Niedawno emocje mieszkańców osiedla „Kmiecie” rozpaliły prowadzone na nim prace związane z wycinką drzew. – Morwa, piękny jesion, wierzby – łącznie z osiedlowej przestrzeni znikło ich chyba dwanaście. To były drzewa liczące po kilkadziesiąt lat – zaalarmowali nas, zaskoczeni działaniami. Dlaczego nikt nas o planach nie informował? – pytają. Spółdzielnia broni się, tłumacząc, że informacje o planowanej wycince były dostępne i została ona przeprowadzona na wniosek innych mieszkańców.
Z takiego drzewa można zrobić 6 stołów, które słono kosztują. Chyba nie chodzi o to, żeby sukcesywnie pozbywać się wszystkich starych drzew z osiedla? Wiele osób jest zbulwersowanych tymi działaniami, więc zbierane są podpisy wśród mieszkańców. Chcemy w ten sposób zaprotestować przeciwko takim praktykom – mówi w imieniu grupy.W odpowiedzi na zarzuty mieszkańców prezes Przemyskiej Spółdzielni Mieszkaniowej Zbigniew Kurosz tłumaczy, że procedura wycinki drzew jest ściśle określona, a pozwolenie na tego typu działania, po zgłoszeniu spółdzielni, każdorazowo wydaje konserwator zabytków.
– Pragnę podkreślić, że takie zgłoszenia najczęściej odbywają się na wniosek grupy mieszkańców, którzy zwracają się o to pisemnie do spółdzielni. Niejednokrotnie taki wniosek składany jest kilkukrotnie, bo konserwator nie zawsze od razu daje swoją zgodę. Co więcej taka wycinka niekoniecznie motywowana jest tym, że drzewo nie jest zdrowe. Zdarza się, że musimy wyciąć zdrowe, z racji tego, że zagraża zdrowiu i życiu ludzi. A bywa i tak, że te nasadzenia są na sieciach wodociągowych, kanalizacyjnych czy ciepłowniczych, co stwarza zagrożenie, że system korzeniowy rozwali instalację. A takie sytuacje też już przerabialiśmy. W tym konkretnym przypadku również wystąpiliśmy do konserwatora na podstawie wniosków od grupy mieszkańców. W budynkach, przy których te drzewa rosły, umieszczone zostały stosowne informacje, więc mieszkańcy mieli 14 dni na to, żeby wyrazić swój sprzeciw czy swoją opinię na temat potrzeby wycięcia wspomnianych drzew. Do poinformowania mieszkańców jesteśmy zobligowani przepisami. A jeśli ktoś nie zauważył kartki, to już inna sprawa... – wyjaśnia.
Prezes PSM dodaje też, że w latach minionych drzewa sadziło się bez większego rozmysłu, a on sam najchętniej pozbyłby się tych wysokich.
– Osobiście uważam, że lepszym rozwiązaniem na terenie osiedla są niższe drzewa, które też mają korony i dają cień. Weźmy na przykład topolę na osiedlu Wieniawskiego. To kruche drzewo, do tego bardzo wysokie. Nie daj Bóg runie i zagrozi czyjemuś bezpieczeństwu. Kilkukrotnie występowałem do konserwatora o zgodę na jej wycinkę, ale bezskutecznie. Nie mogę z nim dyskutować – mówi.
Władze PSM powołują się też na kwestie związane z tym, że bliskość drzew w stosunku do zabudowań mieszkalnych powoduje niejednokrotnie, że mieszkańcy skarżą się na brak dopływu światła.
– Takie zgłoszenia też mamy. Tyle że jeśli ktoś nie mieszka na parterze, lecz na ostatnim piętrze, pewnie tego nie odczuwa i będzie miała w tej kwestii inne stanowisko. My musimy zatem wyważyć zdanie jednej i drugiej strony – tłumaczy Z. Kurosz.
Zaznacza też, że za wycinką drzew idą każdorazowo nowe nasadzenia, co również ujęte jest w decyzji konserwatora, a wszelkie dokumenty, jak choćby te związane z treścią ogłoszenia o planowanej wycince, które było wywieszone w gablotach, czy inne związane ze wszelkimi działaniami podejmowanymi w uzgodnieniu z konserwatorem, są dostępne w administracji osiedla i w każdej chwili można się z nimi zapoznać.
– Musimy zadowolić wszystkich mieszkańców, a to nie jest łatwe. Na pewno nie wycinamy drzew ze względu na własne widzimisię – kończy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze