzie mógł realizować to co lubi natomiast osoby lubiące jego dziennikarstwo na pewno nadal będą to czytać.Ponadto "misiu" nie zamierzam wciągać się waszą wojenkę partyjną na forum ani w żadnym innym miejscu , nie jestem po stronie PO i nie jestem po stronie PiS-u, krytycznie oceniam nie tylko te partie ale cały okres po 1990 r.Forumowicz JP opisuje rzeczywistość minionego okresu, jakże wydaje się ona wręcz śmieszna / nie mam na myśli tych którzy byli szykanowani czy internowani/, boazeria, dacza w Hołubli itp, w porównaniu z tym co się stało po 1990r. Afera goniła aferę, ograbiono nas z majątku narodowego, wypędzono kilka milionów ludzi na emigrację, okradziono poprzez OFE na 18 mld zł przyszłych emerytów. Obajtek na obajtku przez całe 30 lat. To jest nasza Najjaśniejsza.
https://film.wp.pl/wrog-publiczny-pomiot-szatana-pokazuja-kim-naprawde-jest-miliarder-6641693190798304a prof.Antony Polonsky był przewodniczącym Polish Students Appeal Fund , organizacji która po zmiażdżeniu pierwszej "Solidarności" miała działać na uczelniach wyższych i udzielić wsparcia finansowego / czesne, mieszkanie, utrzymanie, wyżywienie, dostęp do bibliotek i laboratorium/ ponad stu polskim studentom którzy utknęli wskutek wprowadzenia stanu wojennego w Polsce.Z hojną pomocą finansową Sorosa w ciągu kolejnych kilku lat udzielono takiej pomocy ok. 600 osobom.Powyższy fundusz miał siedzibę w London School of Ekonomics.W `1982 r powstał również odrębny system pomocy Oxford Collleges Hospitality Scheme.To były " kuźnie" przyszłych kadr / m.in. nazwiska ministrów finansów/ III RP. Jako ciekawostkę podam że znany w Polsce , mam taka nadzieję, historyk Norman Davies nigdy nie otrzymał żadnej oferty katedry na jakimkolwiek uniwersytecie amerykańskim.
"misiu" nie prowadzi wojenki partyjnej, bo miś do żadnej partii nie należał i nie należy. Każdą patologię trzeba ujawnić i zwalczać ,a ta partyjna neoficka jest najgorsza.
Mój Dziadek powiada,ze w latach 60-tych dyplom wyzszej uczelni to był prawdziwy glejt. Takich z glejtem można było w naszym mieście policzyc na palcach więc w ofertach pracy mogli przebierać jak ulęgałki.Z tamtego czasu mgr inż/ w prostym tłumaczeniu "może gówno robić i nieźle żyć" i to była szczera prawda.A jak taki zapisał się do partii /cierpiącej na brak myślących?co zdarzało się sporadycznie to zyskiwał miano "uczonego" W dzisiejszej przewodniej dokładnie to samo
Bo dzisiaj Tadziu " mgr-magazynierzy- towarzysze i towarzyszki" po lokalnych (i nie tylko) "tajnych kompletach" na "sorbonach" są z zawodu "politykami" "dyryktorami" "prezysami" i nepotykami, którzy lizusostwo i oportunizm uczynili swoimi atrybutami.