O akwedukcie przy ul. St. Augusta – zabytku z czasów Twierdzy Przemyśl – głośno jest ostatnio w lokalnych mediach. Miejscowi przewodnicy turystyczni, zaniepokojeni pracami porządkowymi na działce sąsiadującej z akweduktem, zaalarmowali Radio Rzeszów oraz TVP3. Zapytaliśmy właściciela wspomnianej posesji o jego plany. Czy zagrażają one krajobrazowi fortecznemu?
Wybudowany w latach 1887 – 1888 akwedukt na Winnej Górze to unikat na skalę województwa. Na przełomie XIX i XX w. w Przemyślu funkcjonowały dwa systemy wodociągowe. Oba powstały na użytek austro-węgierskiego garnizonu. Jak przystało na obiekty wojskowe, były zamaskowane i chronione przez wartowników. Na prawym brzegu rzeki system wodociągów zaczynał się w rejonie ul. Piasta. Gromadzona w podziemnych zbiornikach woda spływała glinianymi, względnie ołowianymi rurami w kierunku dzisiejszej ul. Słowackiego, zaspokajając potrzeby umiejscowionych tu budynków koszarowych oraz szpitala wojskowego.
Na Zasaniu infrastrukturę wodociągową Austriacy oparli na ciekach wodnych położonych na stoku Winnej Góry. Z podziemnych zbiorników w rejonie ul. St. Augusta woda spływała do koszar przy ul. Okrzei oraz ul. 29 Listopada. W 1912 r., w obliczu nadciągającej wojny, do wojskowego wodociągu podłączono także obiekt cywilny – szpital przy ul. Rogozińskiego.
Obiekt przy ul. St. Augusta składał się z trzech części: ujęcia wody, akweduktu oraz odmulacza z odstojnikiem. Obecnie najbardziej malowniczy element systemu, czyli akwedukt, popada w ruinę, co najwyraźniej umyka uwadze urzędników przemyskiego magistratu. Interesują się nim natomiast bezdomni, pseudografficiarze, złomiarze, którzy zdemontowali m.in. stalowe drzwi do pomieszczeń i pokrywy zabezpieczające wypełnione wodą studnie, wszelkiej maści wandale – ktoś ukradł cegły i fragment[paywall] ochronnej balustrady z pokrycia korony; w podziemnych zbiornikach pełno jest śmieci. Akwedukt przesłania dziko rosnącą roślinność.
– Pasowałoby zabezpieczyć teren przed dalszą dewastacją, ale też zminimalizować ryzyko ewentualnego wypadku. – choćby utonięcia, między innymi poprzez uzupełnienie brakujących krat przy wejściach do komór czy osadników – zauważa związany z PTTK Zbigniew Bilo.
Przemyskich przewodników turystycznych martwi jeszcze coś innego. Ich zdaniem krajobraz forteczny przy St. Augusta może wkrótce ulec poważnemu zniekształceniu. Powód? Planowana w sąsiedztwie inwestycja. – Jeśli prywatna działka przed akweduktem zostanie zabudowana, przesłoni go – alarmują przemyscy przewodnicy, m.in. Leszek Koman, Marcin Stecura. Nie chodzi im wyłącznie o walory estetyczne.
– Nie znamy zakresu robót budowlanych, przewidzianych przez właściciela działki. W tej chwili już widać, że przez przywożoną ziemię zasypywany jest jar bezpośrednio sąsiadujący z akweduktem. Sprawa jest dziwna, wręcz alarmująca. Zaczyna się budowa, w trakcie której akwedukt może zostać uszkodzony, jeśli na oddalony o zaledwie kilka metrów teren prywatny wjedzie ciężki sprzęt – koparki, spychacze – argumentują przewodnicy. – Sąsiadująca z akweduktem działka od lat 60. XX wieku jest w obrocie prywatnym. Obowiązujący dla tego terenu miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, uchwalony w 2006 r., konsultowany z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, dopuszcza budowę na wspomnianej posesji obiektu o charakterze mieszkalno-usługowym. Obecnie do urzędu miasta nie wpłynął jednak wniosek o pozwolenie na budowę – informuje Witold Wołczyk, rzecznik prasowy UM.
Marek Strzelecki, właściciel działki, do którego kierujemy pytanie o plany z nią związane, nic nie wie o medialnym zamieszaniu wokół jego własności. W pierwszej kolejności zwraca uwagę na katastrofalny stan obiektów fortecznych.
– Przez kilkanaście ostatnich lat nikt się tym nie interesował. Tydzień czy dwa tygodnie temu zleciłem wycięcie krzaków, dzięki czemu akwedukt zaczął być widoczny od St. Augusta, na wysokości mojej działki. W latach poprzednich, od kwietnia do października, dziko rosnąca roślinność zasłaniała obiekt. Nagle ktoś się obudził i chce, żeby z ulicy było go widać? – dziwi się M. Strzelecki. Podkreśla, że działa w majestacie prawa.
– Nie można nie zezwolić właścicielom sąsiadujących z zabytkami terenów na realizację projektów, które plan zagospodarowania przewiduje. Zamierzam na swojej działce wybudować stację diagnostyczną, postawić parterowy budynek, usytuowany z lewej strony, patrząc od ulicy, który niczego nie przesłoni. Od strony wiaduktu planuję jedynie utwardzić teren. Oświetlenie terenu na pewno ograniczy postępującą dewastację obiektów fortecznych, a uprzątnięcie go przyczyni się do ich odsłonięcia i wyeksponowania – zapewnia właściciel gruntu. Jednocześnie dziwi się, że przewodnicy pokazują turystom – mówiąc wprost – śmietnik i nie domagają się (domagają się – przyp. AB), aby teren został uprzątnięty i zabezpieczony przed niszczeniem. – Podejrzewam, że będę musiał kiedyś posprzątać obiekty forteczne na własny koszt, aby się nie wstydzić, tylko być dumnym z takiego sąsiedztwa. Sam jestem entuzjastą Twierdzy Przemyśl – deklaruje Strzelecki.
– Do właściciela gruntu trudno mieć pretensję, że chce legalnie działać, zarabiać. Winni zaistniałej sytuacji są urzędnicy. Kiedy akwedukt został wpisany do rejestru zabytków, należało podjąć rozmowy z ówczesnym właścicielem działki bądź obecnym, zanim jeszcze rozpoczął przygotowania do budowy, skorygować plan zagospodarowania przestrzennego – stwierdza osoba rozeznana w temacie.
Sięgamy zatem do wspomnianego rejestru. Z danych tam zamieszczonych wynika, że zespół wodociągu „Zasanie”, w tym akwedukt, ruina budynku oraz 3 zbiorniki podziemne zarejestrowane zostały jako zabytek nieruchomy pod nr A-385 30 listopada 2009 r. Trzy lata po uchwaleniu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, a jednocześnie ponad siedem lat temu, co oznacza, że czasu na dokonanie zmian w planie było aż nadto.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Mychajło Karkochttp://jewish.pl/pl/2017/03/16/ipn-wystapi-do-usa-o-wydanie-polsce-podejrzanego-o-popelnienie-zbrodni-nazistowskich/
Dziwi fakt, iż cały ten śmietnik i syf jaki zalega w otoczeniu tego "zabytku" umykał dotychczas uwadze panom przewodnikom. Dlaczego, jako stali bywalcy w tym rejonie, nie domagali się od Straży Miejskiej podjęcia kroków, by oczyścić z walających się tam śmieci i gruzu teren samego akweduktu oraz okolicznego lasku?
Mychajło Karkochttp://jewish.pl/pl/2017/03/16/ipn-wystapi-do-usa-o-wydanie-polsce-podejrzanego-o-popelnienie-zbrodni-nazistowskich/
Dziwi fakt, iż cały ten śmietnik i syf jaki zalega w otoczeniu tego "zabytku" umykał dotychczas uwadze panom przewodnikom. Dlaczego, jako stali bywalcy w tym rejonie, nie domagali się od Straży Miejskiej podjęcia kroków, by oczyścić z walających się tam śmieci i gruzu teren samego akweduktu oraz okolicznego lasku?